Dzięki sztucznej inteligencji udało się uratować dziecko przed aborcją, którą zalecał lekarz. To, co zdarzyło się Polinie Pompliano, jest jednak nie tyle apologią AI, co raczej przestrogą przed odczłowieczeniem, które coraz częściej dotyka przedstawicieli służby zdrowia.
Polina Pompliano wraz z mężem spodziewali się trzeciego dziecka. W 2025 r. podczas wizyty kontrolnej u ginekologa kobieta usłyszała słowa, które zabrzmiały jak wyrok, nie pozostawiając żadnej nadziei: jest w ciąży bliźniaczej, która nie rokuje pomyślnym rozwiązaniem. Dzieci miały się urodzić z poważnymi wadami, zagrażającymi ich życiu. Dla lekarza sytuacja była oczywista: „zalecam aborcję”.
Od eksplozji radości do wyroku śmierci
Pierwszą informacją, którą Pompliano usłyszała podczas badania USG, była: „ciąża bliźniacza”. Zaskoczenie… niedowierzanie… radość… To trwało niecałą minutę.
Lekarka kontynuowała badanie. Szukała czegoś przez niemal kwadrans. W końcu oznajmiła: brak membrany, ciąża jednokosmówkowa, jednoowodniowa. Według lekarki oznaczało to ciążę bardzo wysokiego ryzyka.
Badana kobieta pod wpływem gwałtownych emocji zaczęła odczuwać drżenie na całym ciele. Lekarka ciągnęła dalej: „dzieci urodzą się przedwcześnie i będą miały poważne komplikacje neurologiczne”. Następnie wypowiedziała zdanie, które brzmiało jak wyrok:
„To jest ten moment, w którym większość osób decyduje się zakończyć ciążę”.
Jak wspomina Pompliano, w tym momencie doznała „dziwnej mieszanki lęku, żalu, złości, niedowierzania i fizycznych mdłości, które sprawiały, że miałam poczucie, jakbym za chwilę miała zemdleć”. W wywiadzie kilka miesięcy później powiedziała, że te słowa lekarki wciąż ją „prześladują”.
Nie poddawać się mimo wyroku
Pompliano i jej mąż wydrukowali zdjęcia USG i wrócili do domu. Tam schowała zdjęcia do szuflady i usiadła na kanapie.
„Po kilku minutach poczułam ogromną potrzebę, by spojrzeć na nie ponownie. Wciąż nie potrafię wyjaśnić, skąd wziął się ten impuls. Mogę tylko powiedzieć, że wierzę w Boga i wierzę, że jakaś siła wyższa ściągnęła mnie z tej kanapy,” napisała na prowadzonym przez siebie portalu The Profile”.
Gdy ponownie spojrzała na zdjęcia USG, niewprawnym okiem dostrzegła delikatną zakrzywioną linię. Widziała ją także na kolejnych obrazach, zaczęła więc googlować zdjęcia USG bliźniąt z workiem owodniowym podobnym do jej własnego. Obrazy wyglądały dokładnie jak te, które trzymała w rękach.
Nie wiedząc, co o tym myśleć, postanowiła przesłać obrazy na ChatGPT, a sztuczna inteligencja uznała, że ta delikatna zakrzywiona linia to rzeczywiście błona, której nie umiał znaleźć ginekolog.
„Moja pierwsza reakcja była taka, że to musi być błąd,” relacjonowała kobieta. „Czy to było możliwe, by urządzenie wykryło coś, czego doświadczony lekarz szukał dziesięć minut? Ale nie mogłam przestać o tym myśleć. Prawie nie spałam tej nocy. Następnego ranka przesłałam USG na portal pacjenta i zapytałam lekarza, co oznacza ta linia.”
Nieco później w jej umyśle pojawiło się nagłe natchnienie: „jest dobrze, wszystko będzie dobrze”. Za tym natchnieniem przyszło uczucie wewnętrznego pokoju.
Lekarka oddzwoniła do niej później tego samego dnia, przyznając, że popełniła błąd.
„Zazwyczaj szybko wybaczam ludziom,” napisała Pompliano. „Tym razem było ciężko. Nie chodzi o to, że coś przeoczyła – oczywiście lekarze są ludźmi. Chodziło o to, jak bez skrępowania przekazała mi tę informację, chodzi o całkowity brak przeprosin z jej strony”
Ostatecznie Polina zdecydowała się zmienić lekarza, i znalazła właściwą opiekę w innej przychodni. Ciąża przebiegła bez komplikacji. Matka i jej dzieci były cały czas monitorowane. Dwójka zdrowych chłopców urodziła się w 36. tygodniu i 4 dniu.
Przez całą ciążę zmagała się jednak z myślami „a co, jeśli…?” Postawa pierwszej lekarki wywołała u niej tak głęboką traumę, że nie umiała sobie z nią poradzić przez długie miesiące. W jej głowie pojawiały się kolejne katastroficzne scenariusze. Nadal ciągle obawia się o przyszłość.
„Takie są procedury” czyli odczłowieczenie służby zdrowia
Taka skłonność do myślenia w kategoriach katastroficznych może być skutkiem PTSD, stresu pourazowego. Co może mieć w głowie lekarka, która matce spodziewającej się dziecka oznajmia zimnym głosem: „to jest moment, w którym większość osób decyduje się zakończyć ciążę”? Gdzie jest jej człowieczeństwo? Gdzie empatia? Czy profesjonalizm służby zdrowia ma polegać na straszeniu matki rzekomą nieuchronnością ciężkich powikłań i sugerowaniu pozbycia się choroby wraz z chorym?
To nie jest problem wyłącznie jednej amerykańskiej lekarki. Z taką postawą styka się coraz więcej pacjentów w krajach, w których zamiast opieki medycznej nad chorym dzieckiem w łonie matki oferuje się aborcję, a zamiast opieki paliatywnej – wspomagane samobójstwo.
Przed kilku laty jeden z moich przyjaciół doznał poważnego urazu mózgu. Na szpitalnym korytarzu jego żona usłyszała od lekarza: „po co pani taki mąż? Chce się pani nim opiekować do końca życia? Proszę pozwolić mu umrzeć”. Jej mąż żyje do dziś, choć znajduje się w stanie śpiączki. Dla żony oczywiste było, że chce trwać przy swoim mężu. Dla lekarzy – że nie ma po co.
Sam jako pacjent wielokrotnie spotykałem się z odpowiedzią „takie są procedury”, która miała zasłonić niechęć lekarza do wysłuchania pacjenta, poświęcenia mu czasu i uważnej analizy klinicznej jego stanu. Na szczęście znalazłem też lekarzy, którzy mieli zupełnie inne podejście i dzięki temu mogę pisać te słowa.
Odzyskać człowieczeństwo
Traumatyczne doświadczenie Poliny Pompliano nie musiało mieć miejsca. Chodzi tu nie tylko o błąd lekarski, ale przede wszystkim o postawę jej lekarki. Jej podejście było po prostu nieludzkie.
„Włączyła jasne światło na suficie, spojrzała prosto na nas i powiedziała: «Porozmawiajmy», po czym oznajmiła, że sytuacja jest tak zła, że «większość ludzi» na naszym miejscu decyduje się na «zakończenie ciąży», jakby to było zupełnie normalne i żadnym problemem nie było pozbawienie życia dzieci, na które tak się cieszyliście zaledwie kilka minut wcześniej.”
Podobne doświadczenia mają rodzice, których lekarze informowali o wadach genetycznych czy innych chorobach ich dzieci. Lekarze malują ponury obraz lub skupiają się na najgorszym scenariuszu i natychmiast doradzają, a nawet oczekują aborcji. Jedna z kobiet relacjonuje, że jej lekarz zaplanował aborcję bez zapytania jej o zgodę, gdy u córki zdiagnozowano trisomię 18.
Aborcja staje się tak znormalizowana w kolejnych krajach na świecie, że nawet kobiety, które jej nie chcą aborcji, czują na sobie aborcyjną presję. Badania prenatalne, a nawet obecnie standardowe USG, są wykorzystywane do wykrywania potencjalnych problemów i wydawania wyroku na dziecko.
„Wysokie ryzyko” nie oznacza, że stanie się najgorsze. A „najgorsze” to nie jest niepełnosprawność ani stan zdrowia; najgorsze, co może się zdarzyć, to śmierć dziecka, do której prowadzi aborcja.
Przesłanie, które usłyszała w głębi serca Pompliano „teraz wszystko jest w porządku” przypomina objawienie, które przed wiekami otrzymała Juliana z Norwich: „wszystko będzie dobrze”, zapewniające ją o tym, że Boża Opatrzność czuwa nad nami zawsze i w każdych okolicznościach.
Warto zastanowić się, czy postępujące odczłowieczenie służby zdrowia, sprowadzenie wszystkiego do „procedur medycznych” nie jest pochodną szerszego problemu. Gdy nasze człowieczeństwo przestajemy odnosić do godności, którą nadał nam sam Stwórca, gdy przestajemy wierzyć w Jego opatrzność, czuwającą nad nami, nasza wizja samych siebie staje się przerażająco mała, a potencjalne problemy – przerażająco wielkie.
Choć w przypadku Poliny Pompliano sztuczna inteligencja pomogła naprawić błąd lekarski, w innych sytuacjach nie tylko nie pomoże uczłowieczyć służby zdrowia, ale może wręcz pogorszyć sytuację, jeśli lekarze zapatrzą się w algorytmy, tracąc kompletnie z oczu człowieka. Pora odzyskać człowieczeństwo, które gdzieś się zagubiło w erze zimnej, nieludzkiej technologii. Zasługujemy na lekarzy, którzy będą się troszczyć o chorych, a nie wyłącznie realizować procedury medyczne.
Źródło: Live Action, The Profile
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.