Mężczyzna brutalnie zatrzymany w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa wyszedł na wolność. Sąd nie zgodził się na miesięczny areszt. Piotr twierdzi, że podczas interwencji zginęły mu pieniądze. Prokuratura nie wyklucza złożenia zażalenia na decyzję sądu.
„Czuję się jak wyciągnięty z pralki” – tak w telewizji Republika opisał swoją sytuację krótko po wyjściu z policyjnego aresztu.
Mężczyzna został zatrzymany w piątek. Znajdował się w okolicach siedziby Trybunału Konstytucyjnego. Policja twierdzi, że zachowywał się dziwnie. Kiedy funkcjonariusze próbowali go zatrzymać, odepchnął jednego z nich i uciekł w stronę ul. Marszałkowskiej. Wbiegł do siedziby Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Tam policjanci zatrzymali go w taki sposób, że stracił przytomność i został zabrany przez karetkę pogotowia. Podczas interwencji rozbita została szyba w budynku stowarzyszenia.
„Prosiłem, że już wystarczy, że na tyle mnie już stłamsił, że chyba widział jak wierzgam. Próbowałem się z tych więzów wydostać. Przecież on mnie dusił – relacjonował Piotr W.
Według policji, to on zaatakował policjantkę, powodując u niej uraz głowy. Po interwencji Komenda Stołeczna ogłosiła, że Piotr W. pod kurtką miał nóż.
Nie wierzę w to, co słyszę.
— Pan_komentator (@PanP23929) 18 października 2026
Okazuje się, że podczas interwencji policyjnej z udziałem pana Piotra zniknęły pieniądze:
- W jednej zamykanej na zamek błyskawiczny kieszeni kurtki znajdowało się kilkaset złotych
- Nikt nie ujawnił ani nie pokazał, że oddaje z powrotem pieniądze… pic.twitter.com/m0ScIVxGCA
Prokurator Piotr Antoni Skiba powiedział, że działania policji miały związek m.in. z faktem, że w Polsce obowiązuje podwyższony stopień bezpieczeństwa o kryptonimie Bravo. Oznacza to, że jest więcej kontroli i interwencji wobec nietypowo zachowujących się osób, np. nieodpowiadających na próbę wylegitymowania.
Piotr W. twierdzi, że podczas interwencji zginęło 200 zł, które miał w zapinanej kieszeni kurtki.
Areszt za wykroczenie?
Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o areszt dla Piotra W. Poinformowała o tym na X mec. Magdalena Prządka-Leszczyńska.
Po godz. 16:00 w niedzielę mężczyzna opuścił budynek Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście, gdzie rozpatrywano wniosek prokuratury o miesięczny areszt dla niego. W krótkim wystąpieniu m.in. podziękował posłom, którzy go wsparli, a także mecenasom. Przyznał, że jest zmęczony.
Mec. Prządka-Leszczyńska tłumaczyła, że „Piotr W. pracował przy zgromadzeniu”.
„Zapewniał obsługę techniczną tego zgromadzenia, przygotowywał posiłki dla uczestników, podłączał kable, montował banery, robił czynności techniczne, więc to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego miał przy sobie nóż” – powiedziała.
„Nóż został zabezpieczony po zatrzymaniu pana Piotra, na sam koniec, w wyniku jego przeszukania, już po tym, jak leżał na ziemi. Ten nóż w ogóle nie był uczestnikiem całej tej sytuacji” – dodała.
Zaznaczyła, że posiadanie niebezpiecznego narzędzia podczas udziału w zgromadzeniu jest wykroczeniem, a – jak dodała – w przypadku wykroczeń nie stosuje się środków zapobiegawczych, zwłaszcza aresztu.
„Obnażyliśmy kłamstwa”
Do decyzji sądu odniósł się na platformie X m.in. prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.
„Nie ma zgody na bezprawie! Tej władzy trzeba zawsze patrzeć na ręce! Dzięki naszym interwencjom obnażyliśmy kłamstwa, przemoc i łamanie zasad towarzyszące zatrzymaniu p. Piotra w miniony piątek” - napisał. Jak dodał, „nawet sąd nie był w stanie przychylić się do absurdalnego wniosku prokuratury Żurka o tymczasowy areszt dla człowieka potraktowanego w sposób przestępczy przez ludzi Tuska i przez to głównie poszkodowanego w tej sprawie”.
Źródło: 