Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Futrzane debaty

Człowieka mroźnej północy rzymska zima napawa zachwytem. Jest łagodna, wyrozumiała, ledwie muśnie jakimś przymrozkiem czy przelotnym opadem śniegu. Tak przynajmniej bywa co roku, ale zawsze może się okazać, że nasz rok jest czemuś niezwykły i wtedy nawet w Rzymie wymarzają palmy i mimozy, a mieszkańcy (a ściślej mieszkanki) mają wymarzony pretekst, by paradować w futrach, które stanowią obowiązkowe wyposażenie osób zamożnych. Klimat rzymski stwarza niewiele okazji, by można było pokazać się w futrze i stąd przez niektórych (czy niektóre) chłody są mile widziane.

Dobiegam do kresu moich zmagań z zespołem włoskich aktorów wystawiając sztukę Jeana Cocteau. Premiera w centrum Rzymu jest znakomitą okazją do pokazania futer, a teatralna szatnia przyjmuje je niechętnie, ponieważ nie są objęte ubezpieczeniem od kradzieży. (W historii włoskiego teatru odnotowano już napady przeprowadzone w trakcie przedstawienia). Pamiętam przed dwudziestu laty inaugurację sezonu w La Scali, na którą udało mi się wyrwać z Polski stanu wojennego moją matkę. Foyer La Scali wyglądało w jej oczach jak targowisko odzieży — tłumy pań z futrami na ręku przywodziły na myśl polski bazar, tyle że jakość towaru przewyższała mocno naszą średnią.

Zatrzymałem się chwilę przy futrach, są one bowiem widomym i czytelnym znakiem zamożności. Publiczność teatralna na zachodzie Europy w nieco większym stopniu niźli w Polsce składa się z ludzi zamożnych w średnim i dojrzałym wieku. Ich pochodzenie społeczne jest wyraźne — na sali nie bywają robotnicy czy chłopi, jest klasa średnia, mieszczaństwo, stan trzeci, czyli burżuje. Zmierzam do tego słowa, bo przez nie przeżywałem dramatyczne konflikty z mym znakomitym zespołem. Składał się on z aktorów postępowych, czyli sympatyków politycznej lewicy, najczęściej z wyraźną przeszłością partyjną, oczywiście spod znaku sierpa i młota, w czasach, kiedy nie zdążył się on jeszcze oddzielić od słodkiego oliwnego drzewa. Teatr, odmiennie niż film, usposabia do długich debat na próbach, a tematy ogólne są znakomitym pretekstem, by uciekać od konkretów, czyli mozolnego próbowania. Emocje natomiast wynikają z tego, co wszystkie emocje artystów — z niepewności, czy będziemy podobali się publiczności. Znakomity zespół mojego przedstawienia dostrzegł, że moja interpretacja autora przytępia ostrze klasowe — ze skreśleń i uwag czynionych przeze mnie na próbach wnioskowali, że nie chcę potępiać postaci, tylko szukam dla nich ludzkiego zrozumienia: są słabi, postępują źle, ponieważ są słabi. Tymczasem interpretacja postępowa wymaga podkreślenia, że są źli, ponieważ stanowią burżuazję. Sięgałem do argumentów dość politycznie poprawnych: o tym, że źli bywają także robotnicy i chłopi, jak również księża i wojskowi, więc stan społeczny niczego nie tłumaczy.

Stanęło wreszcie na ostrzu noża, kiedy musiałem przywołać pamięć czasów, gdy w szkole podstawowej w rozkwicie stalinizmu byłem w Polsce dyskryminowany ze względu na pochodzenie klasowe, co stanowi podstawę do mojego sprzeciwu wobec uprzedzeń klasowych i rasowych, jako że są one w równym stopniu naganne. Usłyszałem od mego zespołu, że mówię tak jako katolik i jako taki powinienem wystawiać inne sztuki, na przykład Claudela czy też Tetsoriego, ale wara mi od Cocteau. Broniłem się twierdząc, że Peter Stein i Strehler wystawiali „Fausta” Goethego, który jest tekstem chrześcijańskim, podobnie jak teksty Shakespeare'a, których przecież swobodnie imali się marksiści.

I tak w końcu dobrnęliśmy do premiery, na której mieszczańscy aktorzy zagrali mieszczańską sztukę dla mieszczańskiej publiczności, która przybyła w futrach na widownię. A ja, sumując miesiąc moich zmagań, spostrzegłem przedziwny przywilej, jaki niesie ze sobą moja praca. Przez miesiąc mogłem się zmagać z problemem sensu życia, złej i dobrej miłości, szczęścia, wreszcie wolności i społecznych uwarunkowań i robiłem to w ramach pracy, w czasie kiedy inni w ramach pracy zajmowali się jakimiś towarami, ich sprzedażą, popytem i podażą. Jestem pewien, że sztuka jest czymś o wiele więcej wartym, o wiele ważniejszym niż towary, chociaż bywa zła i dobra.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: sztuka artyści teatr ekologia felieton Moskwa moda przedstawienie Zanussi futra reżyseria
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W