Komentarz do liturgii słowa

« » Październik 2026
N P W Ś C P S
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
  • Inny Kalendarz

Wtorek 6 października 2026

Marta nie jest obojętna Jezusowi

Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Każdy pewnie zna to uczucie. Staram się, robię coś dla innych, a oni na to nie zwracają uwagi albo też zadowoleni są z efektów mojej pracy, ale mojego wysiłku nie widzą. Być może któryś z uczniów nie był tak zasłuchany w słowa Nauczyciela jak Maria, zgłodniały po całym dniu marszu spojrzał na Martę i pomyślał „Dobrze, Marta przygotowuje kolację”, albo, co gorsza, „kolacja się robi”. Inny, jeszcze bardziej odklejony: „ Czy ta kobieta mogła by przestać się uwijać i na przykład zrobiła kolację?” Rozumiemy poirytowanie Marty, choć pewnie sama była dość irytująca w sposobie, jakim wyrażała swoją frustrację.

Dla Marty jednak problemem nie była obojętność uczniów, ani nawet zasłuchana Maria. Smuci ją pozorna obojętność Pana. Czy On nie widzi jak się stara?

Czasem i my odnosimy wrażenie, że nasze starania nie są dostrzegane nie tylko przez ludzi, ale przez Boga. Angażuję się w pomoc jakiejś potrzebującej osobie i nie słyszę nawet słowa „dziękuję”. A inni albo nie widzą albo kwitują „roztropną radą”: „po co się starasz, nic z tego mieć nie będziesz”. Kiedy zaś potem modlę się w jakieś konkretnej sprawie, Bóg nie spełnia mojej prośby. Nawet On mi nie podziękuje! Posłuchajmy więc dalszego ciągu historii Marty.

A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona» Jezus widzi uwijającą się Martę. I ceni jej gospodarność, gościnność, a przede wszystkim zaufanie i szczerość, którą ma wobec Niego. Gdyby nie było między nimi serdecznej przyjaźni, nie odważyłaby się odezwać w ten sposób, upominając zdenerwowanym głosem Mesjasza. Tymczasem odpowiedź Pana Jezusa jest łagodna i czuła. Powtarzając dwukrotnie jej imię podkreśla: „Mówię do ciebie, mojej przyjaciółki. Nie jesteś dla mnie służącą czy anonimowym personelem restauracji. Widzę jak się starasz, od początku. I tylko martwię się, że nie korzystasz ze spotkania ze mną.” Tego wieczoru bowiem najważniejszym wydarzeniem nie była kolacja, lecz Jego katecheza. A Marta nie słucha, skupiona na żołądkach gości. One też są ważne, ale najpierw dusze. Zresztą, nawet z punktu widzenia ludzkiej fizjologii – lepiej słuchać wykładu na głodno, niż z pełnym żołądkiem. O głodzie można zapomnieć, jeśli wykład jest intersujący, senności po obfitym posiłku trudniej się oprzeć. Marta martwiła się o żołądek Pana Jezusa, a On dużo bardziej martwił się o jej serce.

Dziś, gdy tak jesteśmy wrażliwi na punkcie równości, ktoś mógłby zapytać: Czy Pan Jezus nie powinien wstać i pomóc Marcie, a jeszcze zagonić do tego uczniów? Nie mieściło się to w ówczesnym obyczaju, gdzie role mężczyzn i kobiet były dużo mocniej rozdzielone. Zresztą i dziś byłoby niestosowne wobec pani domu, gdyby gość wchodził do kuchni i ja wyręczał, na ogół bardziej przeszkadzając niż pomagając. Jezus dał jej to, co miał najcenniejszego – prawdę, czyli siebie samego. Ja jestem drogą, prawdą i życiem. I Marta to wiedziała. Chciała Mu się odwdzięczyć, za wszystko co robił dla niej i dla innych, swoją pracą, swoimi umiejętnościami gospodyni. To bardzo wiele. Służba bliźnim, w tym nasza praca zawodowa, jest odpowiedzią na Słowo, które do nas kieruje Chrystus. Tylko że Marta pomyliła kolejność. Najpierw słucham Pana Jezusa, potem odpowiadam. Najpierw modlitwa, potem działanie. Nie chodzi o chronologię, tylko o to, co jest ważniejsze. Oby mój dzień był wypełniony pracą i innymi formami służby bliźnim. Ale najważniejszym momentem dnia powinna być modlitwa, choćby i pod koniec dnia, kiedy słucham mówiącego do mnie Boga. A wówczas wszystko, co robię nabiera pełnego sensu.