Protesty odsłaniają kryzys wychowania. Włoscy duchowni: młodzi potrzebują autorytetów, nie tylko kar

Za falą protestów we Włoszech kryje się nie tylko sprzeciw wobec wysokich kosztów życia, ale także samotność młodych, brak dorosłych autorytetów i wpływ mediów społecznościowych. Ks. Claudio Burgio i abp Mario Delpini apelują o stanowczą reakcję na przemoc, ale również o edukację, formowanie sumień i odbudowę prawdziwych relacji z młodym pokoleniem.

W ponad dwudziestu włoskich miastach odbyły się w sobotę manifestacje przeciwko wysokim kosztom życia. Włoskie media wskazują, że uczestników protestów nie da się sprowadzić do terminu „maranza”. Tym słowem określa się dzieci z drugiego pokolenia migrantów, którzy nie zintegrowali się w społeczeństwie i często nie znają nawet włoskiego. „W gronie protestujących byli też włoscy nastolatkowie, chodzący do prestiżowych szkół i pochodzący z dobrych rodzin” – powiedział ks. Claudio Burgio. Od ponad dwudziestu lat jest on kapelanem więzienia dla nieletnich Beccaria w Mediolanie i rozmawiał z wieloma z zatrzymanych.

Pozbawieni dorosłych autorytetów

Zdaniem włoskiego kapłana, młodzi, którzy wyszli manifestować przeciwko działaniom rządu, są w rzeczywistości całkowicie pozbawieni jakichkolwiek poglądów politycznych. „Są samotni, rozgniewani, pchani kompulsywną potrzebą zaistnienia wśród rówieśników czy posiadania markowej odzieży” – powiedział ks. Burgio. Zauważył, że ta młodzież jest całkowicie pozbawiona dorosłych autorytetów, dlatego ich rolę regularnie i masowo przejmują media społecznościowe.

Kapelan w więzieniu dla nieletnich wskazał, że protestujący byli ewidentnie zwoływani przez internet, by uczestniczyć w masowych wydarzeniach.

„Mają poczucie bezkarności i wyraźną skłonność do agresji: wykazują ogromną ignorancję zarówno w zakresie praw państwowych, jak i zasad cywilizowanego współżycia społecznego” – podkreślił ks. Burgio.

Zauważył jednocześnie, że większość z zatrzymanych, z którymi rozmawiał po ubiegłotygodniowych protestach, nie myślała w ogóle o konsekwencjach swoich czynów: „Byli oszołomieni tym, że zatrzymała ich policja, płakali, ponieważ znaleźli się w nieprzewidzianej przez sytuacji. Stanowczość w walce z przemocą jest potrzebna, ale ci młodzi ludzie nawet nie znają wprowadzonych przez rząd dekretów. Oni potrzebują dojrzałych dorosłych i pracy od podstaw, gdy chodzi o wychowanie do wartości”. 

Wsłuchać się w ten gniew

Arcybiskup Mediolanu, miasta, które najbardziej ucierpiało w czasie ubiegłotygodniowych protestów, wskazał, że „represje nie wystarczą, by wyleczyć bezmyślną agresję. Potrzebna jest edukacja, kultura i otwartość na młodego człowieka”. Dodał zarazem, że rodziny, państwo i Kościół muszą „wsłuchać się w głos młodzieży, gdyż obojętność rodzi gniew”. Przestrzegł zarazem przed wyrzucaniem wszystkich manifestujących nastolatków do jednego worka. „Istnieją oni pojedynczo i chciałbym spotkać się z każdym z nich z osobna, aby zapytać: co przeżywasz?” – powiedział abp Mario Delpini.

Metropolitę Mediolanu pytano, czy to miasto, będące symbolem włoskiego luksusu, a zarazem miastem nierówności, płaci cenę za to, że zbyt wielu ludzi jest wykluczonych z dobrobytu. „Okradanie bogatych i wybicie luksusowych witryn – powiedział włoski hierarcha – trafia na czołówki serwisów informacyjnych, natomiast okradanie biednych z godnej pensji, zajmowanie domów, doprowadzanie do nędzy poprzez lichwę, rujnowanie rodzin poprzez promowanie hazardu, nie trafiają do wiadomości, ale to wciąż jest kradzież”.

Według abp. Delpiniego fala manifestacji przetaczających się przez Włochy, jest wołaniem o wyjście z jałowości wirtualnego świata, formowanie sumień i powrót do prawdziwych relacji międzyludzkich.

„Potrzebna jest – wskazał arcybiskup stolicy Lombardii – cierpliwość, by leczyć rany, by uwolnić młodych z pancerza obojętności, gniewu, niezdolności do odróżnienia dobra od zła. Kto podejmie się tego zadania? Wezwani są do tego dojrzali rodzice, Kościół, szkoła, mądre sąsiedztwo, prorocy naszych czasów”.

„Ruch 17 października”

Sobotnie manifestacje m.in. w Mediolanie, Rzymie, Turynie, Florencji, Padwie, Bolonii i Bari, zorganizował tzw. „Ruch 17 października”. Wiadomo o nim jedynie, że zawiązał się w internecie po gwałtownych starciach, jakie miały miejsce tego dnia w Mediolanie. Nie wysunął żadnych postulatów politycznych, poza nawoływaniem do wyjścia na ulice w protestach przeciwko działaniom rządu, m.in. stale rosnącym kosztom życia.

Włoskie media piszą, że z Ruchem związali się anarchiści, środowiska lewicowe i zwykli zadymiarze. Policja od kilku dni monitorowała kanały różnych komunikatorów i portale społecznościowe, by rozpoznać ewentualne zagrożenia i im zapobiec. Na ulice miast, w których odbyły się protesty, wysłano dodatkowe oddziały policji i karabinierów, a manifestacje były monitorowane przez drony oraz z pokładu śmigłowców.

Źródło: KAI, PAP

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »