We Mszy uobecnia się całe Misterium Chrystusa. Ta prawda nie może jednak przesłonić charakteru ofiarniczego Eucharystii. Prawda o ofiarniczym charakterze Mszy jest bowiem dogmatem Kościoła. Msza jest prawdziwą ofiarą, uobecnieniem tej samej zbawczej ofiary, która dokonała się na krzyżu Chrystusa – podkreśla o. Jan Strumiłowski OCist.
Kilka lat temu na jednej z Mszy wysłuchałem kazania, na którym kaznodzieja z wielkim taktem, ale i stanowczością pouczał wiernych, że gdyby prawdziwie rozumieli, czym jest Msza, i prawdziwie w tę prawdę wierzyli, to z Mszy wychodziliby śpiewając i tańcząc w radosnych pląsach. Po Mszy, w zakrystii, powiedziałem temu kapłanowi, że gdyby wierni zdawali sobie sprawę z tego, czym jest Msza, to wyszliby z niej raczej głęboko wstrząśnięci i pełni nabożnej zadumy i miłosnej wdzięczności względem Boga.
Owo przeświadczenie o eksplozji radości, która winna towarzyszyć uczestnikom Mszy, wynika z przeświadczenia, że Msza jest nie tylko uobecnieniem Ofiary Chrystusa, ale jest właściwie uobecnieniem całego Misterium Chrystusa, a więc także Jego Zmartwychwstania. Taki pogląd, oczywiście prawdziwy, jest stosunkowo często przedstawiany przez wielu wiernych. Szczególnie chętnie powołują się na niego entuzjastyczni reformatorzy Mszy, którzy chcieliby w jej obręb wprowadzić więcej radości, tańca, może i humoru. Przecież jeżeli przeżywamy na Mszy Zmartwychwstanie, to żadna radość nie może być zbyt duża i przesadzona. Ale nawet ci, którzy wiernie pragną zachowywać przepisy liturgiczne, także często w reakcji na przedstawienie teologii Mszy koncentrującej się na jej ofiarniczym charakterze, jakby z pewną zapobiegliwością i rozwagą, odczuwają potrzebę natychmiastowego podkreślenia, że Msza jest także wyrazem i uobecnieniem Zmartwychwstania. Jakby w obliczu podkreślania ofiarniczego charakteru towarzyszył im lęk, że tak przedstawiona katolicka teologia byłaby jednocześnie niepełna i zbyt ciążąca ku pewnemu dramatyzmowi. Jakby miało to świadczyć, że niektórzy katolicy w rozumieniu Mszy za bardzo skupiają się na cierpieniu, tajemnicy krzyża i śmierci.
Podkreślić należy, że co do zasady prawdą jest, iż we Mszy uobecnia się całe Misterium Chrystusa – nawet nie tylko Jego Misterium Paschalne, ale całe Misterium obejmujące wszystkie tajemnice zbawcze: a więc Wcielenie, nauczanie, mękę i śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie. Jednakże nie oznacza to, że wszystkie te tajemnice są uobecniane we Mszy w taki sam sposób jak Ofiara Chrystusa. Nim jednak zarysujemy ową różnicę, warto przypomnieć, w jaki sposób Msza jest prawdziwą Ofiarą Pana.
Msza święta jest ofiarą – to dogmat Kościoła
Prawda o ofiarniczym charakterze Mszy jest dogmatem Kościoła. Msza jest prawdziwą ofiarą – dokładnie tą samą Ofiarą, która dokonała się dwa tysiące lat temu w historii. Nie jest Msza powtórzeniem lub jakby zwielokrotnieniem tej jedynej Ofiary, ale jest jej uobecnieniem. Oznacza to, że podczas Mszy nie dokonuje się taka sama lecz numeryczni inna (kolejna lub powtórzona) ofiara jak dwa tysiące lat temu, lecz dosłownie uobecnia się ta sama Ofiara. Nie oznacza to oczywiście, że podczas Mszy Chrystus powtórnie umiera. Nie dzieje się tak nie dlatego, że Msza jest nie do końca prawdziwym uobecnieniem historycznej Ofiary, lecz właśnie dlatego, że dokładnie co do istoty jest dosłownie tą samą ofiarą. Czyli podczas Mszy Chrystus nie umiera jeszcze raz, ale uobecnia się dokładnie ta sama Jego śmierć, a właściwie ta sama Jego ofiara, która w Jego śmierci dwa tysiące lat temu dokonała się raz na zawsze. Kościół stwierdza, że jest to ta sama Ofiara: ten sam jest Chrystus, który ją składa, i ten sam Chrystus, który jest składany w ofierze. Różnica jest taka, że dwa tysiące lat temu ta ofiara dokonała się historycznie w fizycznym ciele Chrystusa, a podczas Mszy ta sama rzeczywistość uobecnia się bezkrwawo, lecz sakramentalnie, ale nie mniej realnie i prawdziwie.
Zatem sakramentalne uobecnienie dotyczy dokładnie aktu ofiary. Mówiąc bardziej ściśle, podczas Mszy uobecnia się jedno wydarzenie, które rozpoczęło się, kiedy Pan Jezus zasiadł ze swoimi uczniami, aby z nimi spożywać Paschę. Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy celebrował Paschę, nadając jej jednak nowy i ostateczny sens: ustanowił Eucharystię jako sakramentalne uobecnienie swojej Paschy, której Ofiara dokonała się na krzyżu. Nie składał więc w tej Passze baranka, ale składał w ofierze samego siebie. Ustanowiony przez Niego w Wieczerniku obrzęd nie był jedynie obrzędem upamiętniającym czy w sposób symboliczny opowiadającym o jakimś przyszłym wydarzeniu. Był sakramentalnym uprzedzeniem Ofiary, która następnego dnia historycznie dokonała się na krzyżu, dokładnie w momencie, w którym Chrystus wypowiada słowa: „Wykonało się” i oddaje ducha. I dokładnie ta sama rzeczywistość, ten sam akt, uobecnia się sakramentalnie podczas Mszy.
Sakrament to więcej niż akt symboliczny
Jednakże, jak wspomniałem na początku, również prawdą jest, że we Mszy uobecnia się szerzej rozumiane Misterium Chrystusa. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że uobecnia się ono w taki sam sposób. Zatem we Mszy uobecnia się Zmartwychwstanie, ale nie w taki sposób, jakby było ono drugim aktem, uobecnianym obok Jego ofiary. Takie rozumienie może sugerować tradycyjna katecheza, która różnym obrzędom Mszy przypisuje różne tajemnice zbawcze – np. moment, w którym kapłan wpuszcza do kielicha z Krwią cząstkę Ciała Pańskiego, często odczytywany był jako wyraz tajemnicy Zmartwychwstania. Jednak o ile podwójna konsekracja jest aktem sakramentalnym, to znaczy aktem, który rzeczywiście jest momentem uobecnienia ofiarniczej śmierci Chrystusa, o tyle połączenie Ciała i Krwi w kielichu jest aktem symbolicznym – obrzędem, który wyraża pewną prawdę, lecz jej nie uobecnia w tak istotowy sposób.
Zmartwychwstanie i inne tajemnice zbawcze we Mszy są uobecniane jakby pośrednio. Po pierwsze w ten sposób, że Ofiara Chrystusa nie jest izolowanym aktem oderwanym od innych tajemnic, lecz jest konsekwencją tajemnic wcześniejszych (np. Wcielenia) i jest nierozerwalna z tajemnicą Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Jest ona z nimi organicznie i wewnętrznie złączona. Jeszcze bardziej uobecniają się te tajemnice we Mszy w taki sposób, że na Mszy uobecnia się prawdziwy, realny Chrystus – ten sam, który dwa tysiące lat temu chodził po ziemi, Ten sam, który umarł i zmartwychwstał, i ten sam, który siedzi po prawicy Ojca. Podczas Mszy zatem w swoim Ciele i Krwi uobecnia się prawdziwy Chrystus Zmartwychwstały. A Chrystus nigdy nie może być rozumiany w oderwaniu od swojego Misterium. Właściwie Jego Osoba i Jego misterium poniekąd stanowią jedno – tak dalece, że Chrystus nie tylko ofiarował się Ojcu, ale sam jest tą Ofiarą. Nie tylko zmartwychwstał, ale sam jest Zmartwychwstaniem. I w takim właśnie sensie Msza uobecnia również inne tajemnice zbawcze.
Zatem o ile prawidłowo można twierdzić, że zarówno tajemnica Męki i śmierci, jak i tajemnica Zmartwychwstania są obecne we Mszy, o tyle nie można powiedzieć, że Msza realnie i sakramentalnie uobecnia wydarzenie Zmartwychwstania tak samo, jak uobecnia wydarzenie Jego Ofiary. We Mszy jest realnie obecne Wcielone Słowo Boże, ale nie uobecnia się akt wcielania. Natomiast akt Ofiary Chrystusa realnie zostaje uobecniony.
Włączeni w Ofiarę Chrystusa zmierzamy ku Zmartwychwstaniu
Więc prawdą jest, że we Mszy uobecniona jest nie tylko tajemnica Jego Ofiary, ale i tajemnica Jego Zmartwychwstania. Jeśli jednak ktoś tej formuły chciałby użyć dla uzasadnienia pewnej równowagi między obecnością tych dwóch tajemnic we Mszy, myliłby się. A z tego wynika, że Zmartwychwstanie jest we Mszy obecne i przeżywane nie w ten sam sposób, co Ofiara Chrystusa. Nie oznacza to jednak, że Chrystus Zmartwychwstały jest w Eucharystii obecny mniej realnie. Obecny jest cały i żywy Chrystus; inaczej natomiast uobecniane jest samo wydarzenie Jego Zmartwychwstania. We Mszy uczestniczymy przede wszystkim w Jego ofierze, aby rzeczywiście z Nim i w Nim współofiarować się Ojcu, by w przyszłości dostąpić zmartwychwstania. Zmartwychwstanie tymczasem, które jest de facto udziałem w Zmartwychwstaniu Jezusa dla nas realnie dokona się w przyszłości – chociaż w życiu Zmartwychwstałego dzięki Mszy uczestniczymy w pewnym stopniu już teraz. Natomiast nasze ofiarowanie, które jest włączeniem w Jego jedyną Ofiarę, jest możliwe w pełni już teraz w każdej Mszy.
Zatem chociaż podczas Mszy uobecniają się w jakiś sposób wszystkie tajemnice zbawcze, to jednak nie uobecniają się w taki sam sposób. Sakramentalne uobecnienie Ofiary Chrystusa jest rzeczywistym aktem, który dokonuje się we Mszy, a wierni mogą w nim rzeczywiście uczestniczyć, składając wraz z Chrystusem samych siebie Ojcu. A jeśli tak jest, to raczej nie zalecałbym przeżywania Mszy w tańcach, pląsach i ze śmiechem na ustach. Wydaje się, że w obliczu Ofiary krzyżowej Chrystusa jedynym pląsającym (i to i tak przedwcześnie) było piekło. We Mszy wchodzimy w misterium Chrystusa, wchodzimy w Jego Paschę, w Jego przejście z tego świata do domu Ojca. Jednak owoce tego przejścia w tym świecie pozostają dla nas nie dokonanym faktem, lecz bardziej obietnicą Bożej miłości – której już w jakiś sposób w wierze i nadziei po części kosztujemy. Nie oznacza to oczywiście, że każda radość podczas mszy jest czymś niestosownym. Spotkanie ze Zmartwychwstałym powinno rodzić głęboką i autentyczną radość – ale raczej radość duchową. Bo uczestnicząc we Mszy dotykamy Zmartwychwstania, które już nam jest w zadatku dane, ale jeszcze nie zrealizowane w pełni. A droga do zmartwychwstania zawsze prowadzi przez tajemnice krzyża i śmierci – jednak dzięki Mszy w te tajemnice wchodzimy wraz z Chrystusem, a nawet w zjednoczeniu z Nim.