reklama

Alkohol jako tło rodzinnych spotkań. Co zapamiętały nasze dzieci po Bożym Narodzeniu i Sylwestrze?

Minęły święta Bożego Narodzenia. Rodzinne obiady, wspólne wieczory, długie rozmowy przy stole. W wielu rodzinach niestety pojawia się alkohol chociażby w postaci piwa. Butelka do obiadu, kolejna wieczorem. W tym czasie warto zatrzymać się i zapytać: co właściwie przez ostatnie dni obserwowały nasze dzieci?

AA

dodane 02.01.2026 16:50

W wielu polskich domach alkohol – zwłaszcza piwo – stał się tak naturalnym elementem świątecznego i noworocznego czasu, że niemal przestaliśmy go zauważać. Nie było awantur ani upijania się. Nikt nie mówił o „imprezie”. Po prostu: obiad, więc piwo. Wieczór przy choince, więc piwo. Rodzinne spotkanie, więc „otwórzmy po piwie”.

Dla dorosłych to często drobny rytuał, element relaksu po intensywnych dniach. Dla dzieci – jasny i czytelny komunikat o tym, czym jest odpoczynek, świętowanie i dorosłość.

Dzieci uczą się przez obserwację

Psychologia rozwojowa nie pozostawia wątpliwości: dzieci uczą się przede wszystkim przez naśladowanie. To, co widzą u najbliższych, staje się dla nich normą. Rodzinne święta – czas szczególny, intensywny emocjonalnie i symbolicznie – mają w tym procesie wyjątkową wagę.

Obrazy z ostatnich dni Bożego Narodzenia i Sylwestra zapisują się w pamięci dziecka jako wzorzec: „tak się odpoczywa”, „tak się świętuje”, „tak zachowują się dorośli”.

Jeśli kilkulatek przez kilka kolejnych dni widział, że przy każdym posiłku pojawia się alkohol, uczy się, że jedzenie i alkohol naturalnie do siebie należą. Jeśli starsze dziecko obserwowało, że dorośli rozluźniają się dopiero po pierwszej butelce, zapamiętało, że relaks wymaga dodatkowego „wspomagania”. Jeśli nastolatek słyszał: „daj spokój, to święta” albo „raz w roku można”, zinternalizował przekonanie, że alkohol jest nieodłącznym elementem celebracji i odpoczynku.

To nie są abstrakcyjne obawy ani przesadne lęki. Badania pokazują, że dzieci wychowujące się w środowisku, w którym alkohol regularnie towarzyszy rodzinnym uroczystościom, częściej sięgają po niego wcześniej i częściej rozwijają problematyczne wzorce picia. Mechanizm nie polega na jednym wydarzeniu, lecz na systematycznym przekazie wzorców.

„Przecież to tylko piwo…”

Najczęstszą reakcją dorosłych jest bagatelizowanie problemu. „To nie wódka, tylko piwo”. „Przecież się nie upiłem”. „Mam wolne, odpoczywam”. Tymczasem istota problemu nie leży ani w rodzaju alkoholu, ani w poziomie upojenia.

Problemem jest komunikat, który – często nieświadomie – przekazujemy dzieciom.

Dzieci nie rozróżniają kategorii „odpowiedzialnego picia” i „nadużywania”. Nie analizują intencji dorosłych. Widzą prosty obraz: dorośli potrzebują alkoholu, aby odpocząć, świętować, cieszyć się wspólnym czasem. To właśnie ten obraz staje się dla nich normą.

Co zobaczyły dzieci w naszych domach?

Po świętach i Sylwestrze warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie kilka prostych, ale ważnych pytań.

Co widziały nasze dzieci przez te dni? Jak wyglądał odpoczynek dorosłych? Jak spędzaliśmy wieczory? Jak reagowaliśmy na zmęczenie, napięcie, potrzebę relaksu?

Jeśli przy każdym posiłku na stole stał alkohol, dzieci nauczyły się, że to element codzienności.
Jeśli słyszały: „teraz sobie otworzę piwo i odpocznę”, zapamiętały, że odpoczynek wymaga alkoholu.
Jeśli widziały, że rodzinne wieczory naturalnie łączą się z butelkami na stole, zinternalizowały przekonanie, że bliskość i świętowanie potrzebują procentów.

Nie chodzi tu o osądzanie ani wzbudzanie poczucia winy. Chodzi o świadomość. O uczciwe spojrzenie na to, jakie wzorce – często niezamierzenie – przekazujemy kolejnemu pokoleniu.

Po Sylwestrze – czas decyzji

Sylwester już za nami, ale jego konsekwencje – także wychowawcze – pozostają. To dobry moment, by spojrzeć w przyszłość. Bo decyzje dotyczące alkoholu nie kończą się wraz z okresem świątecznym. One wracają w zwykłej codzienności: w weekendach, spotkaniach towarzyskich, chwilach zmęczenia po pracy.

Coraz więcej rodzin w Polsce decyduje się na ograniczenie lub rezygnację z alkoholu w życiu domowym. I wielu z nich odkrywa, że radość bez alkoholu nie jest uboższa – bywa wręcz głębsza. Rozmowy stają się bardziej uważne, relacje bardziej obecne, a poranki wolne od zmęczenia i rozdrażnienia.

Forma świętowania może pozostać ta sama. Zmienia się jedynie zawartość kieliszków – i sens przekazu. Dzieci widzą wtedy coś innego: że radość bierze się ze wspólnoty, a nie z substancji; że odpoczynek jest naturalnym stanem, a nie efektem chemicznego bodźca.

Dar świadomego wyboru

Rezygnacja z alkoholu – czy choćby jego ograniczenie – nie jest rezygnacją z radości. Jest wyborem jej pełniejszej formy. To dar, który dajemy nie tylko sobie, ale przede wszystkim dzieciom.

To także czytelne świadectwo wiary: pokazujemy, że nasza wdzięczność za miniony czas, nasza nadzieja na przyszłość i nasza radość z bycia razem są wystarczająco mocne same w sobie.

Po świętach i po Sylwestrze warto zapytać: jaki obraz dorosłości, radości i odpoczynku chcemy zostawić w pamięci naszych dzieci? Być może najcenniejszym postanowieniem noworocznym nie będzie kolejne ambitne wyzwanie, lecz decyzja o bardziej świadomym, trzeźwym i obecnym przeżywaniu codzienności.

Bo prawdziwa radość naprawdę nie potrzebuje procentów.

 

1 / 1

reklama