Zrobiłem źle, a nie mam poczucia winy. Co z moim sumieniem?

Poczucie winy nie zawsze musi być adekwatne do rozmiaru popełnionego zła. Czasem odczuwamy silną winę, choć faktycznie nie popełniliśmy grzechu, innym razem - nie mamy poczucia winy, a jednak bardzo kogoś skrzywdziliśmy.

 

O poczuciu winy i wstydzie

W ujęciu słownikowym, encyklopedycznym wina wynika z popełnionego złego czynu. Sam czyn czasem nazywany jest winą. A kiedy mówimy o czyjejś winie, to myślimy o stanie psychicznym wyboru człowieka, zdecydowania się na czyn zły. Człowiek jest bowiem istotą wolną i świadomą, potrafi wybierać to czego chce, mając zarazem świadomość charakteru i konsekwencji swojego czynu. Z kolei czyn zły, dokonany bez świadomości wiąże się z winą nieumyślną. Kiedy pojawia się wina, pojawia się też odpowiedzialność za to czego się dokonało. Człowiek powinien ponieść konsekwencje swojego czynu.

Sama wina określa popełnione zło. Przy czym kwestia określenia tego co jest złe, na czym to zło polega, rozróżnienia między tym co dobre i złe, dopuszczalne albo nie, jest bardzo szerokim zagadnieniem. W tej dziedzinie istnieją różne tradycje, różne określenia. Najczęściej gdy mówimy o winie, mamy na myśli pewne zło moralne i związaną z tym winę moralną. Jednakże w dziedzinie moralności również istnieją różne koncepcje i etyki (np. pojęcie moralności socjalistycznej, która niekoniecznie pokrywała się z moralnością chrześcijańską). Pojęcie winy odnosi się też do wielu innych dziedzin, w szczególności prawa.

Różne rodzaje winy

Wina w ujęciu prawnym, o której orzeka się w sądzie, to wina na podstawie przekroczenia jakiegoś prawa. Ktoś przekroczył przepis prawa i zostaje uznany winnym jakiegoś czynu. Przy czym powiązanie prawa z moralnością może być żadne, a czasem bywa i tak, że prawo jest amoralne i cnotą jest działanie wbrew niemu. Powinno tak być, że to co jest moralnie złe, powinno być w prawie określone jako zło, zaś dobro moralne winno być dobrem w prawie. Niemniej, w rzeczywistości bywa inaczej.

Ponadto jest wiele innych dziedzin, gdzie używa się pojęcia winy, a nie ma to nic wspólnego z moralnością, lecz opiera się na takich czy innych konwencjach i zawsze odnosi się do tego, co w tych konwencjach czy przepisach nazywa się złem. Na przykład przepisy ruchu drogowego, które skądinąd często się zmieniają. Coś w pewnym okresie jest dozwolone, a w innym nie i tak ten sam czyn w różnym czasie podlega zupełnie innej ocenie pod kątem winy.

Jeszcze bardziej niezależne od moralności są różne konwenanse związane z zachowaniem, ubiorem itp. (np. savoir-vivre, normy zachowania w dyplomacji). I tak, ktoś poprzez zachowanie niezwiązane z moralnością, ale sprzeczne z określonymi zasadami, może być winnym określonej sytuacji, która skądinąd (np. w dziedzinie dyplomacji) może mieć swoje konsekwencje negatywne. Samo zachowanie zaś nie jest tu złem moralnym.

Może być wreszcie tak, że są środowiska, w których wartości są odwrócone, np. w środowiskach przestępczych, gdzie za dobre uznawane są zachowania obiektywnie złe (np. wulgarność, chamstwo) i winnym się czuje ten, kto od tego odstaje. Do tego dochodzi kwestia posłuszeństwa wobec szefów np. grupy przestępczej, gdzie niewykonanie polecenia polegającego na dokonaniu przestępstwa, jest źródłem poczucia winy. W podobnym kontekście – przykład partyzanckiej zasady wspominanej przez ks. Tischnera, że „najgorzej to nie zabić w porę” – winnym może być ten, kto nie zabił wroga w odpowiednim czasie, przez co nie udała się akcja. Dochodzi także kwestia winy w sporcie, np. odpowiedzialność za stratę bramki w piłce nożnej, kwestia winy bramkarza, obrońców itp.

Wina określa zatem jakieś „zło”, które człowiek popełnia. Np. stracona bramka, jako zło, bo drużyna ponosi negatywne konsekwencje. Z winą jest więc ten problem, że jest ona bardzo szerokim pojęciem.

Wina w ujęciu psychologicznym

Od strony psychologicznej, wina występuje jako przykre odczucie. Człowiek czuje się pognębiony, winny. Wina często podcina poczucie wartości, godność osobową człowieka, szczególnie u osób z zaburzoną tożsamością. Mało tego, wina w praktyce jest potężną siłą negatywną. Można to zaobserwować chociażby w reakcjach osób, którym coś się zarzuca. Taka osoba zaraz się zaczyna tłumaczyć, względnie kontratakować. Jest to niemal automat – jak tylko ktoś usłyszy zarzut, że coś źle zrobił, nie dopełnił, to zaczyna się obrona, usprawiedliwienia. Mechanizm ten ukazuje jak niebezpiecznym dla nas i nielubianym uczuciem wywołującym poczucie winy. Dlatego staramy się zawsze być niewinni. Czasami (co widać najlepiej w obserwacji) poczucie własnej godności u osoby obwinianej jest tak mocne, że człowiek jest w stanie robić wszystko („zamiatanie pod dywan”, wypieranie psychologiczne), aby uchodzić za niewinnego, co prowadzi niekiedy wręcz do zaprzeczania faktom. Klasycznym przykładem takiego mechanizmu są ujawniane przypadki współpracy z komunistycznymi służbami (abstrahując od odrębnego zagadnienia rzetelności i prawdziwości zachowanych dokumentów bezpieki). Ludzie są w stanie iść w obronie swojej godności, niewinności w zaparte do tego stopnia, że zaprzeczają oczywistej prawdzie, na zasadzie twierdzenia, że „2 + 2 = 18” i sugerowaniu interlokutorowi, że wskazywany przez niego prawidłowy wynik, jest wyłącznie jego prywatnym poglądem. Mechanizm ten pokazuje jak mocnym i ważnym doświadczeniem dla człowieka jest poczucie winy, jakim jest problemem i jak go przytłacza.

Wina moralna

Dla nas kluczowe znaczenie ma jednak wina moralna. Pojawia się jako obciążenie za czyn moralnie zły. Rodzi się w sumieniu, które „mówi” nam, co jest dobre a co złe. Klasycznie mówi się, że sumienie jest osądem rozumu praktycznego, który określa, że dany czyn jest dobry albo zły. Pojawia się jednak problem, gdyż w naszym wnętrzu występuje szereg innych głosów podszywających się pod sumienie, które jednak sumieniem nie są. Struktura superego odkryta przez psychoanalizę, jest przykładem przeciwieństwa sumienia. Różnice poznaje się tu po owocach. Gdy zadziała superego i człowiek go posłucha, wówczas czuje się niekomfortowo, jest zgnębiony. Gdy posłucha sumienia, czuje się wolny i zrealizowany. Sumienie w istocie jest całkowicie przeciwne do superego. Kompleksy i różnorakie natręctwa i nerwice to także różne czynniki paraliżujące człowieka od wewnątrz przy różnych działaniach. Kwestia sumienia nie jest zatem oczywista, zarazem istnieje zasadniczy problem z myleniem sumienia i superego.

Wina a grzech

Kolejnym zagadnieniem jest to na ile można utożsamiać winę z grzechem. Wina, która pojawia się w kontekście moralności i etyki, jest pojęciem uniwersalnym. Z kolei grzech ma wymiar religijny, jest winą wobec Boga. W przestrzeni myślenia niewierzącego, ateisty, agnostyka grzechu nie ma, bo w konsekwencji niewiary w Boga nie uznaje on także istnienia grzechu. Dla wierzących wina i grzech to praktycznie to samo. Przykład syna marnotrawnego Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie (Łk 15, 21). Porządkiem właściwym u człowieka religijnego jest podwójny wymiar grzechu w relacji do Boga i do drugiego człowieka. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40) – te słowa Pana Jezusa wyrażają transcendentną relację winy – każda wina wobec człowieka w istocie odnosi się do Boga.

Rozmiar winy

Wielkość winy zależy od stopnia świadomości i wolności popełnianego czynu. Człowiek w pełni wolny i świadomy w podejmowaniu decyzji ponosi pełnię winy. Natomiast możliwa jest sytuacja, gdy grzech ciężki, śmiertelny dokonywany jest bez wolności czy świadomości i wówczas wina moralna może zostać niemalże sprowadzona do zera. Są czyny takie, że nawet kiedy ktoś kogoś zabija nie ma winy (np. wypadek samochodowy – śmiertelne potrącenie popełniającego samobójstwo – obiektywne spowodowanie śmierci człowieka, ale całkowicie bez winy kierowcy). Ponadto niezależenie od winy moralnej jest jeszcze coś na kształt winy metafizycznej – stało się zło i ja byłem uczestnikiem tego zła, spowodowałem to zło przez swoje działanie. Moralnie rzecz biorąc człowiek jest zatem niewinny, ale ma poczucie winy. To jest związane z tym, że żyjemy w rzeczywistości, w której pewne zdarzenia zachodzą niezależnie od nas, a my w jakiś sposób uczestniczymy w tym. Samo zaś, uczestnictwo w złu, nawet gdy jesteśmy jego ofiarami, powoduje swoiste obciążenie. Szczególnie widoczne to jest w przypadkach zgwałcenia, gdy kobieta będąc całkowicie niewinną ofiarą, czuje się winna. Istnieje poczucie zbrudzenia złem, którego się doświadcza albo się w ogóle w nim uczestniczy.

Dodatkowo np. w przypadku grzechów cudzołóstwa, grzechów seksualnych często było i nieraz nadal jest tak, że to kobietę obciąża się winą. Klasyczny przykład w 8. rozdziale Ewangelii wg. św. Jana – kobieta cudzołożna, przyprowadzona jest do Jezusa sama bez mężczyzny, z którym cudzołożyła, podczas gdy Księga Powtórzonego Prawa mówiła o konieczności ukarania obydwojga cudzołożników. Są zatem takie konwencje w tradycji, w kulturze, że przy grzechu seksualnym zawsze kobieta była winna.

Dochodzi również problem całych struktur grzechu w społeczeństwie. Chociażby takie ustawienie systemu podatkowego, że człowiek prowadzący jakąkolwiek działalność gospodarczą jest na granicy wytrzymałości finansowej i jest zmuszony do oszukiwania Urzędu Skarbowego, bo inaczej nie da się prowadzić biznesu. Problem winy leży wówczas często po stronie państwa i przepisów prawa, a nie owego przedsiębiorcy. Podobny problem w dziedzinie medycyny, gdzie system ogranicza działanie lekarza z uwagi na biurokrację, budżet itp. Są to sytuacje wręcz chore, które wynikają ze złych przepisów. Ponadto są całe środowiska, gdzie zło jest nazwane dobrem, a dobro złem. I gdy człowiek jest w takich strukturach jego wina jest w tym wypadku ograniczona, ale nie wyłączona. Zawsze bowiem można sprzeciwić się choremu układowi (np. żołnierz Wermachtu, który w czasie wojny odmawia wykonania zbrodniczego rozkazu, pomimo grożących konsekwencji w postaci śmieci, które ostatecznie ponosi). To czasami wymaga heroizmu, a czasami normalnej odwagi cywilnej.

Problem zaniku poczucia winy

Nakłada się na to problem zaniku poczucia winy we współczesnym społeczeństwie. Przejawia się to na różnym poziomie. Generalnie jest to taka postoświeceniowa filozofia zaczynająca się od J.J. Rousseau, który mówił, że człowiek rodzi się jako „pusta tablica” i co społeczeństwo na tym zapisze (poprzez wychowanie itp.) taki człowiek będzie. Koncepcję tę podjęli komuniści i stworzyli filozofię kształcenia człowieka komunistycznego, żyjącego w komunie i szczęśliwego itp. Efekty praktyczne takiego eksperymentu są widoczne w przypadku Korei Północnej czy na Kubie (w innym nieco wymiarze). Zachodzi tu jednak fundamentalny błąd zapomnienia o grzechu pierworodnym – tajemnicy nieprawości – co prowadzi do najgorszych zbrodni. Komunizm dopuścił się najgorszych zbrodni w historii ludzkości właśnie w konsekwencji owego zapomnienia, negacji prawdy o tajemnicy nieprawości w nas. Zapomnienia o tym, że w każdym człowieku jest skłonność do zła. Jak się o tym zapomni i wyeliminuje poczucie winy, to ma to tragiczne skutki dla społeczeństwa. Proces ten zaobserwować można także w naszej cywilizacji.

Oczywiście brak poczucia winy jest pewnym komfortem. Są nawet szkoły w psychologii, które sugerują leczenie z poczucia winy. Cokolwiek by człowiek nie zrobił, jest niewinny. Poczucie to w wymiarze psychologicznym leczy się w sposób podobny do farmakologicznego leczenia bólu. Należy psychologicznie rozwiązać problem winy i człowiek ma się czuć komfortowo. Do tego dochodzi problem koncepcji, że poczucie winy i wstydu są odczuciami „najmniej energetycznymi”, zbliżonymi do stanu śmierci, toteż należy od nich uciekać i w żadnym razie nie wchodzić w nie. Lepiej być agresywnym i złym. Dodatkowo od oświecenia dominuje w Europie podejście demiurgiczne – człowiek sam określa co jest dobre co złe. Niejako sam siebie wymyśla, jaki ma być. Prowadzi to do tragedii, bo w rzeczywistości człowiekiem rządzą ścisłe prawa, jak prawa w przyrodzie. Jeśli człowiek je przekracza, to nieodzownie ma to fatalne konsekwencje w życiu. Tutaj kreuje się człowieka na wolnego, takiego który może robić co chce. Jedyną granicą jest wolność drugiego człowieka, przy czym zależy to jeszcze od wielu innych rzeczy.

Drogą do takiego właśnie podejścia jest powiązanie winy z przekroczeniem przepisu. Mianowicie, przepisy nawet w sensie moralnym można modelować wedle swego widzimisię. Natomiast tak naprawdę wina pojawia się w relacji z drugim człowiekiem, w spotkaniu. Tymczasem, kiedy jest ona powiązana z przekroczeniem prawa, które ma wartość intelektualną, pojęciową, to z tym pojęciem, z tą koncepcją, ideą można zawsze polemizować i wybierać inną. Tymczasem autentyczna wina jest związana z tym co jest naprawdę, z żywym i niepodważalnym doświadczeniem, jakim jest samo nasze życie i spotkanie z drugim człowiekiem. Prawdziwe poczucie winy pojawia się w żywej relacji.

Manipulacja poczuciem winy

Jest jeszcze jedno ważne zagadnienie – w relacjach osobowych bliskich, gdzie to poczucie winy się pojawia, zachodzą sytuacje manipulowania drugim człowiekiem – wzbudzanie w nim poczucia winy. Klasycznym przykładem jest tutaj alkoholik, który w domu manipuluje żoną i dziećmi do tego stopnia, że ci najbliżsi czują się winni tego, że on pije. U dzieci często skutkuje to w dorosłości syndromem DDA, który nieraz polega na tym, że oni łatwo „kupują” swoją winę i łatwo jest nimi manipulować. Czasami również, rodzice manipulują dziećmi – zaborcza matka chce mieć dziecko przy sobie i nim manipuluje i wpaja mu to, że jak ją zostawi, to stanie jej się krzywda, toteż dziecko musi się mamusią opiekować. Tacy ludzie stają się w konsekwencji niezdolni do małżeństwa, bo muszą być z „biedną” mamusią, bo jak odejdą to „będzie tragedia”. Również różne inne formy manipulacji są możliwe w rodzinie (np. brat i siostra), w małżeństwie. Wreszcie manipulacja poprzez wykorzystanie poczucia winy, możliwa jest także w miejscu pracy.

Nieadekwatność poczucia winy i relatywizacja winy

Kolejny ważny problem to nieadekwatność poczucia winy do wagi dokonanego czynu. W rozumieniu psychologicznym winy, jako nieprzyjemnego doświadczenia, jako odczucia przygnębienia w związku z tym, że okazaliśmy się nie tacy jak powinniśmy, jako utraty godności, to owo odczucie częściej występuje wtedy, gdy zdarzenie będące jego źródłem miało miejsce publicznie, było zauważone. Człowiek czuje się winny z powodu niepożądanego zachowania (nawet drobnego), które wszyscy widzieli. Z kolei, gdy w innej sytuacji, ktoś kogoś okłamie, czy obmówi kolegę z pracy, to poczucia winy nie ma. Tak też coś, co dzieje się wewnątrz, niepublicznie, czego nie widać, przeżywa się często bez problemu. Tymczasem ciężar winy jest tu dokładnie odwrotny. Problem nieadekwatności poczucia winy dobrze oddaje satyryczne opowiadanie Antoniego Czechowa – „Śmierć urzędnika” – ukazujące przypadek urzędnika Iwana Dmitriewicza Czerwiakowa, który będąc w teatrze, kichając niechcący ubrudził wysokiego rangą oficera i wpadł w takie poczucie winy, że w konsekwencji stresu umarł. Podobnie przykład bramkarza, który odczuwa silne poczucie winy z powodu przepuszczenia słabo strzelonej bramki na meczu, podczas gdy faktycznie sport winien być traktowany jako zabawa. Jednocześnie dla tego samego człowieka może nie być problemem, np. pobicie żony w domowym zaciszu.

We współczesnym społeczeństwie istnieje też kultura plotkowania, obmawiania innych, które w ogóle nie wywołuje u ludzi poczucia winy. Rzadko się zdarza, aby ludzie spowiadali się z obmowy, podczas gdy obecnie najczęściej grzeszą językiem. Nie jest to przy tym problem przeklinania, czy wulgaryzmów, ale insynuowania niegodziwości u innych i sprzedawania jej jako ciekawostki i sensacji – to są ciężkie grzechy, a nie towarzyszy im poczucie winy. Co więcej, takiemu człowiekowi wydaje się, że mówi prawdę. Często zakłada, że jak ktoś mu coś powiedział, to jest to rzetelna prawda i w ogóle tego nie sprawdza. Zarazem powielanie niesprawdzonych informacji, będących w istocie plotką czy wręcz oszczerstwem, uważane jest za coś dobrego, a niekiedy wręcz za konieczność moralną. Ludzie nie rozumieją, że robią coś złego, że kogoś krzywdzą. Istotę tego problemu, niekiedy zrozumieją dopiero wówczas gdy sami padną ofiarą takiej plotki i wtedy oczywiście od razu czują się pokrzywdzeni. Tymczasem to, że ktoś coś nam powiedział, oznacza w istocie tylko tyle, że nam to powiedział, a to czy jest to prawda, jest zupełnie odrębną kwestią. W naszym społeczeństwie, w tym również w środowisku kościelnym powszechne jest obecnie takie właśnie powtarzanie plotek. Dla ludzi nie jest problemem, insynuowanie, rzucanie kalumnii, opluwanie, obmawianie innych. Nie towarzyszy temu żadne poczucie winy.

Ten stan rzeczy odsłania to czym naprawdę żyjemy, co uznajemy za wartość. Problemem jest, że winę widzi się w kategoriach przekroczenia prawa, przekroczenia zakazu, bądź nakazu, czy konwencji społecznej, a te są zmienne, dziś takie jutro inne. Do tego człowiek może się z prawem albo konwencją zgadzać lub nie. W związku z tym pojęcie winy staje się relatywne. Ponadto człowiek patrzy na wartość odnoszącą się do zewnętrznych wykroczeń, szczególnie w społeczeństwie, w grupie. Jak to jest (zawinienie) publicznie, człowiek czuje się przygnębiony, gdy rzecz się dzieje w samotności, to jest to mniejszy problem.

Jest też tak, że zwykle, gdy coś jest w społeczeństwie zauważane, poddane opinii i ocenie społecznej, to powinna być to ocena w miarę obiektywna, gdyż oceniający nie są zaangażowani w oceniane działanie. Niemniej, społeczeństwo niejednokrotnie jest zmanipulowane, bądź tkwi w błędnej tradycji, pomimo że jest ona ewidentnie niesprawiedliwa (np. wspomniane domniemanie winy kobiety przy grzechach seksualnych). Obecnie dochodzi również systematyczna i metodyczna manipulacja społeczeństwem.

W sytuacji gdy wina staje się relatywna, staje się często problemem psychologicznym. W związku z tym w zależności od sposobu przeżywania, wrażliwości, a także od opinii społecznej, jest to bardzo rozchwiane. I tak, jak normalnie wina ma wskazywać na popełnione zło, a w ramach winy moralnej człowiek winien w sumieniu dostrzegać to czy zrobił źle czy dobrze, tak w obecnej rzeczywistości to się „rozjeżdża”. Jest to konsekwencją, zbytniego związania winy z przepisem prawa.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że istotnie są sytuacje, gdy ten sam czyn popełniony w różnych okolicznościach, wobec różnych osób, może być winą albo nie. Dobrym przykładem jest tutaj kłamstwo. W sytuacji gdy urzędnik, okłamuje petenta mówiąc, że nie załatwił sprawy z braku czasu, podczas gdy w rzeczywistości o niej zapomniał jest ono nacechowane stosunkowo małym stopniem winy. Z kolei gdy sekretarka, na polecenie dyrektora, mówi że go nie ma, pomimo, że jest on w swoim gabinecie, ale jest zajęty, kłamie tylko formalnie. Jej wypowiedź mieści się bowiem w pewnej konwencji, w której zamiast tłumaczyć, że dyrektor jest zajęty, to mówi że go po prostu nie ma w znaczeniu, że „nie ma go dla klientów, bo jest zajęty”. Jeżeli jednak, człowiek nawet drobne kłamstwo wypowie, wobec np. chorej matki – to sytuacja jak we wcześniejszym przykładzie urzędnika (kłamiącego, że nie miał czasu coś załatwić, a w istocie zapomniał) ujawnia problem, iż jest coś nie tak z jego miłością do matki. Małe kłamstwo urasta tu do wydarzenia. Również wobec pokory i prostoty człowieka okłamywanego, małe kłamstwo może urosnąć do rangi dużej niegodziwości.

Problem winy na podstawie „Przypowieści o miłosiernym ojcu” (Łk 15, 11-32)

W omawianej przypowieści – syn marnotrawny dokonuje głupiego, złego czynu żądając od ojca swojej części majątku, a następnie wyjeżdżając i trwoniąc go. Kiedy grzeszy nie czuje jednak winy. Dopiero gdy znalazł się w sytuacji konieczności swoistej walki ze świniami o jedzenie, zaczął rozumieć swój błąd. Po owocach poznał swoją głupotę i doszedł do wniosku, że w domu ojca nawet najemnik ma pod dostatkiem chleba. Pomyślał: pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników (Łk 15,18–19). Zaczyna się zatem pojawiać poczucie winy wobec ojca i skrucha serca. Ale początkowo jest ono przeżywane na tle jego własnej biedy, nastawienia na własne dobro. W momencie jednak, gdy syn wraca do domu, to ojciec z daleka dostrzega go, rozpoznaje w nim syna i wybiega mu na spotkanie. Następnie nim syn zdąży się odezwać, ojciec przytula go i przyjmuje do siebie. Jest to wyraźny gest bezwarunkowego przyjęcia. Absolutnie bezwarunkowa miłość, która zalewa tego młodego człowieka. Dopiero wówczas syn marnotrawny poznaje głębię swojego grzechu, swojej winy, dostrzega jak zranił ojca w jego miłości. Ale zauważmy, że to poczucie winy w sposób bezpieczny pojawia się i zostaje przyjęte całkowicie, tylko dlatego, że ta wina już jest przebaczona. Już w momencie gdy syn to sobie uświadamia widzi, że wina jest przebaczona. Mało tego, nie może być inaczej. Dopiero wtedy człowiek się staje bowiem wewnętrznie wolny, żeby zobaczyć prawdę o swojej winie. Inaczej człowiek tego nie może przyjąć.

Thomas Merton wskazuje, że swój grzech prawdziwie poznaje nie ten, kto grzeszy nawet ciężko, ale święty, dlatego że on staje wobec Boga, który jest Miłością, poznaje Miłość Boga. Dopiero w świetle tej Miłości, która jest większa od jego grzechu, może mu się odsłonić prawda o jego grzechu.

Podobnie jest w spotkaniu z drugim człowiekiem. Zauważmy, że struktury zła, np. aparaty bezpieczeństwa, czy terroryści, specjalnie próbują ludzi uprzedmiotowić. Dopóki bowiem człowiek jest „numerkiem” (np. jak w obozie koncentracyjnym), póki jest anonimowy, to można z nim robić co się chce, ale gdy nawiązuje się spotkanie, to pojawia się problem. Analogicznie w sytuacji, porwań, wzięcia zakładników (co badano również pod kątem psychologicznym), to porywacze gdy grożą im śmiercią w razie niespełnienia określonych żądań, są gotowi zabić dopóki ofiary są dla nich anonimowe. Gdy jednak zostają z nimi dłużej i nawiąże się interakcja, spotkanie, gdy np. zaczynają widzieć na obliczach tych ludzi przerażenie, strach i zaczyna to na nich działać, to już nie są w stanie ich zabić. Jak człowiek wchodzi w relację bliskości, spotkania, to nie jest w stanie skrzywdzić drugiego. Żeby skrzywdzić to musi najpierw wyjść z relacji bliskości i potraktować go jako obcego, zagrażającego. Kreowanie drugiego na wroga, agresora również powoduje, że można z nim zrobić co się chce (tak np. robiono w komunie – kapitaliści jako wrogowie).

W związku z tym wydaje się, że wina jest w istocie raną na żywej relacji osobowej i jako taka dopiero jest naprawdę odczuwana. To jest źródło poczucia winy. Kiedy wina zostaje zrozumiana jedynie na poziomie przekroczenia prawa, zasady, to jest odcięta od swojego źródła i można nią manipulować.

Również jak przyjrzeć się problemowi grzechu rajskiego, to niejednokrotnie uważa się że grzech ten polega na przekroczeniu, przez człowieka, Bożego zakazu. De facto przekroczył on ów zakaz, niemniej istota grzechu pierworodnego polega na tym, że człowiek przerwał żywą więź z Bogiem, przez to, że zwątpił w Jego bezinteresowną miłość. Bóg stał się dla człowieka konkurentem. I to jest istota tego grzechu. Stąd potem odkupienie, to jest proces odsłonięcia, objawienia miłości Boga do końca. Stąd krzyż.

Innym przykładem jest to, jak św. Paweł podchodzi do kwestii jedzenia mięsa z pogańskich ofiar. Św. Paweł odpowiada, że można to robić, bo wiemy, że pogańskich bogów nie ma, a zatem nie ma problemu. Ale gdyby gorszyło to mojego brata, to nie będę jadł takiego mięsa. Apostoł przedkłada ponad kwestię zasady, że były to ofiary składane pogańskim bóstwom, relację z drugim i miłość do niego, jako główny powód do niejedzenia mięsa z ofiar.

Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.

Włodzimierz Zatorski OSB – urodził się w Czechowicach-Dziedzicach. Do klasztoru wstąpił w roku 1980 po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze śluby złożył w 1981 r., święcenia kapłańskie przyjął w 1987 r. Założyciel i do roku 2007 dyrektor wydawnictwa Tyniec. W latach 2005–2009 przeor klasztoru, od roku 2002 prefekt oblatów świeckich przy opactwie. Autor książek o tematyce duchowej, między innymi: “Przebaczenie”, “Otworzyć serce”, “Dar sumienia”, “Milczeć, aby usłyszeć”, “Droga człowieka”, “Osiem duchów zła”, “Po owocach poznacie”. Od kwietnia 2009 do kwietnia 2010 przebywał w pustelni na Mazurach oraz w klasztorze benedyktyńskim Dormitio w Jerozolimie. Od 2010 do 2013 był mistrzem nowicjatu w Tyńcu. W latach 2013-2015 podprzeor. Pełnił funkcję asystenta Fundacji Opcja Benedykta. Zmarł 28 grudnia 2020 r.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama