O. Jacek Salij zauważa, że wielu komentatorów zamiast wsłuchiwać się w treść encykliki Leona XIV „Magnifica humanitas”, koncentruje się głównie na jej krytyce. Tymczasem – podkreśla dominikanin – papieski dokument jest ważnym głosem Kościoła wobec wyzwań epoki sztucznej inteligencji i przypomnieniem, że technologia musi służyć godności człowieka.
Grubą książkę pod tym tytułem opublikował wkrótce po ostatnim soborze, bo jeszcze za pontyfikatu Pawła VI, jeden z największych teologów ubiegłego stulecia, Hans Urs von Balthasar. Jej autor zwraca uwagę i próbuje zrozumieć kryzys autorytetu papiestwa, który pojawił się i narasta wewnątrz wielu społeczności katolickich. Zjawisko opisane w dziele szwajcarskiego teologa nabrało w ciągu 50 lat, jakie minęły od czasu jego opublikowania, chyba większej jeszcze intensywności. Świadczy o tym m. in. dziwna maniera, z jaką liczni – oczywiście, nie wszyscy – katoliccy publicyści komentują pierwszą, naprawdę świetną encyklikę Leona XIV.
Przeciwko jedności Kościoła
Najpierw jednak krótko o samym zjawisku. „Negatywna jedność wyznań niekatolickich – pisze autor Antyrzymskiego resentymentu – nigdzie nie jest tak oczywista, ich konsens nigdzie nie jest tak całkowity, jak w odrzucaniu roszczeń Rzymu”. W epoce ekumenizmu ton sprzeciwu niekatolików wobec prymatu papieskiego na pewno się zmienił, jednak sam sprzeciw w zasadzie pozostał. Natomiast po stronie katolickiej – być może również w imię ekumenizmu – wzmogło się podgryzanie samej zasady prymatu Piotra w Kościele.
Antyrzymski resentyment katolików jest więc narzędziem działającym przeciwko tej jedności Kościoła, na której tak bardzo zależy samemu Chrystusowi Panu (por. J 17,21).
Katolicy wyróżniający się w ciągłym krytykowaniu kolejnych papieży, kiedy ich zapytać, czy nie zapomnieli przypadkiem o dogmacie wiary dotyczącym prymatu następcy Piotra, odpowiadają zazwyczaj, że uchwalony w roku 1870 dogmat o nieomylności nauczycielskiej biskupa Rzymu dotyczy jedynie jego nauczania ex cathedra, tzn. „gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności”.
Antyrzymski kompleks
Rzecz jednak w tym, że palców jednej ręki za dużo, żeby wskazać, ile razy w całej historii Kościoła papieże ogłaszali jakąś naukę wiary ex cathedra. A jednak w ciągu wieków nauczyliśmy się w Kościele katolickim wsłuchiwać z wiarą również w zwyczajne nauczanie papieża. Do tego, żeby tej postawy nie porzucać, zachęca nawet soborowa konstytucja o Kościele, która w numerze 25 poucza, że religijne posłuszeństwo należy okazywać nauczaniu następcy Piotra nie tylko, gdy przemawia on ex cathedra, ale również wtedy, gdy wskazuje na to „charakter dokumentów, bądź częste podawanie tej samej nauki, bądź sam sposób jej wyrażania”.
Encyklika z pewnością jest takim dokumentem, do którego sam papież przywiązuje wagę szczególną. Toteż sytuacja, kiedy katolicki publicysta (czasem nawet duchowny) przedstawia ją w taki sposób, jakby jej treść mało go obchodziła i skupia się na jej krytykowaniu, wydaje się typowym przejawem antyrzymskiego kompleksu.
Pewnego razu Zygmunt Krasiński właśnie podziwiał rzeźbę Michała Anioła (Mojżesza – jeśli dobrze pamiętam), kiedy wbiegła grupa turystów. Natychmiast zaczęli się prześcigać w krytykowaniu arcydzieła. Autora Nieboskiej ogarnęło przykre wrażenie, jakby pchły oblazły ten posąg i po nim skakały. Podobnego niesmaku doznaję, kiedy słucham albo czytam katolika, który tę wspaniałą encyklikę potrafi przede wszystkim krytykować.
Na obraz i podobieństwo Boga
Dlatego zamiast przejmować się wypowiedziami takich katolików, którzy są niezmiennie i od dawna mądrzejsi od kolejnych papieży, sami sięgnijmy do tej encykliki. Ja osobiście jestem nią po prostu zachwycony. Ogłoszona pod hasłem „wspaniałe człowieczeństwo” (Magnifica humanitas) encyklika jest pełnym niezachwianej pewności świadectwem wiary, że cały świat jest Boży, a wszyscy ludzie – bez żadnego wyjątku – zostali stworzeni na obraz i podobieństwo samego Boga.
Wznoszenie wspaniałej może, ale nieludzkiej wieży Babel, kiedy interesy i sukces stawia się ponad miłość i godność każdej bez wyjątku ludzkiej osoby, albo ”budowanie miasta, w którym Bóg i ludzkość zamieszkują razem” – to biblijne symbole dwóch dróg, którymi może się potoczyć korzystanie z sztucznej inteligencji. Na rzecz dzieła stworzenia może ona pracować tylko na tej drugiej drodze. Swoją encykliką Ojciec Święty chce nas przekonać do tego, żebyśmy właśnie tę drogę starali się wybierać. Bo zdaniem papieża Leona, „budowa wieży Babel albo Jerozolimy zaczyna się w każdym z nas”.
Sięgnijmy do encykliki
Należy podziwiać ekspresowe tempo, w jakim Stolica Apostolska zareagowała na problemy, które dopiero niedawno i od razu potężnie pojawiły się w związku rozwojem sztucznej inteligencji. Ogłoszenie encykliki Magnifica humanitas to na pewno wielkie wydarzenie w dziejach katolickiej nauki społecznej. Jej pierwsze dwa rozdziały, stanowiące więcej niż trzecią część dokumentu, budują duchowe zakorzenienie papieskiego wykładu na temat „troski o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”.
Rozdział pierwszy to szczegółowa rekapitulacja najważniejszych dokumentów – począwszy od wydanej ponad 130 lat temu encykliki Rerum novarum – w których kolejni papieże podejmowali problematykę społeczną. Natomiast cały rozdział drugi jest refleksją nad pięcioma podstawowymi zasadami katolickiej nauki społecznej, tzn. nad dobrem wspólnym, powszechnym przeznaczeniem dóbr, pomocniczością, solidarnością i sprawiedliwością społeczną. „Jestem przekonany – pisze Ojciec Święty – że harmonijna relacja między tymi zasadami wymaga, aby były one rozpatrywane łącznie, tak by mogło się jasno uwidocznić, jak wzajemnie się dopełniają i objaśniają”.
Naprawdę sięgnijmy do tej encykliki. Dzięki internetowi jest ona tak łatwo dostępna. Przeczytajmy przynajmniej jej pierwszy rozdział. Do sięgnięcia do rozdziałów następnych – nawet jeżeli nie uda nam się to od razu – już nikt nie będzie nas musiał zachęcać.