Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Polska śródziemnomorska

Na starych planach miast znajduję cza­sem zaznaczone przerywaną linią projektowane ulice. Podobnie na mapach pojawiają się często obietnice dróg, które ledwie są w budowie. Na mapie, którą można kupić na lotnisku w Salonikach, przez całą Grecję przebiega autostrada łącząca macedońską północ ze stolicą. W trakcie jazdy widać, że to jeszcze obietnica nie do końca spełniona (może więcej niż w połowie). Między odcinkami autostrady ciągnie się mocno zatłoczona szosa podobna do tej, która łączy Poznań z Warszawą (czy na polskich mapach widnieje już trasa wciąż obiecywanej autostrady?).

Przejazd z Salonik do Aten pozwala podziwiać Olimp. W kwietniu góra bogów pokryta jest śniegiem, który sięga plaży nad morzem. Pamięć ludzka jest krótka i nie pozwala ocenić, czy naprawdę klimat się zmienił, czy też cykl zim krótkich i długich, lekkich i głębokich jest tak powolny, że ludziom wciąż się wydaje, że czegoś dawniej nie bywało.

Ilekroć myślę o Grecji, mam przed oczyma „Iliadę”, tragedie Eurypidesa i zwycięstwa Aleksandra Wielkiego (o których do dziś dnia żywa pamięć przetrwała w północnych Indiach). Po drodze z Salonik zatrzymałem się na kilka dni w Laryssie, gdzie odbywa się międzynarodowy festiwal młodego kina, który nagradza co roku jednego z weteranów. Z okolic Laryssy pochodził podobno Bucefał, koń Aleksandra, i dlatego festiwal przyznaje statuetkę w formie antycznej głowy konia. Z Laryssy widać Olimp wciąż obsypany śniegiem i ten widok nasuwa pytanie, jak starożytni znosili ówczesne chłody. Na wszystkich rzeźbach, które ukazują ich ubiory, i bogowie na śnieżnym Olimpie, i śmiertelnicy mają gołe nogi, a często także ramiona, więc jeśli klimat naprawdę się nie zmienił, to znaczy, że rzeźbiarze pracowali wyłącznie w lecie.

Droga z Salonik do Aten wiedzie przez Termopile. Przy szosie stoi pomnik Leonidasa i trzystu Spartan. Mimo chłodu turyści przebiegają przez jezdnię z narażeniem życia, by zrobić fotografię. Czynią tak, bo każdemu coś się przypomina z lekcji historii czy literatury. („Przechodniu, powiedz Sparcie”). W półroczu greckiej prezydencji w Unii wydaje się oczywistym, że spoiwem naszego kontynentu jest spuścizna po starożytności. Jak długo mamy świadomość tego, że nasza dzisiejsza Europa wyrasta z pomysłów i myśli, które narodziły się w Grecji, tak długo to spoiwo jest rozpoznawalne dla każdego, kto w Europie uczęszcza do szkoły. Czy w epoce komputerowej znajomość greckiej historii pozostaje gwarantowanym kanonem naszej europejskiej edukacji — to wydaje się już mniej pewne i dlatego w myśleniu o Unii coraz wyraźniej widać, że ten nieśmiało proponowany przez Polaków czwarty filar, oparty na wartościach kultury i edukacji, jest czymś ogromnie ważkim.

W wielu krajach zachodniej Europy ludziom wychowanym na marksizmie trudno uwierzyć, że kultura może wyprzedzać ekonomię, że mentalność jest czymś bardziej istotnym aniżeli wymiana handlowa. Majaczący dziś na horyzoncie konflikt cywilizacji uświadamia to z całą siłą i jeśli ostatnie wydarzenia w Iraku unaoczniły wszystkim istnienie jakichś zrębów europejskiej opinii publicznej, to tym bardziej żywe jest pytanie, co jest dla Europejczyków wspólne. Podręcznikowa odpowiedź wymienia kulturę antyku i dodaje do niej tradycję judeo­chrześcijańską, z której zrodziły się kolejno Renesans, a później Oświecenie.

Podróżując przez Grecję spowitą kwietniowym śniegiem sięgam do wywiadu-rzeki z admiratorem antyku, pisarzem Zygmuntem Kubiakiem. Na pierwszej stronie znajduję wyznanie o tym, czym była wyprawa do starożytności odbyta przez autora w trakcie okupacji hitlerowskiej. Wyprawa oczywiście oparta wyłącznie na lekturach. Rozmówca wyznaje, że mając lat trzynaście przepisał ręcznie do kajetu całą książkę poświęconą gramatyce greckiej. Zygmunt Kubiak mówi, że ta myślowa wyprawa w starożytność była zwycięska, gdyż była ucieczką do świata idei. „Rychło zrozumiałem — mówi Kubiak — że nie uciekam od Polski, śródziemnomorskie bowiem treści tkwią immanentnie w kulturze polskiej”.

W Atenach na początku dwudziestego pierwszego wieku odbywa się akt akcesyjny, czyli coś jakby symboliczne przypieczętowanie naszych związków z rodzimą Europą. Tym, którzy podnoszą problem rzekomego zagrożenia naszej tożsamości, proponuję powrót do źródeł — lekturę klasyki greckiej, a później Kochanowskiego. Jeśli to nazbyt trudne, to niech przynajmniej przeczytają zapis rozmowy z Zygmuntem Kubiakiem.

Krzysztof Zanussi


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa wartości polityka historia film Kościół wiara Bóg felieton reżyser Grecja Irak integracja konsumpcjonizm drogi autostrada Zanussi
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W