Klasztor świętej księżnej

O Klaryskach w Starym Sączu

W tych murach spędziła ostatnie trzy lata życia Kunegunda, zwana Kingą, pół-Węgierka, pół-Greczynka, córka króla Beli, wnuczka cesarza bizantyjskiego Teodora I Laskarisa, księżna krakowsko-sandomierska, żona Bolesława Wstydliwego. Całe życie poświęciła rządzeniu sporym księstwem w dramatycznych czasach. Polska była podzielona na dzielnice, a Europę najeżdżali Tatarzy, więc życie Kingi jest historią ucieczek, odbudowy zniszczeń, nowych ucieczek i troski o zagrożonych poddanych. Była miłosierną i wspaniałomyślną władczynią, całkowicie angażowała w obowiązki, jakie wiązały się ze sprawowaniem rządów. A równocześnie wciąż marzyła o ukrytym życiu mniszki. Dopiero pod koniec życia spełniło się marzenie Księżnej — została zwykłą zakonnicą w ufundowanym przez siebie klasztorze klarysek w Starym Sączu. Paliła w piecach, prała i sprzątała. Współsiostrom tłumaczyła, że jest tutaj, ponieważ potrzebne są dodatkowe ręce do pracy.

Okolice św. Kingi

Sądecczyzna do dziś przechowuje pamięć o miłosiernej księżnej krakowsko-sandomierskiej. Rzeka Dunajec powstała, gdyż Kinga, uciekając przed Tatarami, rzuciła błękitną wstążkę i najeźdźcy nie byli w stanie pokonać rwących nurtów rzeki. Niedaleko klasztoru jest źródełko, które wytrysnęło, gdy Księżna wetknęła w ziemię swą laseczkę. Inne źródełko, gorzkie, powstało w Krościenku, gdyż jego mieszkańcy nie chcieli udzielić schronienia uciekającej przed Tatarami Kingi, więc się rozpłakała. Na trasie z Sącza do Pienin mieszkańcy pokazują wiele kamieni ze „stópkami” Księżnej, która znowu uciekała. Motyw ucieczki św. Kingi przed tatarskimi najeźdźcami stale się powtarza w sądeckich legendach, które odzwierciedlają grozę czasów, w których upływało jej panowanie.

Jest jeszcze jeden motyw — soli — w średniowieczu bezcennej. Podobno Kinga wyprosiła kopalnię soli od swojego ojca. Na znak przyjęcia daru wrzuciła do szybu pierścień, a gdy wróciła do swojego księstwa, pokazała górnikom, gdzie mają kopać — w Wieliczce i Bochni.

Legendy są legendami, za to klasztor, ufundowany w 1280 r. przez Kingę jest konkretny jak mury średniowiecznej twierdzy. Sądecczyznę otrzymała od Bolesława w 1257 i ziemia ta, wraz z miastem Stary Sącz miała być uposażeniem dla klasztoru. Pięć lat później powstał kościół pod wezwaniem św. Klary — świętej szczególnie bliskiej Fundatorce.

Jako posłuszna córka, Kunegunda poddała się woli rodziców i przyjęła rolę, jaka przypadła jej z urodzenia. Nie została zakonnicą i poślubiła wybranego przez rodzinę księcia. Ale udało jej się przekonać Bolesława Wstydliwego do dziewiczego życia na chwałę Boga. Z całego serca pokochała ideały ubóstwa św. Franciszka i św. Klary. Wstąpiła do III Zakonu św. Franciszka, swoje bogate książęce szaty ofiarowywała na budowę kaplic i kościołów, a sama chodziła w sukniach, przypominających franciszkański habit.

Ten habit przywdziała po śmierci męża w 1279 r. Za murami klasztoru też nie zaznała spokoju — jeszcze raz przyszło jej uciekać przed Tatarami. Gdy niebezpieczeństwo minęło, wróciła. Ale nie żeby rządzić, ale palić w piecach i sprzątać. Podobno w tym klasztorze powstało wiele przekładów utworów religijnych na polski, tu została zredagowana pieśń „Bogurodzica”. Kobiety nie znały łaciny. Mniszki ze Starego Sącza i Fundatorka śpiewały pieśni po łacinie, ale także „in vulgare”, czyli w języku narodowym.

Kinga zmarła w opinii świętości w 1292 r. Została kanonizowana przez Jana Pawła II w 1999, prawie 700 lat po śmierci. Było to potwierdzenie tego, co lud sądecki wiedział od zawsze: Kinga była świętą.

Trwanie

Od czasów Założycielki klasztor sióstr klarysek istnieje nieprzerwanie. Był wielokrotnie przebudowywany — w 1332 zaczęto nadawać mu styl gotycki, obecny kształt uzyskał w XVII w. — na początku stulecia włoski architekt Jan de Simoni nadał nowy charakter zespołowi klasztornemu. Miejsce luźnej zabudowy zajął regularny czworobok z wirydarzem, przy okazji podkreślono obronny charakter murów, otaczających klasztor. Na zewnątrz toczyły się wojny, upadały królestwa, najeźdźcy zostali zastąpieni zaborcami, a mniszki śpiewały psalmy po łacinie i polskie pieśni. Chyba największym zagrożeniem były jednak nie wojska cudzych mocarstw, a próba kasaty klasztoru przez cesarza Józefa II.

Wśród trudnych wydarzeń są radosne, a jedno jest wyjątkowe — wizyta w klasztorze Ojca Świętego Jana Pawła II podczas pielgrzymki w 1999 r. i kanonizacja na pobliskich błoniach świętej Fundatorki.

— Święci nie przemijają — zapewnił Papież tłumy, zgromadzone na Mszy kanonizacycjnej. Mówił o pragnieniu świętości Kingi, jej wewnętrznej wolności, znaku, jakim jest dla rodzin, jej trosce o sprawy Pana na tym świecie. Po Mszy powiedział: „Dziękuję wam (...) mieszkańcy tej ziemi, że zachowaliście ją w swoich sercach, że modliliście się przez jej przyczynę i wyprosiliście u Boga ten dzień. (...) Ze szczególną wdzięcznością zwracam się do sióstr klarysek, dziękuję im za modlitwy i za wierne pielęgnowanie charyzmatu świętej matki Kingi”.

O sól ziemi

Dzień w klasztorze zaczyna się o 4.45. Pół godziny po pobudce mniszki odmawiają pięć pacierzy pod Krzyżem, Anioł Pański, godzinę czytań i jutrznię. Są na Mszy, odprawiają rozmyślania i godzinę przedpołudniową. Śniadanie jest o ósmej, później 36 sióstr pracuje w kuchni, ogrodzie, zakrystii, pralni, opłatkarni, szwalni, gdzie wykonują szaty liturgiczne. Osobny dział to obsługa sanktuarium, do którego przybywają liczne pielgrzymki. „Nie prowadzimy żadnej działalności apostolskiej — mówią mniszki o swoim życiu. — Naszym głównym zadaniem jest życie oddane Bogu w ukryciu. Poprzez modlitwę, pracę, ofiarę w intencjach całego świata, Kościoła oraz osób, które polecają się naszym modlitwom, staramy się służyć Bogu i człowiekowi i w ten sposób dążyć do świętości”.

Nie prowadzą działalności apostolskiej, ale są w centrum najważniejszych spraw Kościoła. Na przełomie XIX i XX w. bp tarnowski Leon Wałęga, obejmując rządy w diecezji, zastał w seminarium zaledwie kilku kleryków. Dlatego odbył pielgrzymkę do sanktuarium bł. Kingi — aby prosić ją o sól ziemi - czyli o powołania kapłańskie. Od tego czasu klaryski w starosądeckim klasztorze modlą się szczególnie żarliwie o powołania. Co roku 24 lipca, w liturgiczne wspomnienie Kingi, biskupi tarnowscy nawiedzają sanktuarium i proszą o modlitwę o powołania. Bp Wiktor Skworc wręcza tu dekrety swoim neoprezbiterom.

Nie da się udowodnić bezpośredniego związki między modlitwą mniszek a liczbą powołań. Faktem jest, że diecezja tarnowska od kilku lat jest „rekordzistką” pod względem powołań, a seminarium diecezjalne — najliczniejsze w Europie.

Alina Petrowa-Wasilewicz

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama