Ktoś puka do drzwi sąsiada o północy. Przyszedł nieoczekiwany gość, chleba brakuje, a cała rodzina gospodarza już śpi. Zaryglowane drzwi zniechęcają do wstawania z łóżka. Jezus uczy, że gospodarz z powodu natręctwa proszącego w końcu wstanie i zaspokoi jego potrzeby. Ta historia z Ewangelii uczy nas wytrwałości w modlitwie, łatwo ją jednak opatrznie zrozumieć w codziennym życiu.
Bóg nie przypomina pogrążonego we śnie sąsiada wymagającego zamęczania prośbami. Wytrwała modlitwa ma zmienić nas samych. Biskup Hipony tłumaczy to niezwykle bezpośrednio: przez proszenie i szukanie powiększamy nasze wnętrze, aby pomieścić więcej łask. Bóg bywa powściągliwy w udzielaniu odpowiedzi, by wzmocnić nasze pragnienie. Rzeczy przychodzące bez trudu łatwo lekceważymy. Długie oczekiwanie uczy nas wdzięczności i szacunku do otrzymywanych darów. Modlitwa wytrwała oczyszcza też nasze intencje. Przestajemy szukać rzeczy błahych, a zaczynamy pragnąć obiektywnego dobra.
Jezus podsumowuje tę przypowieść obietnicą otwarcia drzwi kołaczącym. Zakończenie fragmentu zawiera jasną obietnicę. Dotyczy ona daru Ducha Świętego dla tych, którzy o Niego proszą. Jest to dar największy z możliwych. Często oczekujemy zmiany okoliczności albo natychmiastowego rozwiązania problemów. Jezus oferuje nam samego Boga. Obecność Ducha Świętego w sercu pozwala przetrwać niezmieniające się trudności. Zastanówmy się dzisiaj, czy w modlitwie szukamy jedynie darów, czy pragniemy spotkać samego Dawcę.