Pięć głosów mogło zmienić wynik. Ordo Iuris apeluje do prezydenta ws. ustaw aborcyjnych

Dwa projekty, pięć głosów różnicy i pytanie, czy konstytucyjna ochrona życia pozostanie realną granicą dla ustawodawcy. Ordo Iuris krytykuje sejmowe decyzje, ale nie ogranicza się do oceny przyjętych przepisów. Zwraca też uwagę na nieobecność polityków deklarujących przywiązanie do wartości konserwatywnych i wskazuje, że teraz odpowiedzialność za dalszy los ustaw spoczywa na prezydencie Karolu Nawrockim.

„20 października 2026 r. już teraz nazywany jest ‘czarnym wtorkiem’" – napisała Katarzyna Gęsiak, dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris. Tego dnia parlamentarna większość przegłosowała w Sejmie dwa projekty ograniczające prawną ochronę życia dzieci nienarodzonych: projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny (druk nr 3202) oraz projekt ustawy o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (druk nr 3203). „Każdy z tych projektów z osobna, jako obniżający wyznaczony przepisami Konstytucji RP i utrwalonym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego standard ochrony życia, jest nieakceptowalny w polskim systemie prawnym, razem stanowią jednak zmasowany i bezpośredni atak na życie dzieci nienarodzonych” – czytamy w analizie.

Podstawowymi założeniami projektu Lewicy i Koalicji Obywatelskiej (druk nr 3202) jest dekryminalizacja aborcji dokonywanej niezgodnie z przepisami Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Bez ryzyka odpowiedzialności karnej przewidzianej pozostałaby osoba, która np. przerwała ciążę kobiety w miejscu innym niż szpital lub po upływie ustawowego terminu, o ile tylko podstawą tego działania było niebezpieczeństwo dla zdrowia matki lub bliżej nieokreślone przesłanki wskazujące na prawdopodobieństwo niepełnosprawności dziecka. Odpowiadać karnie nie będzie również sprawca takiej nielegalnej aborcji, w sytuacji, gdy dziecko mogło już urodzić się i żyć poza organizmem matki. Odpowiedzialności karnej, zgodnie z przyjętym projektem, miałaby uniknąć osoba pomagająca w nielegalnej aborcji oraz osoba, która swoją pomocą spowodowała zgon dziecka poczętego na tyle już rozwiniętego, że mogło przyjść na świat i żyć samodzielnie poza organizmem matki.

Projekt Trzeciej Drogi (druk nr 3203) przewiduje powrót do stanu prawnego sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r., czyli dopuszczalność aborcji eugenicznej. „O tym, że powrót taki jest niemożliwy, bo wyroki TK są ostateczne i wiążące, nie warto dłużej się rozwodzić” – czytamy w analizie. Kolejnym pomysłem jest obniżenie standardów weryfikacji, czy ciąża rzeczywiście powstała z czynu zabronionego (np. gwałtu) oraz czy rzeczywiście istnieją odpowiednio poważne przesłanki medyczne. „W myśl projektu w obu przypadkach wystarczającą podstawą do zabicia dziecka nienarodzonego ma być informacja lub oświadczenie kobiety, co w praktyce wprowadza aborcję na życzenie” – zauważa prawniczka. Projekt przewiduje, że aborcja ma być finansowana ze środków publicznych i to nie tylko w szpitalach, jak dotychczas, ale także w prywatnych gabinetach i przychodniach.

„Każda z tych ustaw odrębnie i obie razem godzą w konstytucyjny porządek państwa polskiego” – pisze Katarzyna Gęsiak.

Zdaniem Ordo Iuris największym zaskoczeniem nie jest to, że partie lewicowe zaproponowały takie projekty, ale fakt, że nie zagłosowali przeciwko nim niektórzy przedstawiciele partii określających się jako prawicowe czy konserwatywne: „Największym rozczarowaniem jest nieobecność, a więc w ogóle nieoddanie głosu sprzeciwu przez lidera Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego i lidera Konfederacji Sławomira Mentzena, którzy niejednokrotnie na potrzeby kampanii wyborczych kreowali się jako politycy pro-life”. Zdaniem szefowej Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris, ci politycy oddając walkowerem tak ważną kwestię jak ochrona życia ludzkiego z pewnością nie zaskarbią sobie sympatii niemałej prawdziwie konserwatywnej części społeczeństwa.

Czy wszystko już stracone? Nie, bo proces legislacyjny się nie zakończył. „O ile nie bardzo należy się spodziewać pozytywnych zmian po głosowaniu w Senacie zdominowanym przez partie lewicowe, to jednak ustawy nie wejdą w życie bez podpisów Prezydenta RP Karola Nawrockiego. Z wcześniejszych deklaracji głowy państwa wynika natomiast, że jest przeciwnikiem aborcji, w związku z czym – aby być konsekwentnym i wiarygodnym w oczach wyborców – powinien odmówić podpisania ustaw” – zauważa Ordo Iuris.

Głowa państwa ma dwie możliwości: zawetowanie ustaw albo zwrócenia się do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem o ich zgodność z konstytucją.

Źródło: KAI

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »