Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Świat pełen oszołomów

Mój włoski przyjaciel pisarz Rocco Familiari wydał zbiór aforyzmów, z których jeden związany z sześćdziesiątą rocznicą urodzin autora bardzo wrył mi się w pamięć: „Dorobiłem się z wiekiem kilku niepodważalnych wątpliwości”. Familiari jest człowiekiem najdalszym od frustracji — jego sztuki bywają grywane w wielu teatrach we Włoszech, ale także za granicą (w Polsce wystawiał go Teatr Telewizji i robił to dwukrotnie). W prywatnym życiu pisarz jest prezydentem państwowej firmy, która ubezpiecza całą tak zwaną u nas sferę budżetową. Wątpliwości, o których pisze, nie dotyczą w jego wypadku jakichś bezpośrednich działań. Znam go jako człowieka zdecydowanego, odważnie podejmującego decyzje.

Niepodważalne wątpliwości dotyczą tylko rzeczy naprawdę ważnych, tych, które tyczą sensu naszej egzystencji i tego, w jaki sposób niepodważalne wartości realizują się w życiu. Będąc pewnym, że zło różni się od dobra, a piękno od szpetoty, szlachetność od niegodziwości, altruizm od egoizmu musimy w każdym konkretnym przypadku sprawdzać, czy aby rutyna i przyzwyczajenie nie zaprowadziły nas w sferę złudnej pewności, że wiemy coś na zawsze i na pewno.

Wątpliwość, będąc źródłem niepewności, nie jest czynnikiem uprzyjemniającym nasze życie. Przeciwnie, jest źródłem niewygody czy, jak kto woli z łacińska, dyskomfortu. Pewność w każdej sprawie przynosi ulgę, bo od wahania możemy przejść do działania. Działanie stosunkowo mniej męczy. Najgorzej jest nam wtedy, kiedy musimy decydować, czy mamy iść w lewo czy w prawo, czy to rozwiązanie jest trafne czy też inne.

Aforyzm mego włoskiego przyjaciela przychodzi do głowy, ilekroć w jakiejś dyskusji zderzam się z przekonaniem, że coś jest oczywiste, a więc niepodważalne, niepodlegające wątpliwości. Tak najczęściej rozmawiamy o sztuce. Wychowani na pewnym kanonie przyjmujemy nie bez racji za aksjomat, że szereg dokonań ludzkości było bezspornie wyrazem jej największych wzlotów. Tak myślimy w naszym kręgu kulturowym o tragedii greckiej, o malarstwie renesansowym, o dramatach Szekspira i muzyce Bacha, o powieściach Dostojewskiego czy Manna. Czasem jednak ktoś pozwala sobie podać w wątpliwość istotę kanonu. Czasem feministki, chcąc uzyskać więcej miejsca na Parnasie dla swoich zmarłych poprzedniczek, wysuwają dzieła rzekomo zlekceważone przez stronniczych męskich szowinistów. To samo robią czasami przedstawiciele mniejszości etnicznych, którzy skarżą się na to, że nie są dostatecznie reprezentowani, i za każdym razem nasza pewność każe oddalić rewizjonizm, a dopiero potem krytycyzm każe się zastanowić, czy aby rzeczywiście czegoś w tym kanonie nie pominięto i może warto go uzupełnić, jeśli dokonanie nas przekona.

Z głębszym rewizjonizmem spotykam się wśród artystów, którzy z własnego obserwatorium orzekają, że coś, co powszechnie się pochwala, jest niegodne naszej pochwały. Zachwycają mnie w tym Rosjanie, którzy czując za sobą wielki kraj i wielką kulturę nie liczą się z wieloma utartymi przekonaniami i potrafią wnieść ferment i naruszyć pewność. Pamiętam, jak na wygnaniu we Włoszech samotny Andriej Tarkowski podważał całą nowożytną tradycję malarstwa religijnego twierdząc, że od czasu renesansu kurtyzany zaczęły pojawiać się jako madonny, a z płócien zaczęła znikać głęboka nadprzyrodzoność (Andriej robił wiele wyjątków, przede wszystkim dla sztuki El Greca, ale przypominał, że za El Greco został w swoich czasach zmarginalizowany).

Kiedy dla koncertów noworocznych w filharmonii Kazimierz Kord dobierał repertuar, zawsze zatrzymywał się na XIX w., tłumacząc, że tego wieczora słucha się muzyki dla czystej przyjemności, a tej repertuar XX wieku dostarcza bardzo rzadko. Czy dwudziesty wiek z jego destrukcją i obalaniem pewności był konieczny po to, by otworzyć jakieś nowe perspektywy przed sztuką? To jest pytanie otwarte — chociaż wątpię, ale myślę, że tak było.

Czy malarstwo dwudziestego wieku w swej lwiej części nie okazało się tylko świadectwem rozkładu naszego widzenia świata? Także nie wiem, ale wiele przemawia za tym, że zarówno dodekafonia jak i abstrakcja malarska wskazały jakiś zaułek, który okazał się ślepy. Czy jest nieskromnie tak myśleć, skoro większość uważa inaczej? Pewnie jest, w każdym razie tak muszą twierdzić umysły nawykłe do pewności. Ale to o nich powiedział Fryderyk Nietzsche, że z pewności rodzi się szaleństwo, a z wątpliwości nikt nie zwariował. Ale cóż zrobić, kiedy świat jest pełen bardzo pewnych siebie oszołomów.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia literatura film biznes felieton reżyser książka język polski gramatyka zabytki Zanussi konkurs