„Smutny proroczy znak”. Historia profanacji w Medziugorju to przestroga dla Kościoła – uważa egzorcysta

„Nie zrobił tego satanista ani antyklerykał. To zrobił wierzący chłopak” – mówił ks. Waldemar Grzyb, egzorcysta diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, komentując profanację w Medziugorju. Zdaniem duchownego, historia Bartłomieja K. jest bolesną przestrogą dla całego Kościoła: po doświadczeniu łaski potrzebna jest formacja, duchowy wzrost i wspólnota, bo bez nich wiara może nie przetrwać czasu próby.

Ks. Waldemar Grzyb jest proboszczem w parafii św. Andrzeja Boboli w Ulimiu w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, pełni także posługę egzorcysty oraz prowadzi kanał na YouTubie. W ostanią niedzielę zamieścił na nim transmisję z homilii, w której, nawiązując do Ewangelii o rozmnożeniu chleba, wprost odniósł się do głośniej prowafacji w Medziugoriu. „Chciałbym się odnieść do przykładu, który środowiska katolickie w ostatnich dniach mocno porusza. Mnie też poruszyło to wydarzenie” – powiedział.

Nie satanista, ale wierzący chłopak

Przypomniał, że sprawca w nocy z 27 na 28 lipca oblał czarną farbą figurę Matki Bożej na Górze Objawień, pozostawił obraźliwe napisy, a następnie podpalił ołtarz przy kościele św. Jakuba. Największym wstrząsem – jak zaznaczył – okazało się jednak to, kim była osoba dopuszczająca się wandalimu. 

„Nie zrobił tego żaden satanista, nie zrobił tego jakiś antyklerykał. To zrobił wierzący chłopak. To jest w ogóle szokujące” – mówił.

Kapłan przypomniał, że Bartłomiej K. pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny i przed laty przeszedł głośne nawrócenie. Pieszo wyruszył z Warszawy do Medziegorja,  podczas pielgrzymi prowadził bloga „Z buta do Maryi”, napisał także książkę. „Zaraz potem został sławny, więc był zapraszany na różne spotkania ewangelizacyjne, mówił świadectwo w zakładach w poprawczakach, w zakładach karnych i w szkołach, na różnych spotkaniach, także na stadionach” – wspomina.

Założył rodzinę, miał synka. W ostatnich latach zniknął z przestrzeni medialnej, „ci którzy go znali poinformowali, że odezwały się wszystkie historie z przeszłości”.

„Zaczął doświadczać silnych stanów depresyjnych, odmawiał pomocy. Odeszło od niego żona z synkiem, stracił pracę. W ostatnich miesiącach gdzieś udał się zagranicę Polski próbując życie odbudować, no i teraz się objawił właśnie przez ten akt wandalizmu” – przypomniał.

Nie wystarczy doświadczenie łaski

Zdaniem ks. Grzyba jest to przestroga dla każdego chrześcijanina. Samo doświadczenie łaski nie wystarczy, jeśli nie prowadzi do pogłębienia relacji z Bogiem i duchowego wzrostu. 

„Jeżeli za doświadczeniem łaski nie prowadzi do wejścia w relację z Bogiem i wzrost, to gdy przyjdzie palące słońce, czyli życiowe doświadczenia i próby, wszystko może się zawalić” – zaznaczył.

Ks. Grzyb podkreślił, że cud rozmnożenia chleba pokazuje nie tylko troskę Jezusa o zaspokojenie ludzkiego głodu, ale przede wszystkim Jego pragnienie, by człowiek, który doświadczył łaski, mógł duchowo wzrastać.

„Chciałbym, żebyśmy zobaczyli w tej Ewangelii troskę Boga o człowieka, który doświadczył Jego łaski. Jezus chce go nakarmić, aby nabrał siły i aby rozpoczęte spotkanie z Bogiem mogło się rozwijać” – mówił.

Jak wyjaśnił, właśnie w taki sposób działał Kościół od początku swojego istnienia. Najpierw głosił Ewangelię, prowadząc ludzi do spotkania z Chrystusem i chrztu. To pierwsze głoszenie nazywa się kerygmatem. Następnie przychodził czas na systematyczne przekazywanie prawd wiary, czyli katechezę. Kapłan odwołał się do przypowieści o siewcy. „Ziarno, które padło na skałę, szybko wzeszło, ale nie miało korzenia. Gdy przyszło palące słońce, od razu uschło” – przypomniał.

„Nie oskarżam cię”

Ks. Grzyb zwrócił się także bezpośrednio do Bartłomieja K., któremu w ubiegły czwartek sąd Bośni i Hercegowiny zasądził miesięczny areszt. 

„Bartku, jeżeli kiedyś trafisz na to kazanie, nie oskarżam cię ani nie potępiam. Smutno mi z powodu tego, że twoje wołanie rozpaczy objawiło się przez akt wandalizmu” – mówił.

Jednocześnie wyraził przekonanie, że zabrakło właściwej formacji po jego nawróceniu.

„Myślę, że po wielu latach odkryjesz, i tego Ci, Bartku, życzę, o to się modlę, jak wielką krzywdę wyrządzili ci, którzy pomogli ci szybko stać się sławnym, a nie pomogli ci we wzroście” – powiedział.

Według kaznodziei Kościół nie może poprzestawać na organizowaniu wydarzeń ewangelizacyjnych. Potrzebne jest długofalowe towarzyszenie osobom, które doświadczyły nawrócenia.

Krytyka komentarzy katolików 

Kapłan odniósł się również do reakcji części internautów na akt wandalizmu.

„Bardzo było mi smutno z powodu komentarzy katolików: 'niech mu odpadną ręce', 'niech idzie do piekła'. To jest dla mnie straszne, jak katolicy potrafią w komentarzach objawić swoją miłość bliźniego” – powiedział.

Podkreślił również, że z dostępnych informacji wynika, iż Bartłomiej K. od dłuższego czasu zmagał się z depresją i odrzucał proponowaną pomoc.

„Depresji nie zaleczy się modlitwą. Jezus może uzdrowić z depresji, ale nie zwalnia nas z korzystania z pomocy lekarza. Jeżeli choruje ciało, idę do lekarza od ciała. Jeżeli choruje dusza, idę do lekarza od duszy” – zaznaczył.

Ks. Grzyb nawiązał przy tej okazji do historii św. Pawła, zwracając uwagę, że nawet wielki Apostoł Narodów potrzebował czasu, aby dojrzeć w wierze.

Smutny, proroczy znak 

Zdaniem ks. Grzyba właśnie tego zakorzenienia zabrakło – w jego ocenie – w historii Bartłomieja K.

„Nazwę go smutnym proroczym znakiem. Co dzieje się z człowiekiem, który nie ma korzeni? Nagle traci rodzinę, pracę, czuje się zawiedziony, oszukany przez Boga czy Kościół, a do tego przychodzi depresja. Jak wtedy się modlić?” – pytał.

Kapłan podkreślił, że odpowiedzią na to pytanie jest drugie czytanie z Listu do Rzymian: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk, prześladowanie, głód, nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?”.

„Święty Paweł nie mówi, że chrześcijanina nie spotka cierpienie, choroba, depresja czy utrata pracy. Biblia nigdzie nie obiecuje życia bez doświadczeń. Przeciwnie – mówi, że one przyjdą. Ale zapewnia, że nic nie jest w stanie odłączyć nas od miłości Boga” – zaznaczył. Jak dodał, aby wytrwać w czasie prób, potrzeba mocnego fundamentu i głęboko zapuszczonych korzeni.

Kościół to wspólnota, która karmi 

Odwołując się do Ewangelii o rozmnożeniu chleba, ks. Grzyb zwrócił uwagę, że Jezus nie powiedział uczniom, by odesłali ludzi do domów, lecz polecił: „Wy dajcie im jeść”.

„Jezus mógł sprawić, że każdy nagle miałby w ręku chleb. Nie zrobił tego. Powiedział: Wy dajcie im jeść. To wspólnota ma troszczyć się o swoich członków i przekazywać pokarm, który daje Chrystus” – podkreślił.

Kaznodzieja zakończył homilię apelem o wytrwałość w wierze i duchowy wzrost.

„Jezus mówi dziś każdemu z nas: widzę cię, znam twoje potrzeby i chcę cię nakarmić. Potrzebujesz wzrastać, zapuszczać korzenie i stawać się silnym, aby wytrwać w czasie prób” – mówił.

Na zakończenie nawiązał do wspomnienia św. Ignacego Loyoli oraz jego nauczania o pocieszeniu i strapieniu duchowym.

„Życie z Jezusem nie oznacza nieustannego pocieszenia. Są góry i są doliny. Ale przez każdą ciemną dolinę Bóg chce nas przeprowadzić. Dlatego Jezus nieustannie mówi: „Chcę dać wam jeść”, abyście mieli siłę przejść zwycięsko przez każdą próbę” – zakończył.

Posłuchaj homilii ks. Waldemara Grzyba

To, co zrobił w Medjugorie, zszokowało tysiące ludzi… Ale prawdziwy dramat zaczął się dużo wcześniej
ks. Waldemar Grzyb

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »