Pozew złożony do Sądu Najwyższego USA przez stany Alabama, Arkansas i Luizjana kwestionuje prawo tych stanów, które zezwalają na sprzedaż wysyłkową tabletek aborcyjnych, przez co ochrona życia w całych Stanach Zjednoczonych staje się niemożliwa. Ustawy określane mianem „tarczy” aborcyjnej są w rzeczywistości śmiercionośnym mieczem skierowanym przeciw kobietom i dzieciom.
Pozew złożony przeciw trzem stanom: Nowy Jork, Kalifornia i Massachusetts, określa ich działania „mieczami przebranymi za tarcze”. Prawo, które rzekomo ma być tarczą chroniącą kobiety, w rzeczywistości jest zdradliwym, śmiercionośnym mieczem skierowanym zarówno przeciw kobietom, jak i ich niewinnym dzieciom.
Ustawy uchwalone w stanach kontrolowanych przez proaborcyjnych ustawodawców, zostały wprowadzone w życie wkrótce po decyzji Sądu Najwyższego z 2022 r., która obaliła wyrok Roe przeciwko Wade (1973), uznając, że Konstytucja USA nie zawiera w sobie prawa do aborcji obowiązującego w całym kraju, pozostawiając decyzję co do praw dotyczących aborcji w kompetencji poszczególnych stanów.
Niemal natychmiast stany proaborcyjne zaczęły wprowadzać tzw. „ustawy-tarcze”, pozwalające na konsultacje zdalne i sprzedaż wysyłkową tabletek aborcyjnych do stanów, które chronią życie nienarodzonych. W ten sposób ochrona życia stała się praktycznie niemożliwa w stanach pro-life, a liczba aborcji w USA zamiast spaść, jeszcze bardziej wzrosła. Obecnie w USA dokonuje się około 1,1 mln aborcji rocznie. Stanowi to wzrost o 5 proc. w stosunku do roku 2024 i aż o 16 proc. do roku 2020. Dane te pochodzą od Instytutu Guttmachera (organizacja proaborcyjna), który nie ma interesu w zawyżaniu liczby aborcji. Zwycięstwo obrońców życia związane z wyrokiem Sądu Najwyższego Dobbs przeciwko Jackson z 2022 r. okazało się więc pyrrusowe. Dowolna interpretacja tego wyroku przez liberalne proaborcyjne stany z północy i zachodu USA doczekała się w końcu reakcji stanów z południa.
Oficjalne pieczęcie stanów kierujących pozew do Sądu NajwyższegoPrawo „tarczy” zabija
Siła prawa o ochronie życia w danym stanie zależna jest nie od pojedynczego przepisu, ale od łącznego efektu wielu przepisów. Stany, które wprowadziły do swojego prawodawstwa ustawy o „tarczy”, oddziałują na cały kraj, niejako ubezwłasnowolniając te, które pragną chronić życie.
Dlatego też pozywające stany wskazują, że ustawy takie w istocie naruszają Konstytucję i prawo federalne, ponieważ „promują i ułatwiają dystrybucję tysięcy nielegalnych leków aborcyjnych pocztą oraz uniemożliwiają stanom pro-life egzekwowanie ich własnych praw”.
W skardze skierowanej do Sądu Najwyższego USA czytamy:
„Sprawa wynika z jednej z najpoważniejszych agresji międzystanowych w historii naszego kraju, naruszającej między innymi «fundamentalną zasadę równej suwerenności» między stanami.
Ustawy o «tarczy telemedycznej» mają na celu chronienie pracowników służby zdrowia, aptek i innych podmiotów, które nielegalnie wysyłają leki aborcyjne do stanów pro-life, przed odpowiedzialnością w tych stanach, jak i przed konsekwencjami zawodowymi w stanach objętych ustawą. Jest to jawny cel ustaw «tarczowych»: ułatwianie aborcji nie w stanach które zapewniają taką ochronę, lecz w stanach pro-life. Z tego powodu «prawa tarczowe» wcale nie są tarczami – to miecze udające tarcze, skierowane przeciw stanom pro-life”.
Pokłosie działań rządu Bidena
To działania administracji Bidena otworzyły drzwi do szeroko zakrojonego, wysyłkowego programu aborcji, który pozwala instytucjom, lekarzom i aptekom w stanach proaborcyjnych przepisywać i wysyłać leki do stanów pro-life.
Dopełnieniem liberalnej polityki na poziomie federalnym były ustawy wprowadzone przez stany, które stały się obecnie przedmiotem pozwu.
„Chociaż przepisy dotyczące «tarcz» przybierają różne formy w różnych stanach proaborcyjnych, przepisy przyjęte przez Nowy Jork, Massachusetts i Kalifornię i kwestionowane w tej sprawie są reprezentatywne dla całości” – stwierdza pozew, wyjaśniając, że działalność ta „prowadzona jest otwarcie za pośrednictwem stron internetowych reklamujących sprzedaż i wysyłkę leków aborcyjnych do stanów pro-life. Równie otwarcie mówią o swoim «planie podważania decyzji [Sądu Najwyższego] w sprawie Dobbs».”
Fakty mówią same za siebie. Mimo zakazu, w Luizjanie dokonywane jest co najmniej tysiąc aborcji miesięcznie, w Arkansas – 300, w Alabamie – 700. Jak wskazuje raport sporządzony przez te stany, wszystkie są wynikiem sprzedaży wysyłkowej tabletek aborcyjnych.
Z tego względu pozywające stany wnioskują do Sądu Najwyższego o orzeczenie o niezgodności z prawem przepisów uchwalonych w Nowym Jorku, Massachusetts i Kalifornii.
Odrębny pozew cywilny wniesiony został w Zachodnim Dystrykcie Luizjany przeciwko 30 pozwanym instytucjom za naruszenie federalnego prawa zwyczajowego dotyczącego zakłócenia porządku publicznego oraz stanowych przepisów ochrony konsumentów.
Zarzuca on, że oskarżeni „celowo pomijali zabezpieczenia”, „błędnie przedstawiali kwestie związane z bezpieczeństwem, skutecznością, legalnością i statusem środków medycznych, które sprzedają”, pomijali „istotne informacje o poważnych komplikacjach, ograniczeniach zdalnego badania przesiewowego oraz o tym, co może się stać, gdy kobieta potrzebuje pilnej pomocy.”
„Rurociąg pigułek aborcyjnych”
Działania proaborcyjnych stanów, a także poszczególnych instytucji są celowe i dokonywane z pełną świadomością nadużywania prawa. Usługi aborcyjne reklamowane są w stanach pro-life, a część placówek aborcyjnych wyspecjalizowała się w sprzedaży wysyłkowej do tych stanów, w których ich działania są nielegalne. W niektórych przypadkach nawet 95% wolumenu sprzedaży danej placówki kierowane jest do tych właśnie stanów.
Prokurator generalna Luizjany Liz Murrill proceder ten określa mianem „rurociągu pigułek”. Śledczy z jej stanu dokonywali kontrolowanych zakupów i otrzymywali tabletki pakowane w małe woreczki, nieraz w ilościach, które nie mogły służyć wyłącznie jednej osobie.
„Widzieliśmy to na własne oczy. Nie ma nadzoru, nie ma opieki zdrowotnej, nie ma żadnej komunikacji. Wszystko odbywa się online” – podkreśla prokurator, dodając: „To nie są pracownicy służby zdrowia, to nielegalni handlarze groźnych leków”.
W samej tylko w Luizjanie ich działania doprowadziły do hospitalizacji setek kobiet i śmierci tysięcy nienarodzonych dzieci. To dobrze zorganizowana przestępcza siatka, która za nic ma zdrowie i życie ludzkie, czerpiąc zysk z cudzej krzywdy. W przypadku powikłań instruują kobiety, że mają szukać pomocy w lokalnych placówkach służby zdrowia, zatajając informację o przyjęciu pigułki poronnej, podając nieprawdziwą informację, że poronienie dokonało się samoistnie.
Zysk aborcjonistów kosztem dzieci i kobiet
Pozew zwraca uwagę, że zysk, który czerpią instytucje aborcyjne ze zdalnej sprzedaży pigułek aborcyjnych dokonuje się kosztem dzieci i kobiet, a także instytucji medycznych w stanach pro-life, które starają się udzielać pomocy ofiarom tego procederu.
Taka konieczność pojawia się praktycznie każdego dnia. Do raportu dołączono oświadczenia i zdjęcia placówek medycznych, które ratują kobiety doznające poważnych skutków ubocznych przyjętych środków poronnych, często zagrażających ich życiu.
„Oskarżeni doskonale znają poważne konsekwencje swojego działania, ponieważ rutynowo otrzymują komunikaty za pośrednictwem swoich platform internetowych potwierdzające objawy, których doświadczają kobiety” – wskazuje pozew.
Prokurator generalny Alabamy Steve Marshall dodał na Portalu X, że działalność ta
„…to skoordynowany plan złoczyńców spoza stanu, by łamać prawo Alabamy i szkodzić mieszkańcom naszego stanu... Jeśli suwerenność stanu coś znaczy, to Alabama nie może być zmuszona do zaakceptowania śmierci nienarodzonych dzieci i szkody, jaką wyrządza się matkom, ponieważ ktoś spoza naszych granic nie zgadza się z naszym wyborem ochrony życia.”
Republikańska prokurator generalna Luizjany, Liz Murrill, podsumowuje:
„Jest to handel narkotykami i jest to handel nielegalny. I będziemy nadal robić wszystko, co w naszej mocy, aby egzekwować prawo w naszych stanach.”
Źródło: Live Action
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.