Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Krzyk czapli

Ilekroć dostaję zaproszenie do udziału w jakiejś konferencji naukowej, zawsze zdumiewa mnie oczekiwanie organizatorów, którzy uważają, że powinienem zawczasu przesłać moje wystąpienie na piśmie, na dyskietce (i tu następuje określenie formatu), a następnie dołączyć streszczenie i tłumaczenie streszczenia na angielski. Wszystkie te oczekiwania są wśród naukowców rutyną, ale jako profesor-artysta — zajmujący się jeszcze dodatkowo dyscypliną, która nazywa się modnie komunikacją społeczną — mam wrażenie, że gdzieś czas się zatrzymał. Niewątpliwie w minionym stuleciu, kiedy kontakty między ludźmi były o wiele bardziej utrudnione, taki sposób konfrontacji osiągnięć mógł być uzasadniony, ale dzisiaj, w czasach Internetu, jeśli mam już moje wystąpienie na dyskietce, to nie rozumiem, po co miałbym trudzić się długą podróżą i odczytywać głośno wcześniej zapisane stronice, jeśli uczestnicy mogą się zapoznać z moimi poglądami czytając je na ekranie komputera i nie wychodząc z domu.

Jako przybłęda pośród rasowych humanistów wnoszę swoje obiekcje nieśmiało i dostaję zwykle w odpowiedzi zapewnienie, że prawdziwy sens kongresów realizuje się w trakcie kuluarowych spotkań, stąd też bardzo poważnie traktowane przerwy na kawę czy herbatę.

Materiały, które mają się znaleźć w kongresowej publikacji, stanowią w świecie akademickim element, na którym buduje się szczeble kariery. Jeśli kongres jest ważny, a materiał przyjęty, to akademik zbliża się do szczebla, o który się ubiega: jest krok bliżej do habilitacji ewentualnie profesury. Rozumiem, że w nauce muszą być obiektywne kryteria promocji karierowej, ale oglądając liczne kongresy z bliska nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wystarczy odrobina wytrwałości i każda miernota się dochrapie upragnionego tytułu. Kiedy nieśmiało dzielę się z naukowcami taką bezczelną uwagą, dostaję w odpowiedzi uspokajającą konstatację, że tak jak docent docentowi nie jest równy, tak i uczelnia uczelni nierówna, a i kongres od kongresu tym się różni, że na jednym są prawdziwie poważne referaty, a na innym można spotkać się jedynie z informacyjnym szumem.

Wrócę jednak na koniec do pewnych pożytków, jakie wynoszę siedząc na kongresach. Ot na przykład niedawno wysłuchałem referatu o tym, jakie symboliczne znaczenie mają poszczególne zwierzęta we wczesnej kulturze chrześcijan. Dowiedziałem się, że gołębica zawdzięcza swoje miejsce wśród symboli nie tylko zapisowi w ewangelicznej scenie chrztu w Jordanie, ale i temu, że nie mając żółci była uważana za stworzenie niezdolne do żadnej podłości. O czapli powiedziano, że była często symbolem czystości płciowej, ponieważ w trakcie kopulacji wydaje dźwięki, z których wnioskowano, że czyni to bez przyjemności, a do tego nie mając gniazda nadawała się na symbol mnicha, który powinien być wolny od przywiązania do miejsca, gdzie przebywa. Sowa była ponoć symbolem błędnej wiary pozbawionej dostępu do światła, pszczoły bywały symbolem stanu kapłańskiego (a użądlenie symbolem słusznej kary). Ul widziano jako obraz całości Pisma Świętego i tak ogromna część fauny nabiera znaczenia symbolu, a watykański wykładowca dominikanin Degórski przeczytał w Częstochowie tylko cząstkę swojej interesującej pracy. Zamyśliłem się słuchając tej encyklopedii symboli; jakże trudno będzie młodym pokoleniom znaleźć z nimi jakikolwiek kontakt. Człowiek wychowany w mieście nie wie nic o czapli i nie wie nic o pszczołach, gołębice ogląda przez szybę i nie wie, czy w jej wnętrznościach jest gruczoł żółciowy, czy go nie ma.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska cywilizacja kultura polityka historia historia sztuki felieton Iran Grecja Unia Europejska Irak integracja kontakt unia Zanussi publikacje film reżyser wystąpienia mowy przemównia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W