Liturgia i teologia trydencka postrzegają Mszę św. przede wszystkim jako uobecnienie Golgoty (ofiara przebłagalna). Sobór Watykański II poucza zaś, że Msza św. uobecnia tajemnicę Golgoty, ale też zmartwychwstania Jezusa. Zmartwychwstanie Chrystusa stanowi kluczowy element odkupienia i sprawowanej Mszy św. Dlatego od samego początku chrześcijanie gromadzili się na Mszy św. w niedzielę, a nie w piątek.
W sierpniu 2026 r. w katechezie o reformie liturgicznej papież Leon XIV mocno podkreślił, że reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II należy do żywej Tradycji Kościoła katolickiego, a pasterze mają strzec liturgii zgodnie z obowiązującymi normami. Miesiąc wcześniej kard. Arthur Roche, prefekt Dykasterii ds. Kultu Bożego, powiedział, że papież nie zamierza zmieniać motu proprio papieża Franciszka Traditionis custodes ani wracać do rozwiązania Benedykta XVI z Summorum Pontificum. Przyjrzyjmy się zatem, jakie przemawiają za tym racje.
Punkt wyjścia i podstawę prowadzonych poniżej analiz stanowi następująca prawda: Msza św. w zreformowanej po Soborze Watykańskim II formie rytu rzymskiego (Novus Ordo Missae), czyli tak jak jest ona obecnie sprawowana, co do istoty nie różni się niczym od Mszy św. w rycie trydenckim. Jedna i druga jest uobecnieniem dzieła odkupienia i jego pamiątką. Nie może być tak, że w jakimś okresie historii Kościoła z racji nieco innego rytu Mszy św. wierni korzystają w większym czy mniejszym stopniu z jej owoców. Jest to niemożliwe.
We Mszy św. trydenckiej, jak i posoborowej uobecnia się ta sama tajemnica: w sposób bezkrwawy męka i śmierć Jezusa oraz Jego chwalebne powstanie z martwych. Jest to element stały i niezmienny poprzez wieki. Stałe i niezmienne są też tego owoce. Zmienia się natomiast rozumienie Mszy św. przez lud Boży i jej oprawa liturgiczna.
Piątek i niedziela
Istota różnicy między Mszą św. w rycie trydenckim a posoborowym leży najpierw w tym, że liturgia i teologia trydencka postrzegają Mszę św. przede wszystkim jako uobecnienie Golgoty (ofiara przebłagalna). Jest to duże zawężenie rozumienia dzieła odkupienia, które uobecnia Msza św. Sobór Watykański II poucza zaś, że Msza św. uobecnia tajemnicę Golgoty, ale też zmartwychwstania Jezusa (Konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, nr 47). Zmartwychwstanie Chrystusa stanowi kluczowy element odkupienia (zob. 1 Kor 15, 13-14) i też sprawowanej Mszy św. Dlatego od samego początku chrześcijanie gromadzili się na Mszy św., upamiętniającej tajemnicę odkupienia, w niedzielę, a nie w piątek, czyli w dzień Jego powstania z martwych. Dzień świąteczny, jakim jest niedziela, wskazuje właściwy kierunek rozumienia dzieła odkupienia i Mszy św. jako jego uobecnienia.
Momentem Mszy św., który uobecnia powstanie z martwych Chrystusa, jest uroczyste orędzie wygłaszane przez kapłana: „Oto Branek Boży …”. Kapłan obwieszcza wtedy wiernym zmartwychwstałego Baranka, który gładzi ludzkie grzechy. Ów Baranek był kiedyś umęczony, ale obecnie od dwóch tysięcy lat jest zmartwychwstały i zasiadający w chwale Ojca. Chrystus jest Barankiem paschalnym, który przeszedł ze śmierci do życia. I ta prawda o Jego śmierci i powstaniu z martwych jest uobecniana podczas Mszy św. – w sposób bezkrwawy i chwalebny.
Ten fakt u początku chrześcijaństwa podkreśla mocno Księga Apokalipsy, przedstawiając Chrystusa jako zmartwychwstałego, chwalebnego i tryumfującego Baranka. Takim Barankiem jest obecnie Chrystus: od dwóch tysięcy lat jest chwalebnym, zwycięskim Barankiem. Tak postrzega Go cała tradycja chrześcijańska. Dlatego ja osobiście podczas Mszy świętej, aby uświadomić ten fakt wiernym, ukazując Hostię, mówię: „Oto zmartwychwstały Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”.
Wezwani na ucztę
Drugi niezmiernie istotny teologiczny wkład odnowionego obrzędu Mszy św. to położenie akcentu na karmienie się Ciałem Chrystusa. Do słów „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” reforma liturgiczna po Soborze Watykańskim II dodała: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę”. Nie ma tych słów w rycie trydenckim. Zostaje mocno podkreślone karmienie się zmartwychwstałym Chrystusem, czyli Msza św. jako uczta paschalna, co nawiązuje do Ostatniej Wieczerzy. Szczytem Eucharystii nie jest rozpamiętywanie męki i śmierci ani powstania z martwych Chrystusa (poprzez obecność na Mszy św.), ale uczestniczenie w tej tajemnicy (!), co dokonuje się poprzez karmienie się Jego Ciałem. Między rozpamiętywaniem a uczestniczeniem jest przepastna różnica.
Karmiąc się Chrystusem, nie tyle rozpamiętujemy Jego mękę i powstanie z martwych, ile mamy w nich udział poprzez korzystanie z ich owoców. Zanurzamy się w sprawowaną tajemnicę odkupienia i razem z Chrystusem stajemy się jej uczestnikami.
Jak mocno karmienie się Chrystusem stanowi istotę Mszy św., uświadamiają też słowa przeistoczenia. Nie przypadkowo zaczynają się one „Bierzcie i jedzcie…”, „Bierzcie i pijcie…”. Przeistoczenie uobecnia w sposób bezkrwawy mękę Chrystusa i jest ściśle powiązane z zachętą do karmienia się Nim, co znaczy, że z owoców odkupienia korzystamy, karmiąc się Ciałem Chrystusa. W rycie trydenckim słowa „Bierzcie i jedzcie…” oraz „Bierzcie i pijcie…” nie są częścią modlitwy konsekracyjnej. Występują one w modlitwie poprzedzającej słowa konsekracji. W rycie posoborowym stały się zaś one – za opisami ustanowienia Eucharystii w Ewangeliach – integralną częścią samej modlitwy konsekracyjnej.
Ciało Chrystusa
Posoborowa teologia liturgii pogłębiła rozumienie Mszy św. jako uczestniczenie w tajemnicy śmierci i powstania z martwych Chrystusa i jako udział w ich owocach poprzez karmienie się Jego Ciałem. Karmienie się Ciałem Chrystusa jest korzystaniem z owoców odkupienia. Moment szczytowy został przesunięty z przeistoczenia (ofiara przebłagalna) na karmienie się Chrystusem powstałym z martwych (radosna uczta paschalna). Uczestniczenie we Mszy św. jest istotowo powiązane z karmieniem się Chrystusem, bo takie jest Jego pragnienie: „Bierzcie i jedzcie…”, „Bierzcie i pijcie…” oraz „Kto spożywa moje Ciało […] ma życie wieczne” (J 6, 54). Kto Go nie spożywa, nie będzie miał życia wiecznego (w. 53).
Dlatego w życiu chrześcijanina nie powinno być Mszy św. bez przyjęcia Chrystusa w komunii św. Stanowi to integralną część jej samej i to w takim stopniu, że decyduje to o tym, czy ktoś uczestniczy we Mszy św. czy tylko jest podczas niej obecny. Niekarmienie się Ciałem Chrystusa czyni nas jedynie biernymi obserwatorami uobecnianych zbawczych wydarzeń, a nie ich uczestnikami, stąd nie korzystamy w pełni z owoców Mszy św.
Dalej, w czasach sprawowania Mszy św. w rycie trydenckim kapłani zachęcali wiernych do udziału w niej słowami: „Słuchajcie Mszy św.!”. Dzisiaj podobnie rozumie się udział we Mszy św. trydenckiej. Jest to bierny udział jako słuchacze. Wierni w liturgii trydenckiej uczestniczą we Mszy św. w ciszy poprzez osobistą modlitwę (np. różańcową) i duchowe łączenie się z kapłanem.
Takie rozumienie Mszy św. byłoby do przyjęcia, gdyby nie fakt karmienia się podczas niej Ciałem Chrystusa. Byłaby ona wtedy uobecnieniem i rozpamiętywaniem wydarzeń zbawczych. Tymczasem fakt karmienia się Ciałem Chrystusa wprowadza nas w tajemnicę życia Chrystusa, Boga i Człowieka, i podnosi wymiar Mszy św. na poziom zjednoczenia z Nim w Jego zbawczym dziele poprzez realny z Nim kontakt; pozwala korzystać z owoców dzieła odkupienia w stopniu, jaki pozostaje nieosiągalny dla kogoś, kto jest obecny na Mszy św., a nie karmi się Chrystusem w komunii św. Fakt bycia obecnym na Mszy św., jej słuchania, rozpamiętywania wydarzeń zbawczych zostaje przekroczony i przewyższony przez zanurzenie się w tajemnicę odkupienia poprzez karmienie się Chrystusem, bo inaczej – mówi Jezus – „[…] nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53b). Karmienie się Ciałem Chrystusa jest kluczowym elementem i szczytowym momentem Mszy św. I ten fakt eksponuje mocno reforma posoborowa.
Po zreformowaniu po Soborze Watykańskim II formy rytu rzymskiego rozumiemy Mszę św. jako uczestniczenie w uobecnianej w sposób bezkrwawy tajemnicy śmierci Chrystusa oraz Jego chwalebnego powstania z martwych – ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z karmienia się Jego Ciałem. Nie jesteśmy słuchaczami, obserwatorami, ale uczestnikami Boskiego życia Chrystusa (co należy postrzegać w powiązaniu z darem Kościoła, czyli ze wszczepieniem nas w Ciało Chrystusa).
Zniesiony podział
Po reformie wierni zostali włączeni we Mszę św. przez czynny udział (głośne odpowiadanie, śpiew, czytanie tekstów Pisma św. podczas liturgii słowa itp.). Został zniesiony podział na aktywny kapłan i bierny lud. Msza św. nie jest obecnie prywatną czynnością kapłana, ale wspólnotową celebracją, w której na mocy chrztu św. uczestniczy cały zgromadzony lud Boży – pod przewodnictwem kapłana. Należy stale przypominać i rozwijać postulat czynnego udziału w niej wiernych (np. podnoszenie razem z kapłanem rąk podczas odmawiania modlitwy „Ojcze nasz”). Wspólnotowy wymiar celebracji jako ludu Bożego dopuszcza w niej udział wielu kapłanów, czyli koncelebrowanie przez nich Mszy św.
Podsumowując, Mszę św. trydencką i posoborową łączy wspólne przekonanie, że uobecnia ona tajemnicę naszego odkupienia. Różnica leży w rozłożeniu akcentów w tej tajemnicy (śmierć – zmartwychwstanie Chrystusa) i w rozumieniu stopnia udziału w niej wiernych: bierne słuchanie (bycie obecnym) i czynne uczestniczenie (poprzez karmienie się Ciałem Chrystusa). Wierni słuchający Mszy św. w rycie trydenckim też karmią się Ciałem Chrystusa i to z tymi samymi skutkami (owocami), ale w liturgii trydenckiej nie zostało to pogłębione teologicznie i nie przypisano temu należnego znaczenia (brak pełnej świadomości tego faktu).
Jedna i ta sama tajemnica
Msza św., czy to w przedtrydenckich formach rytu rzymskiego, czy w rycie trydenckim, czy wreszcie w dzisiejszym posoborowym, zawsze była i jest tym samym uobecnieniem tajemnicy naszego odkupienia. Zawsze była tym samym. Nie zmieniała się jej istota, czyli to, co uobecnia. Zmieniało się i pogłębiało jej rozumienie. Dzisiaj postrzegamy ją jako dar Chrystusa z siebie w postaci dania się nam jako pokarm w komunii św. (radosna uczta paschalna), co jest owocem Jego śmierci i powstania z martwych. Chrystus cierpiał i powstał z martwych, abyśmy mieli przystęp do Boga, a to spełnia się tu na ziemi w najwyższym stopniu w komunii św.
Cóż większego może otrzymać tu na ziemi człowiek niż karmienie się Ciałem Chrystusa? Sam Bóg daje się nam cały! Daje się nam Chrystus kiedyś umęczony, a dzisiaj zmartwychwstały, uwielbiony i tryumfujący. I w takie życie, swoje życie, nas wprowadza. Od dwóch tysięcy lat Chrystus nie wisi na krzyżu, ale zasiada w chwale Ojca i pociąga nas ku sobie. Ku takiemu życiu ostatecznie zmierzamy (przypowieści Jezusa o wspaniałej uczcie niebieskiej) i ono będzie naszym udziałem przez całą wieczność. I tej rzeczywistości doświadczamy już obecnie podczas Mszy św.
We Mszy św. posoborowej, w jej rozumieniu idziemy w kierunku, w którym motyw tryumfu, czyli chwały i radości (radosna uczta paschalna), przeważa nad motywem ofiary, czyli cierpienia (przebłaganie za grzechy). To drugie miało kiedyś miejsce w sposób krwawy, ale z chwilą powstania z martwych Chrystusa skutkuje dla nas obecnie wieczną (niekończącą się) ucztą paschalną. Tajemnica odkupienia dokonuje się we Mszy św. w sposób bezkrwawy i chwalebny, czyli w radości, co dochodzi najmocniej do głosu w komunii św. Nasza pozytywna odpowiedź na zaproszenie na Jego ucztę, czyli udział w niej, jest naszym odkupieniem, wejściem w Boże życie.
Dziękczynienie
W początkach chrześcijaństwa w powyższy sposób rozumiano Eucharystię. Świadectwem tego jest wczesnochrześcijańskie pismo Didache powstałe z końcem I w. Dominuje w nim motyw chwalebny, radosny i dziękczynny: „Dziękujemy Ci, Ojcze nasz, …”. Chrześcijanie wyrażają wdzięczność za dzieło odkupienia i karmienie się Chrystusem. Czynią to w słowach: „Nam zaś darowałeś pokarm duchowy oraz napój i żywot wieczny [jaki one dają], przez Jezusa, Syna Twego”. Ten kierunek rozumienia Mszy św. potwierdza najstarsza Modlitwa Eucharystyczna, czyli II (druga), która swymi korzeniami sięga nawet 215 roku. Ani razu nie pojawia się w niej termin „ofiara” w odniesieniu do dzieła odkupienia dokonanego przez Chrystusa.
Dzieło odkupienia w początkach chrześcijaństwa jest rozumiane w sensie daru Chrystusa z siebie dla nas. Mamy przystęp do Boga. Radujmy się tym i dziękujmy za ten dar. Chrystus przelał wprawdzie za nas krew, ale obecnie zasiada w chwale Ojca i to w tym Jego chwalebnym stanie mamy aktualnie udział. Oddaje to wczesnochrześcijańskie określanie Mszy św. terminem „Eucharystia”, czyli dziękczynienie, okazanie Bogu wdzięczności. Skupianie się głównie na rozpamiętywaniu męki Jezusa stanowi zawężenie dzieła odkupienia i w konsekwencji treści i przesłania Mszy św. Jego męka i śmierć były krótkim etapem (!) w drodze do obecnego trwałego stanu Jego niebieskiej chwały. Konsekwentnie, w miejsce określenia „Najświętsza Ofiara” – w duchu pierwotnego Kościoła i pogłębionego rozumienia Mszy św. – pełniejszym określeniem jest „Najświętsza Eucharystia”, bo odnosi się do całego dzieła odkupienia. Chociaż podczas Mszy św. jest uobecniana w sposób bezkrwawy męka i śmierć Chrystusa, to jako Zmartwychwstały niezmiennie doświadcza On chwały nieba, zasiadając po prawicy Ojca. I ku takiemu życiu nas pociąga – w sposób szczytowy karmiąc się Jego Ciałem.
Przemawiają za tym nie tylko argumenty teologiczne, ale również fakty historyczne. Wiązanie ofiary Chrystusa ze świętością występuje już w początkach Kościoła, ale określenie „święta ofiara” w odniesieniu do Mszy św. wprowadził oficjalnie do kanonu rzymskiego papież Leon Wielki w V w. Określenie zaś „Najświętsza Ofiara” przypieczętował Sobór Trydencki (1562, sesja 22). Od tamtego czasu weszło ono do oficjalnego języka Kościoła. Określanie zaś Mszy św. terminem „Eucharystia” ma znacznie dłuższą historię i jest datowane na koniec I w.
Dążcie do tego, co w górze
Często mówi się, że podczas Mszy św. Pan Jezus zstępuje na ołtarz. To stwierdzenie nie jest poprawne teologicznie. Otóż Chrystus zniżył się do naszego poziomu, zstępując na ziemię – tylko raz, dwa tysiące lat temu. Obecnie zasiada w chwale Ojca i nie zniża się więcej do naszej ziemskiej kondycji, ale podnosi nas do swego poziomu, porywa ku niebu. Nie tyle należy mówić, że podczas Mszy św. Pan Jezus zstępuje na ołtarz, ile że nas zgromadzonych wokół ołtarza porywa ku sobie, podnosi do chwały nieba. Podnosi nas realnie do rzeczywistości nieba, bo karmimy się boskim pokarmem, Nim samym, który zaprowadza w nas stan nieba.
Jest to model, który poprawnie definiuje naszą obecną sytuację zbawczą i relację z Bogiem. Apostoł Paweł wyraża to w słowach: „Dążcie do tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Ojca” (Kol 3, 1). Chrześcijanin ma mieć wzrok skierowany ku górze, ku Chrystusowi zasiadającemu w chwale Ojca. Gdyby Chrystus zniżał się dzisiaj do naszego poziomu, to nasza sytuacja byłaby tragiczna. Lecz On nie zniża się więcej do naszego poziomu, ale podnosi nas do swego; upodabnia do siebie i podnosi do chwały nieba.
Abba, czyli Tata
Takie elementy Mszy św. jak odprawianie jej w języku ojczystym czy sprawowanie jej przez kapłana twarzą do ludu, choć drugorzędne względem omówionych dotychczas, są też istotne, chociażby z tej racji, że tak wyglądało to podczas Ostatniej Wieczerzy i w pierwszych wiekach. Kto się upiera, przykładowo, że Msza św. powinna być sprawowana w języku łacińskim, przynajmniej z dwóch powodów nie ma racji: 1) żeby pozostać konsekwentnym, musiałaby być sprawowana dzisiaj w języku greckim, jak miało to miejsce w pierwszych wiekach; wtedy jednak nie uznano za desakralizację Mszy św. przejścia z jęz. greckiego na łaciński, 2) powinien też czytać Pismo św. w językach oryginalnych, hebrajskim i greckim, a nie w przekładzie polskim, żeby być konsekwentnym w swoim myśleniu.
Ryt trydencki jest bogatszy w modlitwy, bardziej tajemniczy i majestatyczny, i przez to pociągający, lecz jednocześnie przez to samo tworzy dystans z Bogiem, który słusznie znosi ryt posoborowy. Ten drugi wprowadza nas w bezpośredni kontakt z Chrystusem jako Jego bracia i siostry.
Chrystus w osobie kapłana staje twarzą do nas, nie plecami, i zaprasza do swego stołu. W osobie kapłana zwraca się do nas w języku, który rozumiemy, bo nie chce, abyśmy utracili cokolwiek z tego, co do nas mówi. Chrystus nie tworzy dystansu z nami, ale pragnie jak największej bliskości. Kto to rozumie, nie będzie podczas Mszy św. zajmował w kościele ostatnich miejsc, pod przysłowiowym chórem, ale będzie siadał w pierwszych rzędach.
Bóg w Chrystusie stał się nam bliski. Jak bardzo stał się bliski, wyraża, przykładowo, zwracanie się do Niego „Abba”, czyli z języka aramejskiego „Tato” (forma familiarna). W ten sposób w ówczesnym Izraelu dzieci zwracały się do swych ojców. Bóg nie wprowadza różnicy z ziemskimi rodzicami w zwracaniu się do siebie. Chce, abyśmy do Niego zwracali się tak samo, co znaczy, iż pragnie, abyśmy weszli z Nim w podobnie bezpośrednią, serdeczną i otwartą (śmiałą) relację. Nie każe nam zwracać się do siebie „Panie”, „Sędzio”, ale „Ojcze-Tato”, co podczas Mszy św. dochodzi do głosu w odmawianej modlitwie „Ojcze nasz”.
Msza Wszechczasów
Zarzuty pod adresem obecnego rytu Mszy św. jakoby przedstawiał „mniejszą wartość” w porównaniu z rytem trydenckim, albo nawet że został przygotowany przez masonów, są nieprawdziwe i wynikają z niewiedzy. Trudno sobie wyobrazić, aby masoni byli autorami tak głębokiego, poprawnego i nawiązującego do początków chrześcijaństwa rozumienia Mszy św. jako uczestniczenie w uobecnianym dziele odkupienia, a nie tylko bycie jego świadkami, słuchaczami (ryt trydencki). Teologicznie, rozumienie Mszy św. w rycie trydenckim nie wytrzymuje konfrontacji z jej rozumieniem w zreformowanym rycie posoborowym.
Załóżmy jednak sytuację, że posoborowe rozumienie Mszy św. nie jest pełne czy nawet zawiera jakieś niedoskonałości. Otóż nie zmieni to niczego, ponieważ istota Mszy św. jako uobecnienie tajemnicy naszego odkupienia, z którego owoców korzystamy, karmiąc się Ciałem Chrystusa, nie zostaje naruszona. W tym sensie czy to Msza św. trydencka, czy posoborowa każda z nich jest pełnym udziałem w tajemnicy naszego odkupienia. Różnica leży w stopniu rozumienia przez człowieka tego udziału. Trzeba przyznać z pokorą, że stale odkrywamy tajemnicę tego udziału.
Msza św. w rycie trydenckim jest określana Mszą Wszechczasów. Wzniosłe i dumne określenie, którego nie należy jej odmawiać, ale należy koniecznie dodać, że w równym stopniu odnosi się ono do zreformowanego rytu posoborowego. Każda bowiem Msza św. jako uobecnienie dzieła odkupienia, śmierci i powstania z martwych Jezusa, i danie nam za pokarm Ciała Chrystusa, jest wydarzeniem na skalę wszechczasów.
Ku poznaniu prawdy
Na zakończenie prośba o to, aby nie odnosić się do jednej czy drugiej formy rytu rzymskiego Mszy św. z pogardą czy nawet tylko z niechęcią, bo każda z nich uobecnia tę samą tajemnicę naszego odkupienia. Odnowa posoborowa nie zmieniła istoty Mszy św., ale w głębszy i poprawniejszy sposób ją zinterpretowała, czego rozumienie stale wydobywa teologia liturgii. Nie mówmy o żadnej z obu form rytu rzymskiego źle, bo wtedy z pogardą czy niechęcią odnosimy się do samego Chrystusa, który jest w nich w równym stopniu uobecniany. Do obu form odnośmy się z szacunkiem należnym obecnemu w nich Chrystusowi. Ale nie możemy jednocześnie pozostać obojętni na fakt pogłębionego rozumienia Mszy św. po Soborze Watykańskim II.
W 2007 roku papież Benedykt XVI przywrócił szerszą możliwość sprawowania liturgii Mszy św. według rytu rzymskiego (motu proprio Summorum Pontificum), czyli tzw. Mszę św. trydencką. Dlaczego? Bo czy to w rycie trydenckim, czy w rycie posoborowym, uczestniczymy w tej samej tajemnicy: uobecniamy dzieło naszego odkupienia i czerpiemy tę samą zbawczą korzyść (owoce) poprzez karmienie się Ciałem Chrystusa – pomimo różnicy w rozumieniu samej Mszy św. Różnica nie leży w istocie Mszy św., ale w jej rozumieniu przez człowieka (aspekt teologiczny), z czym wiążą się pewne różnice w słowach, gestach czy oprawie liturgicznej. Z racji nadużyć, jakie pojawiły się po decyzji Benedykta XVI, papież Franciszek ograniczył swoim motu proprio Traditionis custodes możliwość sprawowania Mszy św. w rycie trydenckim, wyznaczając konieczne do spełnienia warunki.
Skoro obecna forma rytu rzymskiego Mszy św., wprowadzona po Soborze Watykańskim II, w istotny sposób pogłębia i poszerza jej rozumienie, należy zachęcać do udziału w formie rytu posoborowego, aby podążać drogą, jaką Duch Boży prowadzi Kościół ku pełniejszemu poznaniu prawdy.
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.