Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


św. Jan Chryzostom

HOMILIE NA EWANGELIĘ WEDŁUG ŚW. MATEUSZA
(część druga: homilie 41-90)

Źródła Myśli Teologicznej
Seria pod redakcją: Adama Bandury, Arkadiusza Barona, Tytusa Górskiego, Henryka Pietrasa i Edwarda Stańka
Z języka greckiego przełożył
Ks. Arkadiusz Baron (homilie: 41-60)
Jan Krystyniacki (homilie: 1-40. 61-90)
Rewizja przekładu (homilie: 1-40. 61-90)
Ks. Arkadiusz Baron
Uwspółcześnienie tekstu
Ks. Arkadiusz Baron (homilie: 1-40. 61-90)
Elwira Buszewicz (homilie: 1-40. 75-87)
Opracowanie tekstu i przypisy (homilie: 1-90) Ks. Arkadiusz Baron
Wydawnictwo WAM - Księża Jezuici; Kraków 2001; Redakcja: Arkadiusz Baron;
ISBN 83-7097-929-7


HOMILIA XLIX: Mt 14, 13-22

(PG 58, 495-504)

(14, 13) Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i ze wszystkich miast poszły za Nim pieszo.

1. Czy widzisz, że zawsze się oddala: kiedy Jan został wydany (por. Mt 4, 12), gdy został ścięty (por. Mt 14, 1-13) oraz gdy Żydzi usłyszeli, że On pozyskuje więcej uczniów. Chciał bowiem wypełniać większą część swego zadania w sposób właściwy ludziom, ponieważ nie nadszedł jeszcze czas, by objawił wyraźnie swe Bóstwo. Dlatego również uczniom polecił, aby nikomu nie mówili, że On jest Chrystusem (por. Mt 16, 20); chciał bowiem, by po Jego zmartwychwstaniu stało się to bardziej oczywiste (por. Mt 17, 9). Dlatego dla tych Żydów, którzy do tego czasu nie uwierzyli, był niezbyt surowy, a nawet pobłażliwy. Usuwając się nie udał się do miasta, lecz na miejsce pustynne, i to w łodzi, by nikt za Nim nie poszedł.

Zwróć uwagę, że uczniowie Jana przywiązali się odtąd bardziej do Jezusa. Oni donieśli Mu o tym, co się zdarzyło (por. Mt 14, 12). Porzuciwszy wszystkich, teraz do Niego się uciekają. W ten sposób [Jezus], pomimo nieszczęścia dzięki wcześniej udzielonej odpowiedzi, osiągnął nie małą rzecz(115).

Ale dlaczego nie odszedł zanim Mu donieśli, skoro wiedział o tym wydarzeniu wcześniej, niż oni Go powiadomili? Aby we wszystkim pokazać prawdziwość [zbawczego] planu (ľ). Chciał, żeby przekonali się o tym nie tylko na podstawie [Jego] zewnętrznego wyglądu, ale także na podstawie czynów. Wiedział bowiem o złości diabła i o tym, że uczyni on wszystko, by podkopać tę wiarę ().

Dlatego odszedł. Mimo to tłumy nie rozeszły się, ale idą za Nim trzymając się Go. Nie odstraszył ich nawet tragiczny los Jana (por. Mt 4, 10-13). Tak wielkie jest przywiązanie, tak ogromna jest miłość, że wszystko zwycięża i usuwa niebezpieczeństwa. Właśnie dlatego od razu otrzymali odpłatę. (14, 14) Gdy Jezus wysiadł, powiada, ujrzał wielki tłum. Zlitował się () nad nimi i uzdrowił ich chorych. Jeśli nawet wielka była ich gorliwość, to czyny /Jezusa/ przewyższały wszelką odpłatę. Dlatego jako przyczynę dokonania uzdrowienia podaje miłosierdzie (), miłosierdzie spotęgowane: i uzdrawia wszystkich. Nie wymaga tu wiary, ponieważ przejawia się ona w tym, że przyszli, że opuścili miasta, że szukali Go gorliwie oraz nie opuszczali nawet wtedy, gdy dokuczał im głód. Chcąc ich również nakarmić, nie czyni tego sam z siebie, ale czeka, by Go wezwano. Zawsze przestrzega tego, o czym mówiłem, by nie przystępować do czynienia cudów z własnej inicjatywy, ale na prośbę.

Dlaczego nie podszedł do Niego nikt z tłumu i nie przemówił za nimi? Bardzo się Go bali, a z racji pragnienia słuchania Go nie odczuwali nawet głodu. Nawet uczniowie przystąpiwszy do Niego nie mówią: «Nakarm ich», bo jeszcze nie byli doskonali, ale co? (14, 15) A gdy nastał wieczór, przystąpili Jego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustynne i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą [do wsi] i zakupią sobie żywności». Skoro nawet po cudzie nie pamiętali tego co się stało (por. 14, 14), a po owych koszach, gdy [Jezus] nazwie kwasem naukę faryzeuszów (por. Mt 16, 5-12), będą mniemać, że mówi o chlebie, to tym bardziej teraz, gdy nie widzieli jeszcze takiego cudu, jakże mogliby przypuszczać, że zdarzy się coś takiego(116). A przecież uzdrowił wcześniej wielu chorych(117), lecz nawet po tym nie spodziewali się tego cudownego rozmnożenia chleba; tak byli jeszcze wówczas niedoskonali.

Zwróć uwagę na mądrość Nauczyciela, jak mądrze wzywa ich do wiary. Nie powiedział od razu: «Nakarmię ich», bo nie byłoby w to łatwo uwierzyć, ale co mówi? (14, 16) Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść». Nie powiedział: «Dam im», lecz: Wy dajcie. Wciąż jeszcze zwracali się do Niego jako do człowieka. Nawet wtedy nie wznieśli się wyżej i nadal rozmawiają jak z człowiekiem, (por. 14, 17A) mówiąc: (14, 17B.) Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. Dlatego Marek powiada, że nie rozumieli jeszcze, bo serce ich było zaślepione (por. Mk 6, 52). Ponieważ pełzali jeszcze po ziemi, On zarządza to, co do Niego należało, (por. 14, 18A) mówiąc: (14, 18B.) Przynieście Mi je tutaj. Wprawdzie miejsce jest pustynne, ale obecny jest Ten, który żywi świat; wprawdzie minął czas, ale rozmawia z wami Ten, który nie podlega czasowi. Natomiast Jan powiada, że chleby były jęczmienne (por. J 6, 9), podkreślając to nie bez przyczyny, lecz aby nas pouczyć, byśmy gardzili wyszukanymi stołami. Tak [ubogi] był również stół proroków.

(14, 19) Następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, kazał tłumom usiąść na trawie, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dał je swoim uczniom, uczniowie zaś tłumom. (14, 20) Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. (14, 21) Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

(Chrystus jest Bogiem. Dziękczynienie przed jedzeniem.

Przeciwko Marcjonowi i Manesowi)

2. Dlaczego spojrzał w niebo i odmówił błogosławieństwo? Trzeba było, by uwierzono, że pochodzi od Ojca, i że jest Mu równy(118). Wydawało się jednak, że dowody tego są sobie przeciwne. Równości dowodziło to, że czynił wszystko z mocą, natomiast w Jego pochodzenie od Ojca nie uwierzyliby, gdyby nie działał z wielką pokorą, nie odnosił wszystkiego do Niego i nie wzywał Go do tego, co czynił. Właśnie dlatego, aby obie rzeczy zostały potwierdzone nie czynił wyłącznie ani jednego ani drugiego, ale raz czyni cuda z mocą, raz - wznosząc modlitwę.

Aby się nie wydawało, że kryje się w tym sprzeczność, w trakcie mniejszych cudów wznosi oczy do nieba, w trakcie większych natomiast czyni wszystko z mocą, abyś wiedział, że również w trakcie mniejszych postępuje tak nie dlatego, by miał skądinąd odbierać moc, lecz aby uczcić Ojca. Nie widać, by się modlił: kiedy odpuszczał grzechy (por. np. Mt 9, 2); kiedy otworzył raj i wprowadził tam łotra (por. Łk 23, 43); gdy z wielką mocą zniósł dawne prawo (por. Mt 5, 17-48); gdy wskrzeszał tylu umarłych (por. np. Mt 9, 23-25); gdy uspokoił morze (por. Mt 8, 23-27); gdy ujawniał ukryte ludzkie myśli(119); gdy otworzył oczy niewidomemu (por. np. Mt 9, 27-31), a te czyny może spełnić jedynie Bóg; lecz gdy zamierzał rozmnożyć chleby, co jest o wiele mniejsze niż wszystko tamto, wtedy wznosi oczy do nieba, i dlatego, aby potwierdzić to, o czym mówiłem, i pouczyć nas, byśmy nie jedli, dopóki nie złożymy dziękczynienia Temu, który daje nam tę żywność.

Dlaczego nie czyni tego z niczego? Aby zamknąć usta Marcjonowi i Manichejczykowi, którzy odmawiali Mu bycia Stwórcą, i aby czynami nas pouczyć, że świat widzialny jest Jego dziełem i stworzeniem; aby pokazać, że On sam jest tym, który daje owoce, który powiedział na początku: „Niechaj ziemia wyda rośliny zielone" (Rdz 1, 11); oraz: „Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych" (Rdz 1, 20).

/Rozmnożenie chleba/ nie jest od tego mniejsze. Tam powstawało coś z rzeczy nieistniejących, były także rzeczy z wody. Jednakże nie mniejsze od zrodzenia ziół z ziemi i płazów z wody jest rozmnożenie do takiej ilości pięciu chlebów oraz ryb. Dowodziło to, że On jest Panem ziemi i morza. Jeśli zawsze czynił swe cuda wobec ludzi zdjętych niemocą, wyświadcza także ogólne dobrodziejstwo, aby tłumy nie były jedynie świadkami tego, czego doznawali inni, lecz również uczestnikami tego daru.

/Jezus/ czynem dowodzi tego, co Żydom wydawało się na pustyni dziwne. Mówili przecież: „Czyż także potrafi dać chleba" (Ps 78/77, 20) lub: „Czyż potrafi nakryć stół na pustyni" (Ps 78/77, 19)? Dlatego też wyprowadza ich na pustynię, aby cud dokonał się bez jakiegokolwiek podejrzenia i żeby nikt nie sądził, że żywności dostarczyło jakieś leżące w pobliżu miasteczko. Dlatego wspomina też o czasie, a nie tylko o miejscu.

Dowiadujemy się także o innej rzeczy: o powściągliwości () uczniów w rzeczach koniecznych oraz o tym, że nie zważali na jedzenie. Będąc w liczbie dwunastu mieli tylko pięć chlebów i dwie ryby; tak mało dbali o ciało, a dbali jedynie o pożytek duchowy. Jednak nawet tej odrobiny nie zatrzymali, lecz dali, kiedy zostali o to poproszeni. Na tej podstawie powinniśmy się nauczyć, że choćbyśmy mieli mało, to i tak należy to dać potrzebującym. Gdy zostali wezwani, by przynieśli te pięć chlebów, nie mówią: «A skąd my weźmiemy pożywienie? Czym my zaspokoimy nasz głód?», ale natychmiast posłuchali.

Oprócz tego, co powiedziałem, wydaje mi się, że dlatego zdziałał ten cud na podanych chlebach, by obudzić w nich większą wiarę, gdyż jeszcze nie mieli silnej wiary. Dlatego też wznosi oczy do nieba. Mieli bowiem wiele przykładów innych znaków, ale żadnego takiego. Wziąwszy zatem chleby, połamał i rozdał je za pośrednictwem uczniów, aby w ten sposób ich docenić, a nie tylko docenić, lecz aby w czasie spełniania się cudu uwierzyli, a gdy przeminie, aby o nim nie zapomnieli, gdyż będą o tym świadczyć ich ręce. Dlatego pozwala, aby najpierw tłumy poczuły głód; czeka, aż oni wpierw zbliżą się i zapytają; przez nich każe im usiąść, przez nich rozdziela, chcąc każdego pozyskać ich własnym słowem i czynem. Dlatego też z ich rąk bierze chleb, aby było wiele świadectw tego zdarzenia i aby oni zachowali wspomnienie tego cudu. Jeśli nawet po tych zdarzeniach zapomnieli, to cóż dopiero stałoby się, gdyby tego w ten sposób nie zaplanował? I nakazuje im usiąść na trawie, by nauczyć tłumy poprzestawania na małym (). Nie pragnął jedynie nakarmienia ciał, lecz również pouczenia dusz.

3. Zatem poprzez miejsce, przez to, że nie dał im nic innego oprócz chleba i mięsa, że dał wszystkim to samo i uczynił wspólnym, że żadnemu nie dał więcej niż drugiemu, uczył nas pokory, wstrzemięźliwości, miłości(120), abyśmy byli przejęci ku sobie wzajemnie tym samym uczuciem i abyśmy wszystko uważali za wspólne (por. Dz 2, 44; 4, 32). (14, 19) Połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Połamał i dał te pięć chlebów, i te pięć wytryskały w rękach uczniów jak źródło. Cud nie ograniczał się do tego, lecz sprawił, iż nawet zostało. A zostały nie całe chleby, a ułomki, by pokazać, że były to ułomki z tamtych chlebów i by dowiedzieli się o tym zdarzeniu także ci, którzy nie byli obecni.

Dlatego dozwolił, aby rzesze były głodne, ażeby nikt nie uznał tego zdarzenia za iluzję. Dlatego też sprawił, aby pozostało dwanaście koszy, aby również Judasz miał co nieść. [Jezus] mógł zaspokoić ich głód, lecz uczniowie nie poznaliby wtedy Jego mocy, bo stało się to również za czasów Eliasza (por. 1 Krl 17, 8-14). W każdym razie Żydzi tak się tym zdumieli, że nawet chcieli obwołać Go królem (por. J 6, 15), chociaż przy innych znakach wcale tego nie czynili.

Jakież słowa zdołają wyrazić, jak chleby tryskały jakby ze źródła, jak płynęły na pustkowiu, jak wystarczyło ich dla tak wielu (bo było ich pięć tysięcy oprócz kobiet i dzieci, a to, że zbiegały się kobiety i mężczyźni, było największą pochwałą dla ludu); skąd wzięły się ułomki (bo nawet to nie jest mniejsze niż poprzednie), że było ich aż tyle, iż ilość koszów dorównała liczbie uczniów, a nie więcej ani nie mniej? Kazawszy zaś zebrać ułomki, dał je nie tłumom, lecz uczniom (por. Mt 16, 9-10); tłumy były bowiem mniej doskonałe niż uczniowie.

(Szczerość i skromność Chrystusa rozmnażającego chleb. Trzeba unikać przepychu. Jak należy przystępować do stołu świętego)

Po dokonaniu cudu (14, 22) Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Jeśli w Jego obecności mogło się wydawać, że jest to iluzja, a nie rzeczywistość, która prawdziwie się dokonała, to po Jego oddaleniu się już to nie grozi. Dlatego właśnie, oddając rzecz do dokładnego zbadania, rozkazał oddalić od siebie tych, którzy otrzymali pamiątkę i dowód Jego cudów. Również innym razem, gdy dokonuje wielkich rzeczy, oddala uczniów i tłumy (por. np. Mt 15, 39), ucząc nas, byśmy nie gonili za sławą u ludu i abyśmy nie ściągali do siebie tłumów. Gdy mówi: przynaglił, wskazuje, że uczniowie bardzo się go trzymali. Ich odesłał w celu oddalenia od tłumu, a sam oddalił się, ponieważ chciał wstąpić na górę; uczynił to zaś, by nas nauczyć, że ani nie należy ciągle przebywać z tłumem, ani też stale unikać ludu, lecz dla pożytku czynić obie te rzeczy na przemian, według potrzeby.

Uczmy się i my być blisko Chrystusa, lecz nie dla otrzymania widzialnych darów, aby nie wyrzucano nam tego tak jak Żydom. Albowiem powiada: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale żeście jedli chleb do sytości" (J 6, 26). Dlatego nie czyni tego znaku często, ale powtarza go jeszcze tylko raz (por. Mt 15, 32-39), by ich nauczyć, aby nie służyli brzuchowi(121), lecz starali się ustawicznie o rzeczy duchowe.

Trzymajmy się tego także my, szukajmy chleba niebieskiego, a otrzymawszy go, porzućmy wszelką doczesną troskę. Jeśli tamci porzucili wszystko: domy, miasta, krewnych i przebywali na miejscu pustynnym oraz nie odeszli, mimo że dokuczał im głód, tym bardziej my, którzy przystępujemy do takiego stołu, powinniśmy okazywać większe samozaparcie (), pragnąć rzeczy duchowych, a dopiero po nich starać się o rzeczy doczesne. Przecież i oni nie zostali skarceni za to, że szukali Go dla chleba, ale za to, że [szukali] tylko dlatego i przede wszystkim dlatego (por. J 6, 26). Jeśli ktoś pogardza wielkimi darami, a ugania się za małymi, to pozbawia się jednych i drugich, ponieważ tymi ostatnimi dawca każe gardzić. Podobnie, jeśli pożądamy pierwszych, dodaje również te drugie. Są one bowiem dodatkiem do tamtych; w porównaniu z tamtymi są one tak małe i nędzne, chociażby nawet były wielkie. Nie starajmy się więc o nie nadmiernie, lecz ich nabycie czy utratę uważajmy za rzecz obojętną ()(122). Tak samo Hiob ani nie przywiązywał się do nich wówczas, gdy je posiadał, ani nie szukał ich wtedy, kiedy je utracił (por. Hi 1, 13-22). Nie dlatego określa się je jako «dobra» (ľ), byśmy mieli je zakopywać, lecz abyśmy ich dobrze używali (ľ)(123).

Podobnie jak między rzemieślnikami każdy posiada właściwą sobie umiejętność, tak i bogacz nie umie kuć żelaza, budować okrętów, tkać tkanin, stawiać domów ani żadnej innej z podobnych rzeczy; niechaj więc nauczy się należycie używać bogactwa, miłosiernie obdarzać ubogich, a posiądzie sztukę lepszą od tamtych.

(Wartość miłosierdzia wobec ubogich. Przeciw smakoszom i zbytkom)

4. Umiejętność ta przewyższa wszystkie tamte sztuki(124). Jej warsztat urządzony jest w niebie. Nie ma ona narzędzi z żelaza czy stali, lecz z dobroci i dobrej woli (ľ). Jej nauczycielem jest Chrystus i Jego Ojciec. Powiada bowiem: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz" (Łk 6, 36), „który jest w niebie" (Mt 6, 9). Godne podziwu jest [zwłaszcza] to, że umiejętność ta będąc o tyle szlachetniejszą od tamtych, nie wymaga ani trudu, ani czasu, by być uprawianą: wystarczy chcieć, i wszystko spełnione.

Przyjrzyjmy się, jaki jest jej cel. Jakiż więc jest jej cel? Niebo, dobra niebieskie, owa niewypowiedziana chwała, duchowe przybytki, błyszczące lampy, mieszkanie z oblubieńcem i to wszystko inne, czego żadna mowa nie zdoła wyrazić, ani żaden rozum pojąć(125). W ten sposób i z tego względu zachodzi wielka różnica między nią a innymi sztukami. Bo większość sztuk jest nam potrzebna do życia doczesnego, natomiast ta również do przyszłego.

A jeśli tak bardzo różni się od tych sztuk, które są nam koniecznie potrzebne do życia doczesnego, na przykład od sztuki lekarskiej, budowniczej i innych tym podobnych, to o wiele bardziej od innych, których nawet nikt nie nazwałby sztukami, gdyby je odpowiednio ocenił. Dlatego tych związanych ze zbytkiem ja nawet nie nazywałbym sztukami. Bo w czym jest dla nas pożyteczna sztuka kucharska przyrządzania wyszukanych sosów(126)? W niczym. Przeciwnie, są nawet bardzo niepotrzebne i szkodliwe, szkodzą ciału i duszy, ponieważ wprowadzają ojca wszelkich chorób i namiętności: zbytek wraz z wielkim głodem zaszczytów(127).

Przynajmniej ja, nie tylko tych, ale nawet biegłości w malarstwie i hafcie nie nazwałbym sztuką, prowadzą one bowiem do niepotrzebnych wydatków. Natomiast sztuki powinny dotyczyć rzeczy koniecznych i ważnych dla naszego życia, je wytwarzać i dopracowywać. Bóg po to dał nam mądrość, abyśmy wymyślali sposoby, dzięki którym moglibyśmy utrzymać nasze życie. A na co - powiedźcie mi - przydało się przedstawianie zwierząt na ścianach czy na sukniach? Z tego samego powodu należałoby usunąć wiele rzeczy z rzemiosła szewskiego i tkackiego. Wprowadzili bowiem do niego wiele wulgarności ( ), zepsuli to, co było w nim konieczne, łącząc ze sztuką jej wypaczenie; ma to miejsce również w budownictwie. Dopóki buduje domy, a nie teatry, wykonuje rzeczy potrzebne, a nie zbyteczne, nazywam to sztuką. Podobnie tkactwo, jak długo wytwarza suknie i przyodziewki, a nie wzbudza wielkiego śmiechu, nie naśladuje tkanin pajęczych i nie szerzy niewypowiedzianej zniewieściałości, określam mianem sztuki.

Podobnie sztuce szewskiej, dopóki będzie dostarczać obuwia, nie odmówię miana sztuki. Gdy jednak zacznie nakłaniać mężczyzn do zwyczajów (ľ) kobiecych, gdy poprzez obuwie będzie ich prowadzić ku zniewieściałości i wygodom, zaliczymy ją do szkodliwych i zbytkownych, i nie będziemy jej nazywać sztuką.

Wiem ja dobrze, że wielu [z was] się wydaje, iż zatrzymuję się długo nad drobiazgami. Mimo to nie zaprzestanę. Bo przyczyną wszelkiego zła jest właśnie to, że uważamy te grzechy za małe i zaniedbujemy je. «Cóż może być mniejszym grzechem - ktoś powie - niż mieć ozdobny i błyszczący bucik, dopasowany do nogi; jeśli w ogóle jest czymś słusznym nazywanie tego grzechem?»

Chcecie zatem, bym się na tym zatrzymał i przedstawił, jak wielka to nieprzyzwoitość? Nie będziecie się gniewać? Owszem, gniewajcie się, nie wiele na to zważam. Bo wy, którzy nawet nie uważacie tego za grzech, jesteście przyczyną tej głupoty i w ten sposób zmuszacie nas do występowania przeciwko tej rozrzutności ().

(Przeciwko zbytkowi w obuwiu)

5. A więc przyjrzyjmy się temu i zobaczmy, jakim to jest złem. Jeśli przyszywacie do obuwia jedwabne tkaniny, których nie przystoi nawet wstawiać do sukien, czyż nie jest to próżność (), czyż nie zasługuje to na wyśmianie? Jeśli nie zważasz na nasze zdanie, posłuchaj głosu Pawła, który bardzo surowo tego zakazuje, a wtedy zrozumiesz, że to rzecz śmieszna. Cóż zatem /Apostoł/ mówi? „[Podobnie kobiety, w skromnie zdobnym odzieniu]... nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem" (1 Tm 2, 9). Czyż zasłużysz na jakieś przebaczenie, jeśli Paweł nie pozwala mężatce nosić drogich szat, a ty nawet z obuwiem łączysz tę głupotę i wymyślasz tysiące rzeczy dla tej ośmieszającej próżności? Bo z tego powodu budujesz okręt, zbierasz majtków, przyjmujesz kapitana okrętu i sternika, rozwijasz żagle, płyniesz po morzu, porzuciwszy żonę, dzieci, ojczyznę, a kupiec powierza swe życie morskim bałwanom, udaje się do barbarzyńskich krajów, naraża się z powodu tych tkanin na niezliczone niebezpieczeństwa, abyś ty, otrzymawszy je po tych wszystkich trudach, przyszywał je do obuwia i zdobił skórę. Cóż może być gorszego niż taka głupota?

Dawniej(128) tak nie było, ale [postępowano] jak przystoi mężczyznom. Dlatego obawiam się, że z biegiem czasu nasza młodzież będzie używać damskich butów i nie będzie się tego wstydzić. A co gorsza, ojcowie patrząc na to nie oburzają się, lecz uważają to za rzecz obojętną.

Czy chcecie, abym powiedział wam o czymś jeszcze gorszym, {że dzieje się to, podczas gdy liczni ludzie są ubodzy}(129)? Chcecie, bym przedstawił wam Chrystusa głodnego, nagiego, nie mającego nigdzie stałego mieszkania, związanego? (por. Mt 8, 20; 25, 35-40) Na ileż piorunów nie zasłużycie sobie, jeśli nie zważacie, że On nie ma niezbędnego pożywienia, a wy z takim zaangażowaniem przyozdabiacie skóry? Przecież On, gdy dawał wskazówki swym uczniom, nie pozwolił mieć nawet butów (por. Mt 10, 10; Łk 10, 4); my natomiast nie tylko nie chcemy chodzić boso, ale nawet w takim obuwiu, jak powinniśmy.

Cóż jest gorszego niż taka przewrotność? Cóż bardziej śmiesznego? Świadczy to, że dusza jest zniewieściała, nieludzka, okrutna, próżna i dziwaczna. Kiedyż ktoś zajmujący się takimi niepotrzebnymi rzeczami zdoła zwrócić swą uwagę ku czemuś, co jest koniecznie potrzebne? Kiedy taki młodzieniec zdoła zatroszczyć się o swą duszę albo dowiedzieć się, że ma również duszę? Ten, kto czuje się zmuszony podziwiać takie rzeczy, będzie małoduszny; okrutny zaś będzie ten, kto z powodu takich spraw zaniedbuje ubogich; i wreszcie ten, kto poświęca temu całe swe staranie, nie będzie posiadał żadnej cnoty.

Kiedyż zdoła spojrzeć w niebo ten, kto starannie roztrząsa szlachetność tkanin, świeżość barw, wyhaftowany na nich bluszcz? Kiedyż będzie podziwiać piękno /niebios/ ten, kto zachwyca się pięknością skór i pochyla się ku ziemi? Tymczasem Bóg rozpostarł niebo i zapalił słońce, aby pociągać wzrok ku górze. Ty natomiast zmuszasz się, by pochylać się ku ziemi jak czynią to wieprze i słuchasz diabła. Rzeczywiście to ten zły demon wymyślił tę szpetotę, aby odciągnąć cię od tamtego piękna. Dlatego cię tu przyciągnął, a Bóg pokazujący niebo ustępuje przed diabłem pokazującym skóry, a właściwie nawet nie skóry, bo również one są dziełem Boga, lecz głupotę oraz wypaczoną sztukę.

A młodzieniec przechadza się pochylony ku ziemi. Ten, który otrzymał rozkaz zgłębiania () rzeczy dotyczących niebios, bardziej się szczyci tymi [przyziemnymi, przekonany] jakby czynił coś wielkiego; kroczy ostrożnie po rynku i niepotrzebnie sam się zamartwia i denerwuje, by w zimie nie zabrudzić butów błotem a w lecie nie zakurzyć ich pyłem.

Co mówisz, człowieku? A więc z powodu tej rozrzutności całą duszę zanurzyłeś w błocie i nie zważasz, że tarza się po ziemi, a o buty tak się niepokoisz? Dowiedz się, do czego one służą i wstydź się zdania, jakie masz o nich. Obuwie wynaleziono dlatego, byś stąpał po błocie, gnoju i po wszelkich nieczystościach na posadzce. A jeśli nie możesz tego ścierpieć, to weź je i zawieś sobie na szyi albo włóż na głowę [i chodź boso, aby twoje wspaniałe buty się nie pobrudziły].

6. Śmiejecie się, słysząc to; mnie natomiast chce się płakać nad szaleństwem tych ludzi i nad ich troską o takie rzeczy. Chętniej powalaliby oni własne ciało błotem, niż te skóry. W ten sposób stają się małoduszni, a z innej jeszcze strony - chciwi na pieniądze. Kto przyzwyczaił się przepadać bez opamiętania za takimi rzeczami, ten potrzebuje wielkich wydatków, a także wielkich dochodów na stroje i na wszystkie inne rzeczy. Jeśli ma hojnego ojca, wtedy staje się jeszcze większym niewolnikiem, przesadzając w tej szalonej namiętności; jeśli natomiast ma ojca skąpego, wówczas jest zmuszony poniżać się i w innych rzeczach, by zbierać pieniądze na takie wydatki.

Dlatego wielu młodzieńców sprzedało nawet swoją młodość; poszli jako pieczeniarze(130) do bogaczy i podjęli się innych niewolniczych usług, aby za to kupić sobie to, co dogadzało tym ich namiętnościom. Na tej podstawie widać, że taki człowiek będzie chciwy i małoduszny, że nie będzie dbać o rzeczy potrzebne, że znajdzie się w sytuacji, w której z konieczności będzie popełniać wiele innych grzechów. Nikt nie zaprzeczy, że będzie on też okrutny i próżny. Okrutny, ponieważ ujrzawszy ubogiego nawet nie zechce na niego spojrzeć, zajęty swym strojem, który będzie zdobić złotem, a ubogim, ginącym z głodu, będzie pogardzać. Próżny, bo nawet w drobnych sprawach nauczy się ubiegać się o uznanie patrzących. Jestem przekonany, że nawet przywódca nie jest tak dumny ze swych zwycięstw i ze swego wojska, jak ci bezwstydni młodzieńcy z ozdób swego obuwia, ze swych powłóczystych szat i ufryzowanych włosów. Chociaż wszystkie te rzeczy są dziełem innych mistrzów. Jeśli zaś ludzie nie przestają chełpić się cudzymi dziełami, to kiedy przestaną własnymi?

Czy mam przytoczyć jeszcze inne przykłady, gorsze od tych, czy to wam wystarczy? Zatem tu należy zakończyć moją przemowę, bo nawet to powiedziałem z powodu tych, którzy się sprzeciwiają i nie widzą w tym nic zdrożnego. Dobrze wiem, że wielu ludzi młodych nie zwróci nawet uwagi na me słowa, skoro raz już popadło w tę szaloną namiętność; mimo to nie należało pomijać tego milczeniem. Rodzice bowiem, którzy mają rozum i dotąd jeszcze nie popadli w tę chorobę, nawet mimo oporu potrafią sprowadzić ich na drogę przyzwoitości.

Nie mów więc: «[Nie mam] nic przeciwko temu, nic przeciwko tamtemu», gdyż to - właśnie to - wszystko prowadzi do zguby. Również w tym względzie należy ich wychowywać, a na podstawie tego, co wydaje się małe, czynić ich szlachetnymi, wielkodusznymi, lekceważącymi swe stroje(131). Abyśmy w ten sposób znaleźli ich wyróżniających się także w wielkich rzeczach (por. Łk 16, 10). Cóż jest bardziej podstawowego niż początkowe nauczanie liter? A jednak stąd biorą się mówcy, sofiści i filozofowie; jeśli [ludzie młodzi] nie poznają liter, to nigdy się nimi nie staną.

Powiedzieliśmy to nie tylko do młodzieńców, ale także do kobiet i dziewcząt. Bo i one podlegają takim błędom, i to o tyle bardziej, o ile bardziej pannie potrzebna jest skromność. Uważajcie zatem, że to, co zostało powiedziane do innych, zostało wystosowane również do was, abyśmy nie musieli ponownie tych samych rzeczy omawiać.

Czas już modlitwą zakończyć mowę. Módlcie się więc z nami wszyscy, aby młodzieńcy należący do Kościoła przede wszystkim mogli żyć przyzwoicie i dożyć sędziwego czasu starości. Tym bowiem, którzy tak nie żyją, nie należy życzyć doczekania starości. Za tych zaś, którzy już w młodości żyją jak ludzie sędziwi wiekiem, modlę się, aby doczekali jak najpóźniejszej starości, aby byli ojcami dobrych dzieci, aby byli pociechą dla swych rodziców, a przede wszystkim dla Boga, ich Stwórcy, aby usunęli wszelką chorobę, nie tylko w odniesieniu do obuwia czy odzieży, lecz także każdą inną.

Gdyż czym jest nieuprawiona rola, tym jest zaniedbana młodość wszędzie wydająca wiele cierni. Rozpalmy więc [w sobie] ogień Ducha [Świętego] i wypalmy złe żądze, uprawmy [nasze] niwy, uczyńmy je podatnymi na przyjęcie nasienia (por. Mt 13, 3-8) i pokażmy, że nasi młodzieńcy są bardziej roztropni aniżeli cudzoziemscy starcy. Roztropność () jest bowiem godna podziwu, gdy jaśnieje w młodości, jak znów ktoś roztropny na starość niewielką otrzymuje nagrodę, gdyż w swym wieku znajduje wystarczające wsparcie. To jest niezwykłe: cieszyć się spokojem wśród burzy, nie spalić się w gorącym piecu oraz w młodości nie zachowywać się zuchwale.

Miejmy to na uwadze i naśladujmy błogosławionego Józefa, który jaśniał tymi wszystkimi [cnotami], abyśmy dostąpili takich samych koron, jak on (por. Rdz 39). Obyśmy ich wszyscy dostąpili z łaski i dobroci Pana naszego Jezusa Chrystusa, któremu wraz z Ojcem i Duchem Świętym chwała teraz, zawsze i na wieki wieków. Amen.

Przypisy

115.  Zapewne aluzja do Mt 11, 2-15; zob. także MtHom 36, 1-2 (ŹMT 18, 421-424).

116.  W tekście greckim występuje czas przeszły; dla łatwiejszego rozumienia oddaję to zdanie w czasie przyszłym.

117.  Por. Mt 4, 23-24; 8 - 9 oraz 14, 14.

118.  Wypowiedź o charakterze antyariańskim.

119.  Jan Chryzostom często o tym wspomina jako o rzeczy możliwej jedynie dla Boga. Por. Jr 17, 10; J 2, 24-25. Zob. powyżej MtHom 26, 2: w ŹMT 18, 318; 27, 2: 332; 29, 2: 349-350; 30, 1: 353 przypis 1; 32, 1: 374 przed wierszem 9, 30B; 41, 1 tekst odnośny do przypisu 3; 42, 1 wyjaśnienie wiersza 12, 34B; 51, 3 wyjaśnienie wiersza 15, 11; 54, 4 wyjaśnienie wiersza 16, 23; 70, 1 wyjaśnienie wiersza 22, 18B(2x); 70, 2 wyjaśnienie wierszy 22, 21D oraz 22, 28B. Zob. ponadto MtHom 23, 3: 288 wyjaśnienie wiersza 7, 7; 34, 2: 404 wyjaśnienie wiersza 10, 30.

120.  Greckie: , , .

121.  Por. Flp 3, 19 () w homilii Jan Chryzostom używa słowa .

122.  Jest to zapewne echo arystotelesowskiego rozróżnienia rzeczy z natury dobrych, złych i obojętnych - por. Arystoteles, Etyka wielka I, 1183b. Jan Chryzostom często odwołuje się do tego rozróżnienia - por. RzHom 11, 3 (w przekładzie polskim: Kraków 1995, t. I/1, 165 przypis 13); 13, 7 (t. I/1, 207 przypis 52) oraz 19, 6 (Kraków 1998: t. I/2, 321 przypis 54).

Zob. poniżej MtHom 51, 5 przypis 12.

123.  Gra słów. Greckie słowo ľ oznacza «majątek, mienie, pieniądze» i w NT pojawia się między innymi w Mk 10, 23 = Łk 18, 24; Dz 8, 18; 24, 26. Czasownik zaś ľ oznacza «używam, korzystam».

Zakopywać (ľ) - zapewne aluzja do Mt 25, 18, gdzie w kontekście przypowieści o talentach pojawiają się terminy (pieniądze) oraz (pieniądze), które przez jednego z biorców zostały zakopane ().

W MtHom 78, 2 Jan Chryzostom pomija wiersz Mt 25, 18. Jednakże posiadane przez nas «dobra» rozumie szeroko, jako nasze możliwości czynienia dobra - zob. poniżej MtHom 78, 3, gdzie mówi o możliwościach nie tylko ekonomicznych, ale także fizycznych.

124.  W znaczeniu: rzemiosła.

125.  Dobra niebieskie - por. Mt 7, 11; niewypowiedziana chwała - por. J 17, 5. 22. 24; Dz 7, 55; duchowe przybytki - por. Ef 2, 19-22; 1 P 2, 5; błyszczące lampy - por. Mt 25, 1-13; mieszkanie z oblubieńcem - por. Mt 25, 10; wszystko inne, czego żadna mowa nie zdoła wyrazić, ani żaden rozum pojąć - por. 1 Kor 2, 9.

126.  Tak tłumaczę greckie: . J. Krystyniacki oddał to tak: „marynowanie ryb czy przyprawianie przysmaczków" (t. II s. 251).

127.  Tak tłumaczę greckie: ľ ľ ľ ľ ľ. J. Krystyniacki tłumaczy to następująco: „przez to, że roskosz, matkę wszelkich chorób i namiętności z wielką okazałością wprowadzają" (t. II s. 251).

Greckie znaczy także: «przepych, dogadzanie sobie, swawolę, rozkosz». Terminy oraz ľ są rodzaju żeńskiego; zaś «zbytek» oraz «głód zaszczytów» są rodzaju męskiego, dlatego zmieniam «matkę» na «ojca».

128.  W tekście greckim mamy . J. Krystyniacki prawdopodobnie słusznie to tłumaczy: „nie takie było dawne obuwie" (t. II s. 253). Jednakże wyraz «obuwie» pojawia się od razu w następnym zdaniu.

129.  Tak tłumaczę greckie: . J. Krystyniacki oddał to: „że u wielu się to dzieje, chociaż są biednymi" (t. II s. 253).

130.  Por. powyżej MtHom 48, 6 przypis 14.

131.  Jan Chryzostom używa tu słowa ľ, które oznacza także to, co zewnętrzne, widoczne dla oczu.

opr. ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: miłosierdzie kaznodzieja cud egzegeza skromność Jedwab Homilie św. Jan Chryzostom Złotousty ewangelia według św. Mateusza teologia biblijna przypowieści chleb rozmożenie obuwie
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W