Chrzest to początek naszej drogi do zbawienia i wezwanie do nawrócenia

Chrzest ma fundamentalne znaczenie w życiu chrześcijanina. To wejście na drogę zbawienia, otwartą nam przez Chrystusa. Czy jednak wielu z nas nie zatrzymało się na początku tej drogi, nie dbając o to, by pójść dalej, aż osiągniemy cel?

 

Rozmowa z ks. dr. hab. Pawłem Borto, adiunktem w Katedrze Chrystologii i Eklezjologii Fundamentalnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Chrzest, którego udzielał Jan Chrzciciel nad rzeką Jordan, miał charakter pokutny. Wiązał się z nawróceniem, ze zmianą dotychczasowego grzesznego życia na życie zgodne z przykazaniami Bożymi. Przystępujący do chrztu Janowego wyznawał swoje grzechy i przyjmował pokutę. Dlaczego Jezus przyjął taki chrzest?

Na pewno nie dlatego, że go potrzebował. Ewangelista Mateusz przywołuje dialog Jana Chrzciciela z Jezusem. Jan mówi: „To ja potrzebuję od Ciebie chrztu, a nie Ty ode mnie”. Wtedy Jezus prosi: „Ustąp teraz, tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. W tym dialogu dochodzi do głosu przekonanie Jezusa, że On wchodzi w wody Jordanu po to, by wypełniać wolę Ojca, która Go doprowadzi ostatecznie na krzyż. Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” trafnie opisuje, że Ten, który jest bez grzechu, wchodzi w wody Jordanu - wody, w której ludzie zostawiają swoje grzechy, żeby je wziąć na siebie. To jest właśnie ta sprawiedliwość, o której mówi Jezus. On ma to wszystko wypełnić po to, by wziąć na siebie grzechy ludzkości. Ta scena pisana jest językiem symbolu. Przekraczanie Jordanu przez Izraelitów to także zapowiedź nowej ziemi obiecanej, która będzie otwarta już nie ludzką mocą, ale Duchem Świętym zstępującym tylko na Jezusa. Pokazuje, że to jest Ten, który będzie chrzcił Duchem Świętym, już nie samą wodą.

Niedziela Chrztu Pańskiego kończy okres Bożego Narodzenia. Dlaczego Kościół dosyć późno wyeksponował to święto?

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa na Wschodzie nie świętowało się nic więcej prócz Paschy i uroczystości zesłania Ducha Świętego obchodzonej 50 dni po zmartwychwstaniu Chrystusa. Mniej więcej od IV w., wraz z wolnością, jaką zyskuje chrześcijaństwo, zaczynają się rodzić nowe święta. Święto Chrztu Pańskiego wcale nie jest wyróżnione spośród trzech obchodzonych niemal równocześnie na Wschodzie: Bożego Narodzenia, Objawienia Pańskiego - Trzech Króli i Chrztu Pańskiego. Te trzy święta są uznawane jako momenty, w których Chrystus objawia to, kim naprawdę jest. Wizyta trzech króli to objawienie Chrystusa poganom, Boże Narodzenie - objawienie temu światu w sposób widzialny Boga, Chrzest Pański - objawienie tym, którzy pragnęli nawrócenia i chcieli wkroczyć na drogę przemiany życia. Dopiero w 1955 r. wyróżniono dzień poświęcony wspomnieniu Chrztu Pańskiego jako święto kończące oktawę Objawienia Pańskiego - pierwotnie przypadało ono na 13 stycznia. Później, wraz z reformą liturgii na Soborze Watykańskim II, święto Chrztu Pańskiego zaczęto obchodzić w niedzielę następującą po 6 stycznia, czyli po uroczystości Objawienia Pańskiego. W ten sposób zostały rozróżnione trzy momenty objawienia się Chrystusa ludzkości - moment narodzin, nawiedzenia przez magów ze Wschodu, reprezentantów pogan, i chrzest oznaczający początek publicznej działalności Jezusa, który od tego momentu zaczyna głosić Ewangelię.

Dlaczego tak wielką wagę przywiązuje Kościół do chrztu świętego?

By podkreślić znaczenie chrztu, który otrzymujemy w imię Trójcy Świętej objawionej właśnie przy chrzcie Pańskim. Chodzi tu o chrzest, który jest sakramentalny - inny niż chrzest Janowy, bo tu zaczyna się spełniać obietnica Jana, że On będzie chrzcił w mocy Ducha Świętego.

Podczas chrztu świętego zostaje zgładzony grzech pierworodny, czyli otrzymujemy odnowienie naszej natury, stajemy się dziećmi Bożymi. Rzeczywistość grzechu pierworodnego oznacza, że rodzimy się w stanie, który nie pozwala nam na prawdziwą bliskość z Bogiem i z tego stanu sami nie potrafimy się wyrwać. Podczas tego prostego rytu polegającego obecnie na polaniu wody głową (pierwotnie to było zanurzenie) dokonuje się - w wymiarze dla nas jeszcze niewidzialnym, który musi wzrastać potem przez całe życie - zanurzenie w śmierć i wynurzenie do nowego życia w zmartwychwstaniu z Chrystusem. Chrzest zapoczątkowuje w nas życie Bożej łaski, jest darem darmowym, którego nikt sobie dać nie może, ale może go otrzymać.

Chrzest to nie tylko dar. Wiążą się z nim również obowiązki...

Być może mało kto wie, że sakrament pokuty i pojednania, a więc cały proces nawracania się człowieka, nazywany jest pracowitym chrztem. Na łaskę Bożą trzeba odpowiadać. Odpowiadamy na nią własną pracą, ale także przyjmowaniem kolejnych sakramentów, które rozwijają i umacniają w nas łaskę chrztu świętego. Sakrament Eucharystii, który nas karmi Chrystusem, pozwala, by to życie w Chrystusie w nas się rozwijało. Z kolei sakrament bierzmowania pozwala, żeby umacniał się w nas dojrzały chrześcijanin.

Dlaczego chrzci się niemowlęta? Często można usłyszeć opinię, że to naruszenie wolności człowieka. Co Kościół mówi na ten temat?

Istnieje teza, że w pierwszych wiekach chrzczono tylko dorosłych. Istniał katechumenat, czyli długi proces przygotowania, żeby chrzest był przyjęty w sposób świadomy. Ta teza nie bierze pod uwagę zapisów, które mamy na kartach Pisma Świętego, gdzie mowa jest o tym, że ktoś przyjął chrzest razem z całym swoim domem, czyli wszyscy w tej rodzinie przyjęli chrzest, również dzieci. W przypadku dzieci łaska chrztu uprzedza wszystko, co potem ma nastąpić. Katechumenat, czyli dorastanie do łaski chrztu, jest wpisany w późniejszy rozwój dziecka, w towarzyszenie mu we wzrastaniu w wierze. Natomiast nie zmienia się rodzaj odpowiedzi i przygotowania do przyjęcia tej łaski. W przypadku dzieci nie możemy od nich wymagać niczego więcej. Czy jednak kochający rodzic nie daje dziecku swoich najcenniejszych darów? Rodzice, którzy myślą: „kiedy dorośnie, to zdecyduje”, zapominają o tym, że chrzest święty jest wielkim skarbem i można, i trzeba się nim dzielić od samego początku.

Pojawia się nowa moda, zwłaszcza u celebrytów, aby nie chrzcić dzieci, i koniecznie ogłaszać to publicznie. Tymczasem często są to osoby, które same zostały ochrzczone. Z czego wynika taka decyzja?

Myślę, że jest to niedojrzałość w spojrzeniu na to, czym jest skarb chrztu świętego i chyba także niedojrzałość do tego, aby towarzyszyć dzieciom od początku we wzrastaniu w wierze, umieć dzielić się swoją wiarą. Jeśli ktoś w ten sposób mówi, to znaczy, że sam nie chce mieć nic wspólnego z dzieleniem się wiarą i z przeżywaniem jej jako prawdziwego skarbu swojego życia. Miałem okazję spotkać i przygotowywać do chrztu osoby dorosłe, których rodzice myśleli w ten sposób. Kiedy ma się przed oczami ochrzczone dzieci, które wzrastały w rodzinach chrześcijańskich i którym rodzice towarzyszyli przez całe dzieciństwo i w dojrzewaniu do dorosłości, a potem ma się okazję spotkać takie osoby, o których mowa wcześniej i towarzyszyć im w przygotowaniu do chrztu, to trzeba powiedzieć, że ten drugi proces jest trudniejszy. Łaska Boża potrafi zrobić czasami wiele, ale proszę mi wierzyć, że czasami boli serce, kiedy patrzy się na to, jak trudno tej osobie dać to, co dziecko chwyta w mig. Z czasem dziecięce spojrzenie na świat przemija, ale zostawia pewien ślad w pamięci, rozumieniu świata. Jeśli z tego dziecięcego świata wytnie się pewien obszar, to ono już doświadczenia w tym obszarze nie będzie miało. Często świat wiary u niektórych ludzi kończy się z wiekiem dziecka, ale to doświadczenie z pierwszych lat życia ma duże znaczenie dla późniejszego przeżywania wiary.

Jeśli decyzję o niechrzczeniu dzieci podejmują rodzice, którzy są katolickim małżeństwem, to przy jego zawieraniu zobowiązywali się do tego, że będą wychowywać swoje potomstwo w wierze katolickiej. W takim przypadku nie wypełniają tego zobowiązania.

A co w sytuacji, kiedy rodzice są na bakier z Kościołem, nie praktykują, ale proszą o chrzest dla swojego dziecka?

Tu nie obowiązuje jedna twarda reguła, istnieje potrzeba rozeznania. Najważniejsze staje się to, czy chrzest jest traktowany magicznie czy nie. Magicznie jest traktowany wtedy, kiedy rodzice myślą, że wystarczy tajemniczy ryt, który zapewni ochronę: dziecko nie będzie chorowało itd. Natomiast jeśli mimo tych braków istnieje w rodzicach chęć, mówią: „nam się nie udaje, ale chcielibyśmy, żeby dziecko nauczyło się prawdziwie wiary” i widać, że szukają rodziców chrzestnych, którzy mają pomagać w wychowaniu dziecka w wierze - to jest to sytuacja do rozważenia.

Czy osoba nieochrzczona może osiągnąć zbawienie?

Kościół nigdy nie wypowiedział się na temat tego, kto nie jest zbawiony. Już od początku chrześcijaństwa była świadomość, że istnieją inne formy niż sakrament chrztu, które przyporządkowują do Kościoła i są wyrazem wiary. Na przykład chrzest krwi - uznawano, że ci, którzy oddawali swe życie za wiarę, zostali ochrzczeni własną krwią i w ten sposób otwiera się przed nimi zbawienie. Mówi się o chrzcie pragnienia. Tą formułą określa się każde pragnienie zbawienia, które człowiek nosi w sercu. Ono już w jakiejś mierze przyporządkowuje go do wspólnoty Kościoła, bo w ten sposób pragnie tak naprawdę chrztu. Nie powinniśmy czy nie możemy dzielić ludzi na tych, którzy otrzymali sakrament chrztu i oni na pewno będą zbawieni - bo takiej gwarancji nie ma, i tych, którzy nie są ochrzczeni i z tego powodu nie mają żadnej szansy na zbawienie. Można mówić, że ludzie odrzucają łaskę zbawienia wtedy, gdy czynią to całkiem świadomie. Niekoniecznie więc nieprzyjęcie chrztu oznacza odrzucenie zbawienia - bo można mieć błędną ocenę znaczenia chrztu, a jednocześnie nosić ukryte pragnienie zbawienia.

 

Echo Katolickie 1/2024

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama