Kiedy zaczęliśmy głosić Ewangelię inną niż Chrystusowa, Kościół zaczyna radykalnie pustoszeć...

„Kościół potrzebuje powrotu do sprawdzonych wzorców. Nie dziwię się, że kiedy zaczęliśmy głosić Ewangelię inną niż ta, którą Chrystus przykazał, Kościół zaczyna radykalnie pustoszeć” – mówi w rozmowie z Kingą Ochnio Krystian Kratiuk, publicysta, redaktor naczelny portalu PCh24.pl, współautor książki „Świat i Kościół w kryzysie”.

W Kościele trwa synod o synodalności. Od początku towarzyszą mu obawy i wątpliwości znacznej części katolików. Czemu służy ten synod i jaki jest jego rzeczywisty cel?

- Papież Franciszek od początku swojego pontyfikatu zapowiadał tzw. zbawienną synodalność. Powiedział, że liczy na zbawienną decentralizację i że Duch Święty wymaga od Kościoła drogi synodalizacji. W związku z tym głównym celem synodu jest zmiana paradygmatu zarządzania Kościołem w trzecim tysiącleciu, natomiast pośrednim – rozłożenie władzy w Kościele, odjęcie jej samemu papieżowi i przekazanie większych kompetencji konferencjom episkopatów lokalnych czy kontynentalnych. W taki sposób, aby rozróżnić to, że inaczej jest być biskupem katolickim np. w Belgii i w Europie, a inaczej w Kongo i Afryce. To rozłożenie akcentów i władzy w Kościele jest dekonstrukcją hierarchicznego, odwiecznego, stworzonego przez samego Boga kształtu Kościoła. I to tak naprawdę jest głównym celem papieża Franciszka. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z zaplanowanym w Watykanie scenariuszem, w ciągu kilku lat doktryna katolicka w Polsce będzie brzmiała inaczej niż w Niemczech i zupełnie inaczej niż w krajach afrykańskich.

Kościół ma stać się instytucją demokratyczną, w której każdy będzie miał prawo wypowiadać się na tematy doktrynalne. To dobry kierunek?

- W Kościele od jego zarania wypowiadać się może każdy, z tym że Kościół powinien pilnować i przestrzegać porządku w doktrynie i nauce moralnej. Sytuacja, w której jeden biskup mówi o błogosławieniu związków homoseksualnych w Kościołach (bo takie rzeczy dzieją się regularnie w Niemczech), a inny mówi, że jest to grzech wołający o pomstę do nieba, wprawia w najlepszym wypadku katolika w zdumienie i konfuzję. A co, jeżeli ten katolik przyjmie perspektywę tego biskupa, który głosi w tym momencie jawną, uznawaną przez 2 tys. lat za herezję doktrynę, jako własną? Popełni wielki błąd i narazi swoją duszę na okropne konsekwencje. Dlatego Kościół, jako że jest instytucją pełną miłości wobec swoich członków, powinien ostrzegać ich przed niebezpieczeństwami. W samym wypowiadaniu się nie ma jeszcze nic zdrożnego. Usłyszenie o tym, że są problemy na jakiejś parafii albo gdy biskupi posłuchają wiernych i dowiedzą się, jak oni żyją, nie tylko jest dobre, ale wręcz pożądane. Kościół zawsze dzielił się na Kościół nauczający i nauczany. Zerwanie tej zasady sprawi, że każdy będzie wyznawał, co chce. A nie po to Chrystus umarł na krzyżu, abyśmy wyznawali to, co każdemu z nas się podoba, ale po to, byśmy wyznawali to, co On nam przekazał.

Czy po tym synodzie wyjdziemy bardziej umocnieni, chrześcijańscy czy też bardziej świeccy, światowi, co może pogłębić kontrasty, które już są wewnątrz Kościoła?

- Sądzę, że każdy po tym synodzie rozjedzie się do swojej diecezji z własnymi wnioskami. I tak biskupi belgijscy wrócą do kraju i stwierdzą, że są bardzo zadowoleni, bo mogą błogosławić pary homoseksualne. Polscy biskupi powiedzą, że według nich z dokumentów synodalnych i późniejszych podsumowań papieża Franciszka wynika, że nic w doktrynie się nie zmienia. Biskupi afrykańscy wrócą z założeniem, że wszystko jest w porządku i monogamia w Kościele pozostaje jedyną uprawnioną formą, a biskupi argentyńscy stwierdzą, że papież Franciszek po raz kolejny powiedział im, że spokojnie można błogosławić powtórne małżeństwa, mimo że pierwszy małżonek wciąż żyje. Niestety, po każdym z tych synodów każdy wraca do swojej diecezji, mówiąc coś innego.

Dziś tak łatwo, także katolikom, przychodzi krytykowanie Kościoła, zwłaszcza po ujawnieniu różnych skandali na różnych jego poziomach. Co możemy zrobić w tej sytuacji? Walczyć w obronie wiary czy spokojnie, z ufnością powtarzać: „Jezu, Ty się tym zajmij!”?

- Każdy człowiek w Kościele musi rozeznać swój charyzmat, odpowiedzieć na pytanie, jak powinien się zachować. W swojej historii Kościół wyniósł na ołtarze ponad 6 tys. świętych i błogosławionych. To osoby o bardzo różnych charyzmatach: są wśród nich matki wychowujące dzieci w wierze katolickiej, duchowni dzielnie głoszący z ambon słowo Boże czy świeccy tworzący dzieła miłosierdzia. Każdy musi odnaleźć w tych wzorach świętych charyzmat dla siebie. Jestem absolutnie przekonany, że Kościół przetrwa, bo Jezus Chrystus obiecał, iż bramy piekielne go nie przemogą. Nigdzie jednak nie obiecał nam, że będzie w takim kształcie, w jakim jest dzisiaj. Najważniejsze wyzwanie dla każdego świeckiego katolika to zachowanie i pielęgnowanie wiary katolickiej w sobie i swoich rodzinach. Każdy, kto odczuwa charyzmat do tego, by bronić Kościoła również na zewnątrz, powinien to robić, bo do tego jest powołany przez Chrystusa. Pozostaje kwestia rozeznania, w jaki sposób działać: realizując dzieła miłosierdzia, głosząc wiarę na różnego rodzaju płaszczyznach czy włączając się w akcje Kościoła. Na pewno nie wolno nam zamykać oczu na kryzys. Jeżeli naszą jedyną reakcją będzie tylko zgorszenie, niczego nie osiągniemy. W dobie kapłanów, biskupów, którzy odstępują od wiary, głoszą wprost herezje, a ich moralność pozostawia często wiele do życzenia, musimy sobie przypominać, że Pan Jezus ustanowił Kościół jako swoje mistyczne ciało i jak cierpiał na krzyżu, tak i Jego Kościół musi cierpieć.

Obecnie mamy do czynienia chyba z największym w historii kryzysem kapłaństwa, powołań. Jest na to jakiś lekarstwo?

- Ile świętych rodzin, tyle powołań kapłańskich. Musimy wychowywać się w miarę w świętych rodzinach. Świętych nie znaczy bezgrzesznych, ale poświęconych Bogu, w których rozmawia się o Bogu, w których wychowuje się dzieci w kontrze do świata zewnętrznego, tego, co w nim jest złe. To Pan Bóg powołuje tych ludzi, ale my musimy ich wychować do tego, aby mogli usłyszeć powołanie i na nie odpowiedzieć.

Wielu młodym ludziom nie po drodze dziś z Kościołem. Bóg i religia są dla nich coraz bardziej obojętnymi rzeczywistościami. Jak odwrócić trend laicyzacji wśród młodego pokolenia?

- Z całą pewnością przekaz do ludzi ze strony instytucjonalnego Kościoła musi być prawdziwy i pozbawiony hipokryzji, bo szczególnie młodzi są na nią uczuleni. Bardzo łatwo sprawić, że młody człowiek odchodzi z Kościoła, bo zobaczy grzesznego kapłana, który winien być dla niego autorytetem. Musimy młodym ludziom przekazywać, że są w Kościele dla Chrystusa. Ale powinniśmy też oczekiwać od hierarchów tego Kościoła - bo my, świeccy, tego nie załatwimy - że zechcą oczyścić Kościół swoimi rękami. Inaczej i ich, i nas wszystkich spotka potężne oczyszczenie z ręki samego Pana Boga, jakie historii zbawienia już się wielokrotnie zdarzało. A nie chciałbym być w skórze tych, którzy będą winni temu, że wiele ludzi nie zostanie przygotowanych na taką karę.

Jeśli chodzi o laicyzację, to nasz kraj nie wypada tak źle na tle europejskich państw. Czy można powiedzieć, że jesteśmy bastionem chrześcijaństwa?

- Myślę, że można użyć tego sformułowania. Z całą pewnością, jeżeli popatrzymy na polskie społeczeństwo, na liczbę osób chodzących do kościoła, przystępujących do sakramentów albo uważających, że zabicie człowieka w łonie matki jest po prostu morderstwem, to na pewno wyróżniamy się na mapie świata. Polscy biskupi wskazywani są jako ci najbardziej konserwatywni, bo pochodzą z konserwatywnego kraju. W tym jest jakaś wielka nadzieja dla Polski, bo Polska, jeśli ma istnieć, to tylko po to, żeby być katolicka. Innego powodu zaistnienia Polski - między protestanckimi i zlaicyzowanymi Niemcami a prawosławną i postkomunistyczną Rosją - po prostu nie ma. Z jakiegoś powodu Pan Bóg wybrał sobie naród polski jako ten, który w Europie trwa najdłużej wierny Bogu i tradycji katolickiej.

Czego zatem potrzebuję dziś Kościół?

- Powrotu do sprawdzonych wzorców. Proszę zwrócić uwagę, że Kościół był silny liczebnie, doktrynalnie, ale także politycznie i kulturowo wtedy, kiedy był wierny swojej nauce i ortodoksji. Ten eksperyment, kiedy zaczęto majstrować przy podejściu do tradycji czy ortodoksji, przy pewnej odrębności Kościoła od świata, zwyczajnie nie wyszedł. Społeczeństwa zaczęły się radykalnie laicyzować. Zatem jedyną potrzebną reformą dla Kościoła jest powrót do tych wzorców, za których stworzeniem stoi te 6 tys. osób wyniesionych na ołtarze. Oczywiście to nie znaczy, że Kościół nie może się zmieniać i nie powinien. Tylko że clou, korzeń, credo, wiara, ortodoksja Kościoła nie ma prawa się zmienić. Już św. Paweł mówił, że gdyby on sam lub anioł z nieba zszedł na ziemię i głosił Ewangelię inną, niż ta, która została początkowo przekazana, mamy go, mówiąc delikatnie, nie słuchać. Nie dziwię się, że kiedy zaczęliśmy głosić Ewangelię inną niż ta, którą Chrystus przykazał, Kościół zaczyna radykalnie pustoszeć.

Dziękuję za rozmowę.

Echo Katolickie 40/2023

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama