Nie przeprowadzono aborcji, która miała się odbyć w szpitalu na Brochowie we Wrocławiu. Pomogła błyskawiczna mobilizacja obrońców życia. W szpitalu pojawiła się policja. Pracująca w placówce Ginekolog Gizela Jagielska tłumaczyła się później w radiu z tego, że do aborcji nie doszło.
W szpitalu im. Falkiewicza ciężarna kobieta zażądała aborcji w 36. tygodniu ciąży. Nie chciała indukcji porodu, którą proponowali jej lekarze. Dziecko nie zostało jednak zabite.
O sytuacji w placówce na Brochowie zrobiło się głośno, kiedy wyszło na jaw, że ma tam trafić Gizela Jagielska. Ginekolog zasłynęła przeprowadzeniem w szpitalu w Oleśnicy aborcji w 36. tygodniu ciąży. Mimo protestów, Jagielska została zatrudniona. Pracuje od początku października i, jak mówiła w radiu Tok FM, kieruje oddziałem położnictwa, jednocześnie robiąc specjalizację na neonatologii. Media podają, że w szpitalu im. Falkiewicza pracuje także jej mąż.
Aborcje eugeniczne wciąż zakazane
W październiku serwisy społecznościowe obiegła wiadomość o tym, że na Brochowie ma zginąć dziecko mające 36 tygodni życia płodowego. W mediach podawano nawet, że aborcję już przeprowadzono.
W rzeczywistości było tak: do szpitala zgłosiła się kobieta będąca w późnej ciąży – ok. 36. tygodnia. Chciała aborcji na podstawie zaświadczenia od psychiatry. Trafiła na inny oddział niż ten, na którym pracuje Gizela Jagielska – tak podaje sama Jagielska.
Dziecko jest chore. Nie ujawniono, na jaką chorobę cierpi, ale diagnoza wskazuje, że przeżyje nie więcej niż dwa lata; prawdopodobna jest też śmierć krótko po porodzie. Polskie prawo nie zezwala na zabicie nienarodzonego dziecka dlatego, że może ono wkrótce umrzeć. Niektórzy psychiatrzy wprost jednak deklarują, że wydają zaświadczenia o tym, że ciąża zagraża stanowi psychicznemu matki.
Oczywista propozycja
Lekarze z Brochowa zaproponowali pacjentce indukcję, czyli wywołanie porodu. „Propozycję porodu żywego dostałaby w każdym szpitalu, oprócz Pomorza” – przyznała Gizela Jagielska (mając być może na myśli placówkę na gdańskiej Zaspie, gdzie w 2025 r. przeprowadzono 27 aborcji na podstawie dokumentu od psychiatry).
Ciężarna kobieta domagała się jednak przeprowadzenia aborcji. Z naszych informacji wynika, że wyznaczono już termin. Informacja o zdarzeniu wyciekła jednak na zewnątrz (bez danych osobowych i szczegółów na temat choroby). Informację dostała Fundacja Życie i Rodzina. Sprawę nagłośniono przez media społecznościowe. To z kolei spowodowało mobilizację obrońców życia, którzy zresztą od pewnego czasu gromadzili się przed szpitalem na modlitwie i pikietach. O możliwości dokonania nielegalnej aborcji zawiadomiono także policję. Zrobiło to niezależnie od siebie kilka osób, w tym nieznany szerzej człowiek mieszkający w Oświecimiu.
Funkcjonariusze pojawili się w szpitalu im. Falkiewicza jeszcze tego samego dnia. Do aborcji nie doszło. Dziecko ma ok. 38 tygodni życia płodowego i najprawdopodobniej się urodzi.
„Postaram się pomóc”
Sprawa wywołała wściekłość aktywistów aborcyjnych.
.@kasprzak_k_: ABORCJONIŚCI NIE MOGĄ SIĘ POGODZIĆ Z FAKTEM, ŻE DZIECKO Z BROCHOWA ŻYJE❗️
— Fundacja Życie i Rodzina (@ratujzycie_pl_) 26 października 2026
Przez lewicowe media przechodzi fala hejtu pod adresem dziecka z Brochowa. Ten maluszek miał zaplanowaną aborcję na 14.10, ale ostatecznie - dzięki wysiłkom Ludzi Dobrej Woli i nagłośnieniu… pic.twitter.com/EuB5TTDhmk
Gizela Jagielska tłumaczyła się w lewicowym radiu z tego, że do aborcji nie doszło. Jak mówiła, nigdy wcześniej w brochowskiej placówce nie zdarzało się, by zgłosiła się pacjentka w wysokiej ciąży mająca zalecenie aborcji od psychiatry. Ginekolog wyjaśniała też, że dowiedziała się o sprawie późno wieczorem, a w dodatku pracuje na innym oddziale niż ten, który przyjął kobietę.
„Nie będę biegać między oddziałami” – stwierdziła.
Dodała jednak, że „postara się pomóc” innym ciężarnym żądającym aborcji.
Źródła: x.com, Nasz Dziennik, Tok FM
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.