Para z Florydy, która zdecydowała się skorzystać z kliniki oferującej procedurę in vitro, skierowała sprawę do sądu. Okazało się, że w klinice doszło do błędu, w wyniku którego zamieniono komórki rozrodcze. To nie pierwsza i nie jedyna historia tego rodzaju.
Natalie i Joshua Strong złożyli pozew przeciw Brown Fertility Clinic w Jacksonville po tym, jak odkryli, że Joshua nie jest biologicznie spokrewniony z ich dzieckiem. Pojawia się także pytanie, co stało się z próbką nasienia Joshuy. Istnieje uzasadniona obawa, że została ona użyta do zapłodnienia i obecnie jego biologiczne dziecko wychowywane jest przez innych rodziców. Tego typu pomyłki zdarzają się raz za razem, ponieważ branża in vitro jest w dużej mierze nieregulowana.
Czyje to dziecko?
Natalie i Joshua Strong przekonani są, że Brown Fertility Clinic w Jacksonville popełniła poważny błąd, wykorzystując nasienie nieznanego mężczyzny zamiast materiału genetycznego pobranego od Joshuy. Efektem tego jest brak biologicznego pokrewieństwa z roczną córką, która urodziła się dzięki procedurze in vitro.
Strongowie zorientowali się dopiero przy badaniu krwi córki, że musiał zajść jakiś błąd, ponieważ grupa krwi ich córki (B, Rh+) nie zgadza się z ich własnymi grupami krwi (oboje mają Rh-). Ich podejrzenia potwierdził test DNA. Klinika była nieświadoma pomyłki, lub – jeśli była jej świadoma – zataiła ten fakt przed rodzicami.
„Joshua przeżywa stałe cierpienie, mając świadomość, że córka, którą wychowuje, nie ma z nim żadnego biologicznego związku. Utracił przyszłość, którą jak sądził, że buduje razem z żoną. Pozostaje także pytanie, co stało się z jego własnym nasieniem” – głosi pozew.
Pozew wskazuje na bardzo realną możliwość, że choć materiał genetyczny Joshuy nie został użyty w procedurze in vitro prowadzącej do narodzin jego córki, został jednak wykorzystany.
„Klinika Brown Fertility nie jest w stanie określić, gdzie się znajduje ta próbka, czy pozostaje w magazynie, czy została wyrzucona, czy też użyta do zapłodnienia innej pacjentki. Strongowie nie wiedzą więc, czy Joshua ma biologiczne dzieci, które zostały zrodzone bez jego wiedzy, wychowywane dziś przez innych pacjentów z Brown Fertility, którzy nie mają o tym pojęcia.”
Para domaga się 50 000 dolarów odszkodowania oraz procesu przed ławą przysięgłych w tej sprawie.
Chaos prawny, chaos moralny
W całej tej sprawie nie chodzi jednak o pieniądze i zranione uczucia ojcowskie Joshuy. Chodzi o coś znacznie więcej.
Pomyłki tego typu nie są rzadkie w klinikach in vitro. Procedura IVF oddziela fakt kreacji nowego życia od ludzkiego kontekstu małżeńskiego, przekazując sprawczość w ręce lekarzy i laborantów. Przestrzegał przed tym papież Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae:
„Techniki sztucznej reprodukcji, które wydają się służyć życiu i często są stosowane z tą intencją, w rzeczywistości stwarzają możliwość nowych zamachów na życie. Są one nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego, ponieważ oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego, a ponadto stosujący te techniki do dziś notują wysoki procent niepowodzeń: dotyczy to nie tyle samego momentu zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza się większą liczbę embrionów, niż to jest konieczne dla przeniesienia któregoś z nich do łona matki, a następnie te tak zwane «embriony nadliczbowe» są zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do roli «materiału biologicznego», którym można swobodnie dysponować.” (EV 14).
Któżby jednak słuchał nauk papieża, gdy w grę wchodzą olbrzymie pieniądze? Całkowity koszt procedury IVF w USA to około 25-30 tys. dolarów na cykl, a średnio para potrzebuje 4-5 cykli dla urodzenia jednego dziecka. Obecnie dokonywanych jest około 450 tys. procedur IVF rocznie w Stanach Zjednoczonych, czyli mowa jest o około 13 miliardów dolarów, które mogą zarobić kliniki i inne instytucje zajmujące się IVF. Skala jest naprawdę olbrzymia.
Problemy moralne, medyczne i egzystencjalne są świadomie i celowo pomijane w materiałach propagandowych przemysłu płodności. Problemy te są jednak realne, a przypadek państwa Strongów nie jest wyizolowany. Problemem jest sam fakt, że Joshua wychowuje dziecko obcego mężczyzny. Nie chodzi tu tylko o emocje taty, ale o dziecko, które nie zna i zapewne nigdy nie pozna swojego biologicznego ojca. Co będzie, gdy dziewczynka dorośnie, spotka na swojej drodze partnera, który okaże się jej biologicznym bratem? A co z ryzykiem genetycznym? Skąd będzie wiedziała, na co chorował jej biologiczny ojciec, gdy nie wiadomo, kto nim był?
Jeden z prawników Strongów, Robert Marcereau, podkreśla, że branża płodności wymaga dużo ściślejszych regulacji prawnych
„W tej branży panuje całkowity brak regulacji” – powiedział kanałowi First Coast News. „To firmy nastawione na zysk, a nie biznes stworzony, aby pomagać ludziom i opiekować się nimi. Sądzimy, że właśnie przez ten aspekt biznesowy idą na skróty, w klinikach są braki kadrowe, co doprowadziło do tej fali problemów, które widzimy raz za razem w całym kraju.”
Dziecko to nie towar
Prawdopodobnie Marcereau ma rację, ale nawet ściślejsze regulacje nie sprawią, że to, co nieetyczne stanie się etyczne. Problemem jest nie tylko brak kontroli, ale traktowanie dziecka jako do przedmiotu, który ma zaspokoić czyjeś pragnienie rodzicielstwa. IVF nie leczy niepłodności, ale proponuje drogę na skróty, która ostatecznie okazuje się drogą na manowce. Każdy człowiek i każde dziecko ma niezbywalną godność. Zarówno to, które urodziło się dzięki tej procedurze, jak i to, które zostało w niej pozbawione życia. Godności życia ludzkiego nie można stopniować, nie można więc zgodzić się, że ceną za narodziny jednego dziecka będzie śmierć jego rodzeństwa. Skoro rocznie w USA dokonywane jest 450 tys. zabiegów in vitro, a w ich wyniku narodziło się około 100 tysięcy dzieci, to jak wiele zarodków pozbawiono życia? Jak wiele pozostaje zamrożonych? Na te pytania przemysł płodności nie chce odpowiadać, bo są bardzo niewygodne. Trzeba je jednak stale zadawać, bo jedno życie ludzkie ważniejsze jest od 13 miliardów dolarów zarobku.
Źródło: Live Action
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.