Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Willi Hoffsümmer

ZNAJDŹ DROGĘ DO SIEBIE SAMEGO POPRZEZ OTWARCIE SIĘ NA INNYCH!

Przytoczone wcześniej opowiadanie o rzece na pustyni koncentruje się na jednej myśli: „Kiedy powierzyła się ona innym, znalazła urzeczywistnienie siebie samej”. Poprzez otwarcie się na innych znajduje człowiek drogę do siebie samego. Dlatego zakładam, że każdy powinien najpierw przyjąć siebie takim, jaki jest. Mam nadzieję, że masz poczucie własnej wartości. Jakże łatwo jednak do tak ważnej akceptacji i miłości siebie zakrada się egoizm utrudniający drogę do innych i samego siebie. Bardzo obrazowo przedstawia to opowiadanie o skamieniałej księżniczce i kowalu, który ją uwolnił. Takie zdarzenie mogłoby się przytrafić także nam.

Zrozum to dobrze: jako człowiek młody masz prawo być upartym
w szukaniu własnej drogi. Masz więc prawo szukać i znaleźć, co ci odpowiada. Jeżeli ci się to uda, możesz dopiero wtedy otworzyć się na innych
i nie uzależniać się od nich.

Skamieniała księżniczka

Tak jak wiele dziewcząt w jej wieku, księżniczka tęskniła za towarzyszem i marzyła o księciu z bajki. Ponieważ była młoda, piękna i do tego mieszkała w pałacu, nie brakowało konkurentów. Przyjmowała ich z koroną na głowie, siedząc na złotym tronie. Każdemu, kto ubiegał się o jej rękę, stawiała jedno pytanie: Kim jestem? Nikt jednak nie był w stanie dać jej prawidłowej odpowiedzi. Ze strachu, aby nie zdradzić swych myśli, pozostawała nieruchoma na tronie. Uśmiechała się tylko i milczała. Młodzi mężczyźni zmęczyli się wreszcie podziwianiem jej i zaczęli podejrzewać, że księżniczka nie jest niczym innym, jak żyjącą lalką. Im więcej konkurentów odchodziło z niczym, tym częściej młoda władczyni marzyła o księciu z bajki. Im dłużej na niego czekała, tym mniej się ruszała. Nawet się nie spostrzegła, jak jej stopy skamieniały. Potem zamieniły się w kamień także nogi i tułów, dłonie i ręce, a na końcu uśmiech na twarzy. Oprócz ojca i matki nikt księżniczki nie żałował. Król i królowa postawili swoją skamieniałą córkę na brzegu starej studni i płakali. Kiedy jednak zobaczyli, że ptaki siadały na jej ramionach, wspinały się na nią wiewiórki i dzieci bawiły się u jej stóp, było to dla nich pociechą. Po jakimś czasie przybył z dalekiego kraju kamieniarz, który szukał żony. Jego dotychczasowe poszukiwania spełzły na niczym. Zmęczony i spragniony zsunął się z konia i usiadł przy studni. Wtedy ujrzał skamieniałą księżniczkę, która przykuła jego uwagę. Długo nie mógł odwrócić od niej wzroku. Pogładził ją rękoma po całym ciele, po włosach, ustach, zapytał nawet o jej imię. Jednak ani jego słowa, ani czułość nie mogły jej ożywić. Poszedł więc do króla i królowej i poprosił, aby sprzedali mu tę figurę. Król i królowa potrząsnęli głowami i nie chcieli oddać mu skamieniałej księżniczki za żadne pieniądze. Wobec tego kamieniarz postanowił zostać przy studni. Ani upał, ani mróz, ani śnieg czy deszcz nie zdołały go odstraszyć. Im dłużej wpatrywał się w księżniczkę, tym bardziej jej pragnął. Ponieważ nie jadł i nie spał, więc wkrótce się rozchorował. Król i królowa, którzy obserwowali go z okna, obawiali się o jego życie. Zaczęli mu współczuć i postanowili podarować mu skamieniałą księżniczkę, ale nie zdradzać swej tajemnicy. Kamieniarz załadował figurę na wóz, zaprzągł konie i chciał wracać do domu. Zdecydował, że postawi księżniczkę w swojej pracowni i zaniecha poszukiwania żony. Skamieniała księżniczka była jednak tak ciężka, że wóz po drodze załamał się. Bryła spadła na ziemię i pękła na dwie części. To nieszczęście zasmuciło kamieniarza. Po chwili naprawił wóz, podniósł obie części skamieniałej księżniczki, złożył je razem i pojechał dalej. Nagle poczuł, że ładunek na jego wozie staje się coraz lżejszy. Odwrócił się i ujrzał, że skamieniała księżniczka powoli budzi się do życia: najpierw stopy, później nogi, tułów, ręce i dłonie, a na końcu także uśmiech na ustach. Kiedy otworzyła oczy i napotkała wzrok kamieniarza, zapytała pełna zdziwienia: Kim jesteś? Ponieważ na te pytania, które sobie nawzajem stawiali, było trudno odpowiedzieć i wymagało to dużo czasu, pobrali się i byli szczęśliwi. Przed zamkiem na skraju studni stoi jeszcze dziś kamienna księżniczka, na którą wdrapują się wiewiórki i u której stóp bawią się dzieci. Kamieniarz wyrzeźbił ją na wzór swojej żyjącej żony.

Czy jesteś — jak księżniczka — za bardzo zajęty sobą? Księżniczka nie została uwolniona przez kamieniarza, lecz jej własny ciężar i jej nieznośny stan zepsuły wóz i sprawiły, że przestała być lalką. Czy może stałeś się tak uparty i zamknięty, że prawie nikt już nie może się z tobą porozumieć? Jest więc już najwyższy czas, aby otworzyć się na innych i przez to znaleźć drogę do siebie samego. Wtedy dopiero możesz przyjąć „ognistego ptaka” — Ducha Świętego.

Schwytaj ognistego ptaka

Zdarzyło się to w czasie, kiedy Indianie nie znali jeszcze ognia. Do jednej z ich wsi przyleciał raz ptak ze świecącymi piórami. Niektórzy chcieli go zabić, inni zaś zapytali go: „Co tak lśni i błyszczy się na twoich piórach?” „To ogień”, odrzekł ptak. „Co to jest ogień?” pytali Indianie. „On ogrzewa, świeci i możecie na nim piec mięso”. „Daj nam tego ognia!” „Ten go może mieć, kto jest najgodniejszy”, odpowiedział ptak. „Niech każdy weźmie cienką suchą gałązkę do ręki. Najbardziej godny tego dogoni mnie”, rzekł ptak i odfrunął. Wszyscy pobiegli za nim — przez krzaki, kamienie, strumienie i rzeki. Ptak był jednak zawsze na przedzie. Wielu zmęczyło się i straciło nadzieję. Wreszcie biegło już tylko kilku i jeden z mężczyzn go dogonił. „Proszę, daj mi ognia”, powiedział. Ptak odrzekł: „Dogoniłeś mnie wprawdzie jako pierwszy, lecz czy nie widziałeś, że mały chłopiec biegnący obok ciebie wpadł do bagna? Nie wyciągnąłeś go. Nie byłeś dla niego przyjacielem. Tobie nie dam ognia”. Drugi też go dogonił. Lecz i on nie otrzymał ognia, ponieważ nie pomógł małej dziewczynce, która utknęła w cierniowych zaroślach. Nikt więcej nie chciał biec za ptakiem, a on przyleciał z powrotem do wsi. W biednej chacie przy łóżku chorego dziecka siedziała młoda kobieta. Nie pobiegła za ptakiem, ponieważ nie chciała zostawić swojego maleństwa, które znaczyło dla niej więcej niż najdroższe skarby. Ona była tą najgodniejszą. I ona przyniosła swojemu ludowi ogień.

Życzę ci dobrych przyjaciół, którzy ci pomogą odkryć swoje „ja”!

Przybądź Duchu Święty,
i uwolnij mnie od strachu płynięcia pod prąd.
Przybądź Duchu Święty,
i uwolnij mnie od przymusu myślenia tylko o sobie.
Przybądź Duchu Święty, 
i uwolnij mnie od zwyczaju wybierania najłatwiejszej drogi.

 

Uwolnij się od przesadnego myślenia o osiągnięciach, od nienasyconej konsumpcji, od presji grupy, poglądów większości i trendu: one cię zwodzą i zniewalają. Idź samodzielnie we własnych butach!

Człowiek mocarstwa
Nigdy się nie zastanawia
Dopasowuje się 
Idzie się za każdą modą
Pozwala się myśleć innym
Nie szanuje się starszych
Wykańcza się nauczycieli
Protestuje się przeciw wszystkiemu
Nie zachwyca się niczym
Urządza się nieskończoną ilość przyjęć
Uprawia się z partnerem seks
Nie podejmuje się decyzji
Jest się rzadko samym
Jest się pozornie wolnym
Jest się...

Nie jest się człowiekiem

Czasami udaje się uwolnić od szukania siebie, kiedy spotkasz kogoś, kto cię przyjmie takim, jakim jesteś.

Kocham cię takim, jaki jesteś

Pytano raz księdza — alkoholika, jak mu się udało uwolnić od nałogu. Wyciągnął pogiętą kartkę z portfela, na której było napisane następujące opowiadanie:

Przez całe lata byłem neurotykiem — człowiekiem wystraszonym, samolubnym i pogrążonym w depresji. Napotkani ludzie mi mówili, że mam się zmienić. Czułem do nich wstręt i równocześnie przytakiwałem im. Chciałem się zmienić, lecz nie udawało mi się, chociaż bardzo się starałem. Najbardziej bolało mnie, że mój najlepszy przyjaciel ciągle mi mówił, że jestem neurotyczny. Także on powtarzał, że powinienem się zmienić. Również jemu przytakiwałem. Czułem się taki bezsilny i zniewolony. Pewnego dnia powiedział mi: „Nie zmieniaj się, kocham cię takiego, jakim jesteś”. Słowa te brzmiały w moich uszach jak muzyka. Odprężyłem się, otrząsnąłem z marazmu i stał się cud nad cudy: zmieniłem się! Teraz wiem, że nie mogłem się naprawdę zmienić, dopóki nie znalazł się ktoś, kto mnie kochał niezależnie od tego, czy się zmienię, czy nie.

Na tej drodze do innych znajduje się pewna reguła. Jest to „złota reguła” z Nowego Testamentu. Kto ją zastosuje, może poczuć się natychmiast jak w raju. Reguła ta brzmi: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7,12) Jeśli uważasz to ostatnie opowiadanie za przekonujące i prawdziwe, co sądzisz o tym, aby zastosować tę regułę już teraz w stosunku do twoich rodziców i rodzeństwa? Zaakceptuj ich takimi, jacy są. Wszystko inne, co uwalnia i oczyszcza atmosferę, nie każe długo na siebie czekać.


Lista fragmentów ksiązki - Otwórz się - Opowiadania dla młodych chrześcijan - Willi Hoffsümmer - zamieszczonych w serwisie "Opoka"

opr. ab/ab



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: opowiadania bierzmowanie katecheza świadomość osobowość Willi Hoffsümmer księzniczka