Komentarz do liturgii słowa

« » Październik 2026
N P W Ś C P S
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
  • Inny Kalendarz

Poniedziałek 5 października 2026

ks. Jarosław Tomaszewski

Taniec Heleny

Jedna jedyna dusza potrzebuje pełni miłosierdzia Boga bardziej może niż cała historia ludzkości. Przecież we wnętrzu człowieka toczą się takie walki, bitwy, oblężenia, pojedynki i zagłady, przy których największa z wojen światowych przypomina potyczkę. Nie tylko dzieje ludzkości krwawią. Pod obfitymi ranami spazmuje niejeden duch i w agonii ogląda się z nadzieją za śladami miłosierdzia. Decyzja na wyłączne oddanie się Panu ma tak intymny charakter, że po niej każde odstępstwo dramatycznie rani duszę, zostawiając po sobie na długo znamię utraconego pokoju.

Helena była najpiękniejsza w korowodzie roztańczonych na łódzkim placu katedralnym dziewcząt. Wokół brzydkie kamienice miasta bez wdzięku, a one bawią się, podrygują i śmieją. Chłopcy co kilka kroków przyklaskują im w spocone lipcowym upałem dłonie ale i tak częściej zerkają na Helenę. Jest niewiarygodnie piękna, ponieważ jest czysta. Znamienne, że niewinności właśnie pożąda się najbardziej, na długo zanim można ją uczciwie pokochać. Helena zapiera się jeszcze w sobie kilka chwil. Dobrze wie od dzieciństwa dla Kogo będzie żyć. Taneczny krąg stopniowo osacza jej myśli, zamyka wyobraźnię łańcuchem zaplecionych dłoni, następnie skacze po głowie, intensywnie pukając palcami do drzwi zawstydzonej pamięci. W końcu Helena chwyta w przebiegu rękę koleżanki i zaczyna tańczyć jak inne. Z nagła ciepły wiatr uderza ją po skroniach, po kolanach, podnosząc na falach rytmu ciężkie fałdy sukni i rękawów. Chłopcy rwą się z ławek na nogi, dziewczęta krzyczą głośniej i głośniej, puszczając bez kontroli zuchwałe, taneczne dźwięki. Wtedy właśnie Helena wyczuje raniący ból do serca. Będzie on jak zacięcie się filmowego kadru na ekranie w najbardziej ekscytującym momencie odcinka. Niby jeszcze oczy widzą, a uszy słyszą jak korowód biegnie w obłędzie za koleżankami ale dusza dobrze rozumie, że zatrzymano ją na miejscu pierwotnego uczucia i to w brutalnie przejrzystym momencie. Miłosierdzie często podobne jest do zderzenia się obolałej głowy ze ścianą. To tamtego dnia, w lipcu 1924 roku, Jezus musiał wyjść z łódzkiej katedry i zdecydowanie przerwać taniec Heleny. Podobnie przed wiekami powstrzymał konia Szawła z Tarsu pod Damaszkiem. Na łódzkim placu przed katedrą Chrystus mówi wyraźnie, że Helena natychmiast ma pojechać do Warszawy i nie zwlekając dłużej – wstąpić do klasztoru. Dziewczęta tańczą dalej, chłopcy pożądają do zmierzchu. Kto raz całkowicie wybrał Boga, a potem na chwilę odstąpił, dławiąc się podnietami świata lub tęskniąc za drugim człowiekiem bardziej niż za Chrystusem, ten w konsekwencji przez długi czas nie będzie w stanie podnieść w górę życia wewnętrznego. W modlitwę wchodzi mu zimny cień milczenia. Cierpienie pierwszej niewierności to subtelnym ból we wnętrzu serca, którego nie podleczy żadna asceza. Wyprowadzi go jedynie pokorne doświadczenia miłosierdzia.

Dusza wybrana przez Boga i Jemu oddana w dobrowolnym akcie, jeśli w pewnej chwili odpada od pierwszej wierności, przypomina biblijną Samarię. Leży więc na drodze, porzucona między Jerozolimą a Jerychem – ani tu, ani tam. Niby jest gdzieś jeszcze jakaś świątynia i kult ale Pan zniechęcił się i zniknął, a w modlitwie czuć bliską agonię. Kto pomoże? Wyniośli ludzie sztywnych zasad, kościelni urzędnicy albo twardy spowiednik – wszyscy oni będą teraz w istocie nieużyteczni. Podają niezgrabne rady, zwiewne i pośpieszne jak taniec. Potrzeba miłosiernego pielęgniarza (por. Łk 10, 34). Samarytanin cierpliwie namaszcza ranę niewierności. Umiejętnie zyskuje tym na czasie i raz jeszcze oswaja duszę, której po poważnej decyzji nie przystoi wystawiać się byle gdzie na drodze. Trzeba w takiej sytuacji raz jeszcze zorientować wnętrze na jedyny cel życia, bo poza nim nie znajdzie już człowiek niczego sensownego (Ga 1, 7). Miłosierdzie Pańskie również w tym, że Bóg cierpliwie zgadza się na status ponownie odzyskanego.

Taka już jest historia ludzkości, że w jednej epoce dramatycznie porzuca Boga tylko po to, by w następnej chciwie szukać powrotu. O wiele trudniej jest zawrócić wewnętrzne terytorium w człowieku. Raz powołany, gdy przetańczy darowany sobie depozyt, dobrze wie, co zrobił. Może wracać wówczas do Pana przez długi czas, ciemnymi epokami niepewnych uczuć na modlitwie.