Czytając "Mitologię" Zygmunta Kubiaka

Refleksje wokół "Mitologii" Kubiaka i mitologii greckiej w ogóle.

Mitologia Zygmunta Kubiaka przywodzi na myśl atlas.

Atlas przedstawia naszą planetę z jej oceanami, łańcuchami górskimi, rzekami, warstwami geologicznymi, znaczącymi jej przemianę z ognistej masy w Ziemię - Matkę ludzi. Procesy trwające miliony, setki tysięcy lat zostały skondensowane i pokazane w jej obecnym ukształtowaniu. Podobnie Mitologia roztacza wizję dziejów myśli ludzkiej, formującej się setki, może tysiące lat, stanowiących substrat naszej cywilizacji.

Idąc tropem Zygmunta Kubiaka, snuję dokoła niej własne refleksje.

Jako dziewczynka dwunastoletnia przeczytałam w jakimś tygodniku Uśmiech Egei, esej Jana Parandowskiego. Otworzył się przede mną świat nie znany, prowadzący w głąb czasu, z którego wyłoniła się Grecja. Była to inicjacja w świat antyku, z biegiem lat nabierającego coraz większego znaczenia.

Zafascynowana Kretą, odbyłam po latach wycieczkę po Morzu Śródziemnym, gdyż jeden z jej etapów stanowiło Knossos. Stąpając po ruinach odkopanych przez Evansa, miałam uczucie, że już kiedyś tu byłam, że chodzę po znajomym mi gruncie, a kiedy usiadłam na stopniu tronu strzeżonego przez gryfy, ogarnęła mnie inna rzeczywistość, istniejąca na dnie odziedziczonych wspomnień.

Zarówno mitografowie, jak historycy religii stwierdzają, że pierwotnie czczonym bóstwem była bogini utożsamiana z Matką-Ziemią.

Robert Graves mieni ją Leukoteą, "White Goddes". Pod jakimkolwiek imieniem ją czczono, była to zawsze Ona - Grecja.

Zanim jednak wyłoniła się Ziemia, panował we wszechświecie Chaos.

W Przemianach Owidiusza czytamy:

Gdy jeszcze morza nie było, ni ziemi,
Ni wzniesionego nad tym wszystkim nieba,
Natura taka sama jawiła się
Wszędzie. I właśnie to nazwano Chaos.
Był to skłębiony ogrom i nic więcej.

A Hezjod w Teogonii dodaje:

Zaiste najpierw Chaos powstał, potem Gaja (...)
I Eros, najpiękniejszy z nieśmiertelnych bogów.

Z Chaosu wyłoniła się Gaja. I wydała z siebie moce rządzące światem, a potem wydała Uranosa czyli Niebo.

Z nasienia Uranosa, z którym Ziemia się złączyła, urodziła Tytanów, Sturękich i Cyklopów. Kronos, najmłodszy z Tytanów, obalił Uranosa, odciął jego części rodne i wrzucił do morza.

Na początku Teogonii był więc bunt przeciw ojcu. Podobnie w Księdze Rodzaju Aniołowie zbuntowali się przeciw swemu Stwórcy. Być może bunt jest wpisany w naturę każdego bytu stworzonego.

Ludzi jeszcze nie było. Pierwsze powstały potwory - Tytani, co zamiast nóg mieli sploty wężowe, i Sturęcy. Walkę Gigantów z Tytanami uwiecznił grecki rzeźbiarz Heraklion na fryzie w Pergamonie. Fryz ten i jego twórca zainspirowali Teodora Parnickiego do napisania powieści Koła na piasku.

Postacie potworów na początku dziejów znajdujemy nie tylko w mitologii greckiej. W hinduizmie piękny bóg Sziwa posiada cztery ręce, straszliwa Durga, córka Himalajów, ma oblicze czarne, na czole trzecie oko, wystające zęby i wywalony jęzor. Dokoła szyi ma zawieszony wieniec z ludzkich czaszek. Składano jej krwawe ofiary i oddawano cześć boską.

W tantryzmie (późniejsza forma braminizmu) bogowie mają zdeformowane oblicza i wiele rąk. W panteonie hinduskim nie ma wprawdzie Sturękich, ale Sanivanga miał siedemdziesiąt cztery ramiona i dwunastoma obejmował swoją śakti.

Analogię do Gigantów stanowią duchy wężowe "naga", mające postać półludzką, ale ogon węża. W najodleglejszej przeszłości były otoczone kultem, a starożytne dynastie szczyciły się, że wywodzą się od ludzkiego herosa i "nagini".

Zastanawiałam się nieraz, dlaczego w mitach pojawiają się najsampierw potwory. Być może ludzie pierwotni odczuwali przerażenie wobec żywiołów natury, erupcji wulkanów, burzy, nastania nocy i - ciemności, w której czaiło się nieznane... Z lęku przed nieznanym wyłoniły się potwory.

"Nocy więc boskiej boi się nawet Zeus" - powiada Homer. "O tym, jak i o niejednym innym elemencie pierwotnych wyobrażeń, również tych, które w tradycji kosmogonicznej należą do wersji centralnej, tylko napomyka. Jakby je taił albo przygłuszał" (Mitologia).

Zwycięski w walce z Uranosem Kronos poślubił tytankę Reę. Rea urodziła pięcioro dzieci, przyszłych bogów olimpijskich. Kronos, w obawie przed nimi, kolejno je połykał. Gdy Rea spodziewała się szóstego dziecka, podała Kronosowi kamień owinięty w pieluchę, który Kronos połknął w przekonaniu, że to jego potomek.

Rea urodziła Zeusa w głębokiej nocy i oddała go Matce Ziemi. Gdy dorósł, dokonał zemsty na Kronosie: podał mu środek, po którym Kronos zwymiotował najpierw kamień, a potem kolejno swoje dzieci.

Zeus wraz z braćmi i siostrami podjął walkę przeciw Kronosowi i Tytanom.

Według Hezjoda:

Sto rąk się jeżyło z ich barków i każdy
Pięćdziesiąt głów na karku miał, na wielkim ciele
Potężnym. Oto mocni naprzeciw Tytanów.
W gorzkiej bitwie stanęli, w nieznużonych rękach
Podnosząc skał kawały... (Mitologia)

Walka z Tytanami, tak zwana gigantomachia (Tytanów zwano również Gigantami), trwała długo. Lata? Setki lat? I kiedy się toczyła? W mitach, jak w baśni, nie ma określonego czasu. "Zdarzyło się", "Es war einmal"...

Zygmunt Kubiak cytuje Salustiosa, żyjącego w IV wieku po Chrystusie: "Te rzeczy nie zdarzyły się w jakimkolwiek momencie, lecz są zawsze. Bo i umysł widzi wszystko razem, słowo zaś wypowiada jedne rzeczy najpierw, inne później."

Zmagania z Gigantami nie mogły jednak rozgrywać się przed pojawieniem się człowieka - bierze w nich bowiem udział Herakles. Dochodzimy do kolejnej kwestii: kiedy pojawił się na ziemi człowiek? Mówi o tym mit Prometeusza, o którym później.

Zygmunt Kubiak w swojej Mitologii konsekwentnie poszukuje jakichś ogólnych prawd czy prawdy, która się z mitów wyłania, a w każdym razie ku niej zmierza. Zmierza - waham się, czy użyć tego terminu, ale zaryzykuję - do idei monoteizmu.

(Zeus przecie, jak wiemy z innych starych świadectw, obawia się tajemniczych przepowiedni, że kiedyś może go zastąpić bóg potężniejszy.) Nie podważa to przekonania Homera, iż Zeus, ojciec ludzi i bogów ojciec, jest jednym, tym samym patronem dla wszystkich ludzi.

Czytając poematy Hezjoda, a także inne znane nam najstarsze teksty literatury greckiej, zarówno w poezji, jak w prozie, odnosimy wrażenie, że ich autorzy tak samo mniemają o Zeusie. Jest to na tle wyobrażeń wielu innych ludów starożytnych olbrzymie odkrycie duchowe. A może raczej odzyskanie wizji najdawniejszej? Odkrycie to będzie przez wieki rozwijać się i wzbogacać w naukach kolejnych poetów i mędrców. Nic nas nie może racjonalnie powstrzymać od snucia domysłu, iż rozwój ten był nie tyle rośnięciem, ile raczej stopniowym odsłanianiem się przed oczami uczestników kultury greckiej wielkiej rzeczywistości (Mitologia).

To, że religia grecka zmierzała do monoteizmu, nie wyklucza wiary w wielość bóstw: od olimpijczyków po małe bóstewka natury, nimfy, driady, fauny, opiekunki miast i siół. Wszystkie te postacie były - w moim rozumieniu - manifestacjami jednej najwyższej siły, jakkolwiek ją nazywać. Sokrates przed śmiercią złożył w ofierze Asklepiosowi - koguta.

Wierzenia w formie mitów przenikają całą kulturę grecką. Nie rozdziela ona sacrum od profanum. Mity są wszechobecne w filozofii i poezji, są opowiadane i są malowane na wazach. Przebijają w odach ku czci zwycięzców Olimpiad, w epigramatach. Żadna inna kultura nie jest tak przesiąknięta wierzeniami jak grecka. Grecy byli świadomi sakralności świata, a właściwie całego Kosmosu, głosili harmonię między bytem człowieka a przyrodą i wszystkim, co go otacza.

Zygmunt Kubiak przedstawia w swojej Mitologii wszystkie wersje mitów, które dotrwały do naszych czasów, zapisane przez mitografów, poetów, filozofów - na przestrzeni ponad tysiąca lat: od Hezjoda, Homera po Salustiosa.

W tej rozpiętości czasowej mieszczą się Apollodoros, Diodor z Sycylii, Hyginus, Ajschylos, Kallimach, Tukidydes, Eurypides, Arystoteles, Tzetzes, Owidiusz, Pauzaniasz i wielu innych autorów.

Zauroczenie mitami greckimi trwające po dzień dzisiejszy stanowi fenomen w dziejach myśli ludzkiej: odkryte i ujawnione w mitach relacje między człowiekiem i Absolutem, dojrzewanie człowieka w czasie do prawd wyrażających pewne idee, obowiązujące zawsze, zadecydowały o ich walorze.

W skład mitów greckich wchodzą elementy zawierające całość bytowania człowieka na ziemi, więc także okrucieństwo. Niektóre ociekają krwią. Ale na okrucieństwie i zbrodni się nie kończą. Prześwituje przez nie nadzieja innego bytu, innej racji. Mam na myśli przemiany, jakim ulegają ofiary: Prokne została zamieniona w słowika, Filomela w jaskółkę. Przedtem jeszcze (choć w stosunku do mitów słowo "przedtem" nie ma sensu) Arachne została zamieniona (w tym wypadku za karę) w pająka. Narcyz zamienił się w kwiat szafranowy, Adonis zakwitł anemonem, Hiacynt, zabity przez Wiatr Zachodni, przeobraził się w kwiat nazwany jego imieniem. A Eos zamieniła swego kochanka, gdy się zestarzał (był śmiertelnikiem), w świerszcza.

Te przemiany w inne, pozaludzkie stworzenia świadczą, że pierwotna ludzkość nie wyodrębniała człowieka ze świata przyrody, że istniało między obiema strefami przenikanie, przechodzenie jednego bytu w inny, co głosił Pitagoras. Celtowie także - choć wątpliwe, czy zetknęli się z nauką Pitagorasa, wierzyli, że człowiek przechodził różne fazy, był falą, łzą zawieszoną w powietrzu, klingą miecza, łososiem, zanim stał się człowiekiem.

Jest w Mitologii Zygmunta Kubiaka szczególny rozdział o pięknie absolutnym, stanowiącym wartość samą w sobie. Pojęcie piękna, które poraża i wobec którego człowiek staje się bezsilny. Powiada Homer w Iliadzie:

Nie ma się co oburzać, że Trojanie i zbrojni Achaje
Przez tyle czasu cierpią mozoły dla takiej niewiasty.
Strasznie do nieśmiertelnych bogiń jest podobna.

Lecz absolutne piękno przysługuje jedynie bogom, toteż:

Ale chociaż jest taka, niech wraca w nawie do swoich,
Niech nie zostaje na naszą i naszych dzieci niedolę.

W żadnej innej Cywilizacji poza grecką piękno nie było traktowane jako wartość sama w sobie. Dopiero w dwa i pół tysiąca lat po Grekach powie poeta: "A thing of beauty to a joy for ever" (co próbuję przetłumaczyć: "Piękno daje radość wiekuistą"). A piękno łączy się w świadomości Greków z prawdą. Wartości, których Zygmunt Kubiak poszukuje i na które wskazuje w różnych swoich utworach od Brewiarza Europejczyka po przekłady poezji Kawafisa.

Albowiem: "Sztuka poetycka jest bardziej filozoficzna niż historia", mówi Arystoteles, co współbrzmi z mitami greckimi.

Nieokiełznane namiętności kierujące ludzkim działaniem zostają przez Siedmiu Mędrców poddane prawom i normom postępowania.

Najczęściej wymieniani są:

Tales, Pittakos, Bias, Solon,
Periandes, Kleobulos, Chilon.

Zygmunt Kubiak cytuje maksymy Siedmiu Mędrców z Antologii Palatyńskiej:

"Najlepsza jest miara" - rzekł Kleobulos z Lindos.
Chilon z Lacedemonu: "Poznaj samego siebie."
Periander, co żył w Koryncie: "Trzeba powściągać gniew."
Pittakos z Mytileny powiadał: "Niczego zanadto."
Solon w świętych Atenach: "Patrzeć na koniec życia."
Bias z Prieny: "Ludzie w większości są źli."
Mąż z Miletu przestrzegał: "Za nikogo nie dawaj poręki."

Hanna Malewska w swojej Opowieści o Siedmiu Mędrcach im przypisuje ustanowienie norm postępowania, a także przekonanie, że reguły gry służą człowiekowi lepiej niż przemoc. Platon i Pauzaniusz za najważniejsze uważają dwie kwestie: "Poznaj samego siebie" i "Niczego zanadto". Ta ostatnia stanowi esencję postawy zwanej apollińską.

Apollo jednak nie od razu był tym, który głosi umiar. Za zabójstwo Pytona i Kiklopów miał spędzić dziesięć lat na wygnaniu; niektórzy twierdzą, że został oczyszczony w dolinie Tempe. Pewien barbarzyńca znad morza Euxyńskiego głosił (Zygmunt Kubiak o tym nie wspomina), że Apollo na dziewięć lat został wygnany do innego świata i gdy odrodziła się Ziemia, wrócił Czysty, Fojbos, Słoneczny i Świetlisty, zupełnie inny niż tamten znad doliny Alfejosu, gdy ziemia była młoda. Został bogiem muzyki i harmonii, przewodnikiem muz i głosił, żeby we wszystkim zachować umiar i właściwą porę.

Pokuta Apollina i oczyszczenie, które głosił Pitagoras, świadczą, iż Grecy wierzyli, że przestępstwo winno być odpokutowane i poprzedzone skruchą po to, ażeby mogło zostać przebaczone.

Przestępcy, co sprzeciwili się bogom, znaleźli się w Tartarze, gdzie cierpią wieczyste męki: Tantal, Syzyf, Titios. Najcięższa jest zbrodnia Tantala: zabił własnego syna Pelopsa i podał go bogom na stół. W ten sposób chciał się przekonać, czy bogowie rozpoznają ludzkie mięso.

Jest jedna postać w mitologii, która kwestionuje wizerunek Zeusa - ojca wszystkich ludzi. Jest to Prometeusz, Tytan skazany na męki za to, że wykradł ogień i ofiarował go ludziom. Mit ten świadczy, że Zeus był wrogiem ludzi i chciał ich zniszczyć, a Prometeusz zamiar ten unicestwił, dając im ogień, dzięki czemu powstała cywilizacja i rozwinęły się kunszty.

Mit prometejski leży u podstaw naszej europejskiej cywilizacji: "Nad morzem greckim i na samym morzu narodziła się przed tysiącleciami cywilizacja, którą z łacińska zwiemy humanistyczną, a po grecku należałoby ją nazwać może antropocentryczną" (Mitologia).

Jej zasady sformułował w V wieku przed Chrystusem Protagoras w słynnym aforyzmie: "Człowiek jest wszystkich rzeczy miarą."

Prometeusz został za karę przykuty do skały Kaukazu, gdzie sęp wyżerał mu wątrobę przez trzydzieści tysięcy (?) lat, dopóki Herakles - za zgodą Zeusa - go nie uwolnił.

Niektórzy mitografowie uważają, że Prometeusz nie tylko jest sprawcą cywilizacji, lecz że to on ulepił człowieka (zgodnie z podaniami mezopotamskimi) z gliny.

Dlaczego Zeus chciał ród ludzki zgładzić? Według Zygmunta Kubiaka pewne światło rzuca na to przekaz o kolejno po sobie następujących erach: wieku Złotym, Srebrnym, Brązowym, Żelaznym, Spiżowym. Przekaz ten zdaje się opierać na historycznych zdarzeniach, które wstrząsnęły Grecją.

W drugim tysiącleciu przed Chrystusem najechały Pelazgów, pierwotną ludność Grecji, ludy stepowe. Był to kataklizm; w mitach utrwalił się jako zagłada rodzaju ludzkiego, żyjącego w wieku Srebrnym. Dopiero po pewnym czasie wyłonił się z nich lud nowy, brązowy, Achajowie kultury mykeńskiej.

Wędrówki ludów zwanych "ludami morza" zniszczyły z kolei wspaniałą cywilizację epoki brązu. Nastąpiły wieki ciemne. W tradycji Zeus chciał wytępić ród ludzki zsyłając na nich potop. Potop występuje w podaniach wielu ludów tej części świata. W literaturze akkadyjskiej w arce ocalał mąż imieniem Utnapiszti wraz ze swoją rodziną. W biblijnej Księdze Rodzaju był to Noe. W mitologii greckiej byli to Deukalim i Pyrra. Deukalim, gdy wody opadły, złożył ofiarę Zeusowi. Zeus wysłał doń Hermesa z zapytaniem, czego pragnie. Deukalim pragnął, by na nowo powstali ludzie. Nowi ludzie powstali z kamieni: mężczyźni z kamieni rzucanych przez Deukalima, z kamieni rzucanych przez Pyrrę - kobiety.

W archaicznej Grecji synowie królów byli pasterzami. Opiekunem ich był Hermes, urodzony w Arkadii, najłagodniejszy z bogów, przewodnik ludzi po tym i tamtym świecie.

Hermes, niegdyś obnosząc barana wokół murów, odwrócił od miasta zarazę. Na tę pamiątkę Kalamis wyrzeźbił Hermesa z baranem na ramionach. Podczas Hermesowego święta najurodziwszy z miasta młodzieniec niesie teraz barana dokoła jego murów. Z rzeźby Kalamisa wywodzi się najsłynniejsza rzeźba antyczna sztuki chrześcijańskiej "Dobry Pasterz" (Mitologia).

Chrystus jest tu podobny do boga greckiego, co stanowi ogniwo - nie jedyne - między światem antycznej Grecji i chrześcijaństwem.

Pomiędzy światem bogów a światem herosów i ludzi stoją Prometeusz i Orfeusz. Prometeusz był Tytanem. Orfeusz pieśniarzem. Obaj doświadczyli innej pozaludzkiej rzeczywistości. Orfeusz zawędrował do Tartaru, a wróciwszy na ziemię, głosił naukę zwaną orfizmem. Zginął rozszarpany przez Menady. Nie jest rzeczą jasną, czy Orfeusz propagował kult dionizyjski, czy mu się przeciwstawiał. Czar śpiewu Orfeusza był tak wielki, że zakłócał rytm natury:

Stawały rącze rzeki, stada dzikich zwierząt
Otaczały go, idąc za tym błogim głosem
Orfeusza. Dąb nawet wyrwał korzeń z gleby
I szedł....
Nawet zaprzęg podwójny Luny zdołał wstrzymać,
Gdy jechała przez niebo: konie chciały słuchać (Mitologia)

Istniała doktryna dionizyjsko-orficka, wyznawana także przez Pitagorasa, który twierdził, że duszę trzeba wyzwolić z ciała-grobu. Służyły do tego misteria.

Na samym początku swego istnienia Dionizos został rozszarpany przez Tytanów. Dzięki babce Rei zmartwychwstał. Kult Dionizosa narodził się w Tracji i rozpowszechnił w Grecji. Pierwotnie Dionizos był patronem teatru antycznego. Tak zwane "Wielkie Dionizje" odbywały się w teatrze na Akropolu. Spektakle trwały od rana do wieczora. Aktorzy występowali zawsze w maskach. Odgrywali tragedie i komedie. Ważniejsze były tragedie. "Pierwszego z trzech wielkich tragików, Ajschylosa (525-456), uważano za twórcę tej sztuki."

Z hymnu homeryckiego Do Dionizosa dowiadujemy się o niezwykłych podróżach tego boga: w Libii walczył z Amazonkami, na statku piratów dotarł do Indii. Był w Lidii, Frygii, Arabii, przebył całą Azję od morza do morza. Na koniec przybył do Grecji, gdzie upowszechniał uprawę winnej latorośli. Dionizos przemierzał ziemię w towarzystwie nimf i menad, wydających bakchiczny okrzyk "evoe!".

Ryty, którym przewodził Dionizos, nazywano "orgiami". Wyraz "orgia" oznacza wszelkie obrzędy tajemne, najczęściej jednak odnosi się właśnie do dionizyjskich tańców...

W orgiach Dionizosa przodowały kobiety macedońskie i trackie... "Wyzwoliciel Dionizos odrywał je od czółenek i krosien." Kobiety błądziły po górskich bezdrożach, zazwyczaj odbywało się to w nocy... Te szalejące kobiety nazywano menadami albo bachantkami, od obecnego imienia boga - Bakchos (Mitologia).

W Bachantkach Eurypidesa chór menad recytuje:

O błogosławiony, kto w niebiańskiej łasce,
Znając tajemnice bogów,
Uświęca swoje życie,
Duszę poświęca bakchicznym tańcom
Odprawianym wśród Gór
W czystej służbie...
(...)
Idźcie, Bachantki, idźcie, Bachantki, 
Prowadząc z sobą
Bromiosa, tak, Dionizosa,
Który bogiem jest i synem boga.

Z lektury Eurypidesa i innych autorów wynika, że orgie dionizyjskie miały sens metafizyczny. Czciciele Dionizosa popadali w ekstazę i jednoczyli się z bogiem.

Ekstaza, jak można sądzić z wielu wzmianek (także z oporu wielu władców miast greckich), była wynikiem upojenia winem. Winna latorośl stanowi symbol rytów dionizyjskich.

Misteria eleuzyńskie, ku czci Demeter, były pierwotnie świętem rolniczym. Demeter ofiarowała Triptolemosowi (powiedział jej o uprowadzeniu Kory przez Hadesa) zboże siewne - inaczej ziarno. W miarę jak Grecy dojrzewali, odkrywali w naturze wartości duchowe: misteria eleuzyńskie stawały się największym doznaniem metafizycznym.

W Antologii Palatyńskiej Kritogoras (I w. przed Chr.) pisze:

Odwiedź przynajmniej Attykę, aby zobaczyć
Noce wielkich misteriów Demeter.
Dzięki nim twoje bytowanie będzie beztroskie
Wśród żywych, a lżejsze, gdy odejdziesz do tych,
Których jest więcej.

Każdego roku w czerwcu, gdy następowała pełnia, o brzasku wyruszała procesja z Aten do Eleuzis. Prowadziły ją kapłanki, niosąc w koszach naczynia liturgiczne. Za kapłankami postępowały kobiety, młode dziewczęta z naręczami kwiatów, mężczyźni z zapalonymi pochodniami i młodzieńcy. Każdy, kto odbył drogę Demeter, dostępował łaski przebaczenia. Rano procesja wkraczała na dziedziniec sanktuarium, gdzie zaczynał się taniec ku czci bogini.

Wtajemniczeni pościli i składali ofiary, oczekując wieczoru. Gdy nastawał zmierzch, wychodził hierofant i wzywał wiernych, by weszli do środka, gdzie mieli dostąpić obrządku inicjacji.

Misteria eleuzyńskie były otoczone głęboką tajemnicą. Poszczególne elementy przeciekały jednak na zewnątrz. Z różnych wzmianek pochodzących od różnych autorów wynika, że misteria eleuzyńskie spełniały odwieczną tęsknotę serca ludzkiego, by zjednoczyć się z bóstwem. Ci, co dostąpili inicjacji, otrzymali od Demeter obietnicę życia wiecznego, pod postacią ziarna.

Misteria, gdzie człowiek jednoczy się z bóstwem, spożywając ziarno i wino, należą do najstarszej intuicji ludzkości. W Eleuzis ci, co dostąpili łaski, otrzymywali wodę jęczmienną; w Dionizjach upajali się winem i popadali w boski szał. Widać w ziarnie i winie tkwi sama esencja tajemnicy bytu ziemskiego zwróconego ku wiekuistemu. Społeczność znająca misteria była przygotowana do przyjęcia Sakramentu Eucharystii, o której celebrans mówi: "Oto wielka tajemnica wiary."

Coraz nowe pokolenia czerpią ze skarbów spuścizny greckiej. Każdy wiek na nowo odkrywa Grecję i na nowo ją interpretuje, zgodnie ze swoimi pragnieniami i potrzebami. Mity stanowią źródło inspiracji dla sztuki, literatury i filmu.

Nawet ludzie Ery Atomowej, urzeczeni technologią, posługują się terminami z mitologii greckiej, chociaż mogą nie znać ich pochodzenia. Takie zwroty jak "pięta Achillesa", "stajnia Augiasza", "Złote Runo", "trud Syzyfowy" funkcjonują po dzień dzisiejszy. Pojawiają się firmy pod mianem "Tytan", "Atlas", "Gigant". Pewien Zakład Ubezpieczeń mieni się "Hestia", a apteka ma na szyldzie laskę z wężem, emblemat Asklepiosa, lekarza.

Ale to nie wszystko. Cywilizacja europejska nie wytworzyła własnego języka na wyrażenie treści w dziedzinie metafizyki, religii, filozofii i sztuki i posługuje się słowami greckimi, i to we wszystkich językach europejskich. Przytoczę dla przykładu: w religii - teologia, anatema, parafia, mistyka, katharsis, asceza; w życiu publicznym - polityka, demokracja, arystokracja, plutokracja, ksenofobia.

Z każdym wiekiem, z każdym pokoleniem wzrasta zapotrzebowanie na wyrażenie pojęć coraz bardziej złożonych, nowo powstałych zjawisk i technik. Okazuje się, że wszystkie znajdują swoje odpowiedniki w języku greckim.

W dziedzinie humanistyki, fizyki, chemii, medycyny i astronomii wyrazy pochodzenia greckiego stanowią osobny język, jakim posługują się naukowcy i uczeni. W powszechnym użyciu są słowa: bakteria, atrofia, hormon, chromosom, hermeneutyka, fenomenologia, semiotyka, semantyka, atom, topos, logos, izotop, entropia, galaktyka, planeta i - kosmodrom.

Ze wszystkich słów pochodzenia greckiego chciałabym wyróżnić jedno, pochodzące z filozofii pitagorejskiej. Słowo oznaczające zestrojenie wszystkich elementów w muzyce, architekturze, wszelkich sztukach pięknych, kształtach ludzkich i zwierzęcych, w przyrodzie i w kosmosie to harmonia. Wyraża ono w najgłębszym swoim sensie zasadę Wszechświata.

Geniusz grecki wyznaczył tor naszemu myśleniu, którym podążamy, często nie wiedząc o tym, zbaczając z niego i na nowo go odkrywając w wartościach wyartykułowanych przez Greków przed wiekami.

 

JADWIGA ŻYLIŃSKA

, prozaik i eseistka. Ukończyła Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Poznańskiego, debiutowała w 1931 na łamach prasy. Członek PEN-Clubu. Ogłosiła m.in. powieści: Tajemniczy zamek (1934), Odzyskana korona (1958), Złota włócznia (1961), Gwiazda spadająca (1980), zbiory opowiadań i esejów historycznych Muzykanci z Bremy (1955), Stig Ulsen i Rozamunda (1956), Piastówny i żony Piastów (1967), Hervör i jego bracia (1969), Kapłanki, amazonki i czarownice (1972), Gospoda samobójców (1977), Do kogo należy świat? (1977), Wyspa Dziwnego Żartu (1982), Spotkania po drugiej stronie lustra (1986), Gra w tarota (1987), szkice autobiograficzne Dom, którego nie ma (1970) i Drogi, które prowadzą dalej (1972). Mieszka w Warszawie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama