Na pielgrzymkę wyciągnął ją chłopak, który został jej mężem – z Warszawską Pielgrzymką Pieszą idą już 65 lat

Hanna Kurek na Warszawskiej Pielgrzymce Pieszej wychowała dzieci. Szła 52 razy. Na pielgrzymkę wyciągnął ją chłopak, który został jej mężem. Andrzej Kurek twierdzi, że ma powołanie do pielgrzymowania, chodzi od dziecka. Już 6 sierpnia wyruszy ze stolicy 315. Warszawska Pielgrzymka Piesza z hasłem: „Oto Matka Twoja”.

Pan Andrzej jako dziecko odprowadzał z mamą ojca i rodzeństwo, którzy wychodzili „z Warszawą”. Był zwyczaj, że na ostatnim „odpoczynku” wszyscy siadali, ciotki przywoziły zupy, kotlety i odbywał się piknik. Tak wyglądało pożegnanie pielgrzymów. Chłopczyk kategorycznie stwierdził, że idzie dalej z pielgrzymami. Miał 6 lat i podjął decyzję. Dał nurka w tłum. „Tyle było po mnie. I tak do dzisiaj po prostu chodzę. A mamie zrobiłem kłopot, bo musiała zorganizować jakieś ubranka dla mnie i dostarczyć na pierwszy nocleg. Udało się, widocznie tak Matka Boża przywołała” – wspomina pątnik.

„Przede wszystkim w tym pierwszym roku obiecałem, że nie będę podjeżdżał, nie będę płakał. No i przetrzymałem to” – opowiada dalej. Teraz podkreśla, że jeżeli patrzy z perspektywy czasu na to swoje pielgrzymowanie, to może powiedzieć, że dzięki niemu znalazł swoje miejsce w życiu. Gdy miał 10 lat tragicznie zmarła jego mama. „Całe życie mam to w głowie, że ja w tym szóstym roku życia znalazłem tutaj Matkę, na Jasnej Górze, Ona mnie wtedy zawołała, cały czas to czuję” – opowiada pan Andrzej z ogromnym wzruszeniem. Dodaje też, że po śmierci mamy przyszły „różne czasy”, zaczęły się „takie niedobre ze mną rzeczy dziać”, ale ma przekonanie, że przed złem, obroniła go Matka z Jasnej Góry.

„Cały czas byłem mężny, ale to Ona mi dodawała sił, zbudowałem 14-osobową rodzinę i wszyscy chodzili na pielgrzymkę. To jest wspaniałe, jak patrzę na nich. Duma mnie rozpiera po prostu” – wyznaje.  Podkreśla, że Jasna Góra to jest jego miejsce, tu przyjeżdża do Matki, która go kocha i czuje tę miłość. Chodzą dzieci, chodzą wnuki. Kurkowie cieszą się, że najmłodsza córka ma talent do muzyki, pięknie śpiewa, jest podporą na pielgrzymce. Pan Andrzej przyznaje, że z żoną nawet kiedyś myśleli o urlopie w jakimś innym miejscu, ale i tak…lądowali na pielgrzymce. 

Niezmienna jest miłość do Maryi

Pani Hanna podobnie jak mąż Warszawską Pielgrzymkę Pieszą pokochała równie żarliwą miłością. I jak twierdzi, choć zmienia się świat, także ten pielgrzymkowy, to na pewno niezmienna jest miłość pątników do Maryi, do Jasnej Góry i do ludzi na szlaku. I smak pielgrzymiego chleba. 

„Kiedyś trzeba było zabezpieczyć sobie każdy skrawek jedzenia. Jedynie pieczywo paulińskie się pojawiało.  A nas z czasem robiła się coraz większa gromadka. Ktoś musiał to wszystko przygotować.  Ktoś musiał kupić. Więc dzieliliśmy się rolami. Rano czy wieczorem przygotowywało się posiłki, robiło pranie” – wspomina pani Hania. I trzeba było się zająć dziećmi. Maluszki też były zabierane na pielgrzymkę. Era przed pampersami. Pani Hanna na noclegach gotowała tetrowe pieluchy,  żeby były w miarę ładne i higieniczne. W domach, których gospodarze nas gościli, były kuchnie opalane przeważnie drzewem, więc pieluchy rozwieszane były na kijkach nad kuchnią, albo na budzie wózka w słońcu dnia. Gospodarze czekali na wieści od pielgrzymów…

Andrzej Kurek przyznaje też, że Warszawska Pielgrzymka Piesza mocno nauczyła go patriotyzmu. Jako dorastający chłopak widział jak na wsiach gospodarze czekali, kiedy „ta kompania warszawska przyjdzie, bo dla nich to była nadzieja”. „Nie było takiej jak teraz komunikacji radiowej, telewizyjnej, Internetu. Po prostu dla nich to był wyznacznik tego, że duch w narodzie jest. Oni chętnie o tym, co się w stolicy, w kraju dzieje, rozmawiali, oni się tym cieszyli, otwierali całe domy, po to tylko, żeby nabrać tej siły od pielgrzymów” – opowiada pątnik. I rodziły się ludzkie więzi, często na dziesięciolecia.

Pan Andrzej wspomina, że są domy, w których już kolejne pokolenie otwiera drzwi stołecznym pielgrzymom. W jednym gospodarstwie, w Przedborzu, już o świcie dzieci są wysyłane z grabiami, żeby strącać rosę z trawy, aby pielgrzymi mogli spocząć na suchym przed wyruszeniem w dalszą drogę. „Mamy jeden nocleg, w domu, w którym się w piaskownicy bawiłem z gospodynią, która mnie teraz przyjmuje” – śmieje się pan Andrzej. 

Szła z nami wolność…

Był też na „zakazanej pielgrzymce”. „Jakżeśmy doszli, krzyżem padli, płacz był. Policjanci zabraniali wejścia a pielęgniarki wychodziły do nich z goździkami, by „rozmiękczyć serca” – wspomina.

W 1963 r. mimo prób likwidacji wyruszyła „Nielegalna” 247. Pielgrzymka. Na Jasną Górę wkraczało wówczas ok. 5 tys. osób. Przywitani zostali przez Prymasa Wyszyńskiego. Paulin o. Stefan Rożej, świadek tamtego wydarzenia tak pisał o warszawskich pątnikach: „To było pokolenie wiernych Polaków, którzy jeszcze nosili blizny Powstania Warszawskiego, pełni byli ducha odwagi i męstwa. Ich świadomość walki z przeważającą siłą przemocy jeszcze była żywa i skutecznie funkcjonowała dynamiką i żarliwością religijną”.

Pan Andrzej był też porządkowym. Była zorganizowana specjalna grupa, która wyłapywała komunistycznych prowokatorów i wichrzycieli, którzy po prostu wszczynali burdy, awantury po wsiach, psując opinię pielgrzymom. To dlatego ojciec Hani był początkowo taki nieufny wobec chłopaka, który proponował pielgrzymkę córce.  

Władze nawet „przenosiły” sklepy, to znaczy starano się, by w miejscach, gdzie przechodziła pielgrzymka, nie można było kupić żywności. Buntowano też mieszkańców miejscowości, przez które przechodziła pielgrzymka, przeciwko „warszawiakom”. Kto miał samochód, jeździł w nocy do Warszawy po cukier, pieczywo. 

„Ludzie jednak w zdecydowanej większości oddawali pielgrzymom serce” – potwierdza pan Andrzej. W biednych realiach PRL w niektórych przypadkach „pielgrzymka żywiła”. Mieszkańcy wiosek przygotowywali zupę wisienkową, czyli po prostu kompot z wiśni z kluskami i dostawali od pielgrzymów parę złotych. Obie strony ceniły sobie tę pomoc. „A w latach 80-tych wolność szła z nami” – podkreśla pątnik. I ze wzruszeniem podsumowuje: Za wszystko dziękuję Ci Mamo. Za 65 lat pielgrzymowania też. 

Przez ponad trzy wieki Warszawska Pielgrzymka Piesza stała się symbolem polskiego pieszego pielgrzymowania, dziedzictwem Zakonu Paulinów i dobrem narodowym wpisanym na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.

Źródło: KAI 

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »