7 wskazówek Fultona Sheena. Tak przeżywał Godzinę Świętą

„Godzina towarzystwa” – tak abp Fulton J. Sheen nazywał 60 minut spędzanych każdego dnia przed Najświętszym Sakramentem. Praktykę tę podjął w dniu święceń kapłańskich i pozostał jej wierny przez całe życie. W swojej autobiografii podpowiada, jak przeżywać czas modlitwy, by rzeczywiście spotkać w nim Chrystusa.

Abp Fulton J. Sheen codziennie odprawiał Godzinę Świętą. Była to obietnica, którą złożył w dniu swoich święceń kapłańskich. Nie traktował jednak tych 60 minut jako kolejnego obowiązku. Nazywał je „godziną towarzystwa” – czasem przebywania z Jezusem i coraz większego upodabniania się do Niego.

„Patrzenie przez godzinę na Pana Eucharystycznego w tajemniczy sposób przemienia serce, tak jak przemieniona została twarz Mojżesza po jego przebywaniu z Bogiem na górze” – pisze.

„Dzieje się z nami coś podobnego do tego, co wydarzyło się z uczniami w Emaus” – dodaje. „W niedzielne popołudnie Zmartwychwstania, kiedy Pan ich spotkał, zapytał, dlaczego są tak przygnębieni. Po spędzeniu pewnego czasu w Jego obecności i ponownym usłyszeniu tajemnicy życia duchowego – «Syn Człowieczy musi cierpieć, aby wejść do swojej chwały» – ich czas z Nim dobiegł końca, a ich «serca pałały»”.

Jak zatem przeżywać Godzinę Świętą? Sheen pozostawił siedem praktycznych wskazówek.

1. Nie zniechęcaj się, jeśli jest trudno

Godzina Święta nie zawsze będzie przeżyciem pełnym skupienia. Sheen sam doświadczał zmęczenia i rozproszeń. W jednej z paryskich świątyń rozpoczął modlitwę, a po chwili… zasnął.

Po godzinie obudził się i żartobliwie zastanawiał się, czy rzeczywiście można uznać to za Godzinę Świętą. Przywołał przy tym apostołów, którzy zasnęli w Ogrodzie Oliwnym.

Modlitwa nie musi być idealna, żeby była wierna. Ważne jest, by przychodzić do Jezusa także wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni i trudno nam się skupić.

2. Czasem trzeba się trochę natrudzić

Sheen wspominał także bardziej niezwykłe doświadczenia. Pewnego razu chciał odprawić Godzinę Świętą w kościele w Chicago, ale świątynia była zamknięta. Poprosił księdza o pozwolenie na wejście. Proboszcz później zapomniał, że zostawił go w środku.

Sheen przez około dwie godziny próbował znaleźć wyjście. Ostatecznie wydostał się przez niewielkie okno i wylądował w składzie węgla, czym przestraszył miejscową gospodynię.

Historia jest zabawna, ale pokazuje jego determinację: jeśli modlitwa jest dla nas ważna, warto znaleźć na nią czas i miejsce, nawet gdy nie wszystko układa się idealnie.

3. Znajdź porę, która jest możliwa

Sheen początkowo odprawiał Godzinę Świętą o różnych porach dnia. Z czasem obowiązki kapłańskie sprawiły, że zaczął modlić się przede wszystkim rano, zazwyczaj przed Mszą Świętą.

Nie chodziło więc o sztywną godzinę. Chodziło o wierność spotkaniu z Chrystusem.

4. Przyjdź, aby spotkać Chrystusa

Dla Sheena najważniejszym celem Godziny Świętej było osobiste spotkanie z Jezusem.

„Celem Godziny Świętej jest zachęta do głębokiego, osobistego spotkania z Chrystusem” – pisał.

Podkreślał, że sama wiedza teologiczna czy aktywność apostolska nie wystarczą, jeśli nie poprzedza ich osobista relacja z Jezusem.

Sheen porównywał modlitwę przed Najświętszym Sakramentem do wystawienia ciała na działanie słońca. Człowiek po prostu trwa w obecności Boga i pozwala, by Jego światło na niego działało.

„Mija trochę czasu, zanim rozpalimy się na modlitwie” – zauważał. Dlatego Godzina Święta ma być odpowiednio długa, aby dusza mogła się wyciszyć i uwolnić od codziennych rozproszeń.

Nie chodzi przy tym o nieustanne wypowiadanie słów. Sheen podkreślał znaczenie ciszy i słuchania: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”.

5. Pozwól Jezusowi się pouczyć

Godzina Święta była dla Sheena także szkołą.

Zwracał uwagę, że poznanie drugiej osoby może prowadzić do miłości, ale później to właśnie miłość pozwala poznawać ją jeszcze głębiej. Podobnie jest w relacji z Chrystusem.

Dlatego – jak pisał – teologicznego poznania nie zdobywa się wyłącznie przez lekturę książek. Można je otrzymać również „na dwóch kolanach” przed tabernakulum.

6. Zachęcaj innych do tego, czego sam doświadczasz

Sheen uważał, że Godzina Święta pomagała mu głosić nie teorię, ale doświadczenie własnego życia.

Przyznawał, że niechętnie mówił innym o praktykach, z którymi sam miał trudność. Inaczej było z Godziną Świętą. Mógł zachęcać do niej innych, ponieważ sam codziennie ją przeżywał.

To była dla niego zasada apostolstwa: najpierw praktykować, potem zachęcać innych.

7. Wytrwaj – modlitwa staje się nawykiem

Sheen podkreślał, że wierność rodzi się z małych kroków.

Jeszcze jako młody kapłan i student Katolickiego Uniwersytetu Ameryki przed każdymi zajęciami zaglądał do kaplicy, by choć na chwilę oddać cześć Jezusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie.

Podczas studiów w Belgii odwiedzał kościoły, które znajdowały się na jego drodze. Podobnie było później w Rzymie.

Z czasem pragnął, aby obecność kaplicy była częścią jego codzienności. W domu, w którym mieszkał w Waszyngtonie, urządził kaplicę przy wejściu, tak aby za każdym razem, gdy wychodził lub wracał, widzieć wieczną lampkę i choć na chwilę zatrzymać się przy Jezusie.

W późniejszych latach kaplica znajdowała się pomiędzy jego gabinetem a sypialnią. Dzięki temu niemal za każdym przejściem z jednego pomieszczenia do drugiego mógł wykonać choćby krótki gest adoracji.

Nawet gdy budził się w nocy, schodził na chwilę do kaplicy. Modlił się, wspominając mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa oraz polecając Bogu kapłanów, osoby konsekrowane i wszystkich potrzebujących duchowej pomocy.

Dla Sheena Godzina Święta nie była więc wyłącznie jedną z praktyk pobożnych. Stała się osią jego codziennego życia i sposobem trwania przy Chrystusie.

Swoją autobiografię pisał w obecności Najświętszego Sakramentu. Chciał, aby także po jego śmierci inni odkryli wartość tej modlitwy.

Nazwał ją „Godziną, która czyni życie”.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »