Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Jak żyć?

Przed paru laty kręciłem scenę do filmu na placu Zamkowym w Warszawie i musiałem zagrodzić część chodnika po to, by mogła po nim przejechać napoleońska kawaleria. Widok koni w mieście zawsze przyciąga uwagę i pośród licznie zgromadzonych gapiów znalazł się jeden w stanie wskazującym na obfite spożycie alkoholu. Zwróciłem na niego uwagę, bo z całą siłą słaniającego się ciała napierał na sznury przegradzające część chodnika i wznosił w powietrze rozpaczliwym głosem wołanie złożone zaledwie z dwu sylab. Wołał: „Źle mi!”.

Jak żyć?

Zapamiętałem to wołanie, bo było to wyrazem całego bólu istnienia, czegoś, co Niemcy nazywają Weltschmerzem (przenosząc akcent tak, że zamiast istnienia pojawia się ból świata). Opowiadając wielokrotnie różnym zachodnim znajomym o wołaniu na placu Zamkowym, utykałem zwykle w tłumaczeniu, bo wydaje mi się, że tylko nieokreśloność Słowian pozwala tak lakonicznie wyrazić myśl tak rozległą. „Źle mi” oznacza zarazem, że aktualnie źle się czuję, że mnie coś boli, uwiera czy piecze, a jednocześnie określa mój stosunek do rzeczywistości, to znaczy źle mi na tym świecie, że nieznośna jest moja egzystencja. Wydaje mi się, że tylko języki słowiańskie potrafią tworzyć wyrażenia jednocześnie ogólne i szczególne, a więc wieloznaczne (czyli mętne), a zarazem jak gdyby głębokie. (Piszę „jak gdyby”, bo trudno jest zmierzyć rozmiar głębi).

Oglądając przed paru laty rosyjski film oparty na powieści Maksyma Gorkiego „Kim Samgin” zauważyłem w dialogu odwieczne w rosyjskiej literaturze zapytanie „Jak żyć”. Sformułowanie to język polski przyjmuje bez oporu z minimalną różnicą wymowy i z pełną dwuznacznością. „Jak żyć” — to pytanie konkretne w danej chwili i zarazem okrzyk w wymiarze egzystencjalnym. Jak żyć to znaczy: jak dalej ciągnąć naszą dolegliwą egzystencję. O to, jak żyć, mógłby wielokrotnie w toku dramatu zapytać Hamlet, ale o ile pamiętam, nigdy podobnie nie pyta, ponieważ język angielski nie zna sformułowania, które byłoby tak wieloznaczne i tak konkretne zarazem. Oglądając rzeczony film rosyjski z napisami angielskimi spostrzegłem, że w tłumaczeniu użyto słów bardzo konkretnych. Padło „What should I do?”, czyli pytanie „co czynić”, a ściślej „co ja mam czynić” (podczas gdy w słowiańskim oryginale nie ma wcale odniesienia do podmiotu). W polskim można zbudować pytanie „Jak tu żyć” i słowo „tu” nie musi oznaczać miejsca w przestrzeni, tylko ogólnie jakąś planetę, na której toczy się życie.

Wydaje mi się, że z pewną dozą przesady w angielskim słowie „do” — robić, kryje się cała odmienność kultur anglosaskiej i słowiańskiej. Angielski zna słowo „doer”, które oznacza człowieka, który bardzo dużo robi, czy może lepiej — „wiele czyni”. Po polsku jest podobne trochę słowo „działacz”, ale jak nas pamięć poucza, działacz bardzo często nic nie robił poza tym, że był działaczem. Dziś w potocznym rozumieniu działaczami są czasami rzeczywiście społecznicy, częściej jednak to niemodne słowo przywodzi na myśl klub sportowy — tam znowu kto inny sport uprawia, a zupełnie kto inny „działa”, czyli działacz nie zajmuje się działaniem (chodzi o działania sportowe). Znowu mętnie, czyli po słowiańsku.

Anglosaski „doer” nie gada, może nawet się nie zastanawia. On po prostu robi, czyli zmienia otaczający go świat. Jego słownikowym synonimem jest „człowiek czynu” (a nie działacz). Jeśli głębiej zastanowić się nad światem, to właśnie ta zdolność czynu czy raczej imperatyw, żeby coś robić, czyli żeby zmieniać, legły u podstaw tej cywilizacji, którą nazywamy dziś zachodnią. Wschód częściej próbował zrozumieć, przeniknąć albo się zanurzyć. Zachód próbował działać i wydaje się, że w tym jest przewaga zachodniego myślenia nad Wschodem, ale jeśli się poważnie zastanowić, to wszelkie działania człowieka kończą się zawsze przegraną, bo wszyscy musimy odejść z tego świata i żadne działanie nic tu nie pomoże, nie ma nic do zrobienia, kiedyś trzeba pogodzić się ze śmiercią, a nawet jeśli odmówimy zgody, śmierć przyjdzie nie bacząc na nasz sprzeciw. Te złudzenia zachodniego świata wydają się dziecinne. Działanie jest wprawdzie niezłym sposobem na życie, jest też sposobem zapełnienia pustki, która pobrzmiewa w zawołaniu „Źle mi”, ale wiemy, że żadne działanie nie uczyni z tego świata raju, ani też, jak twierdzą wierni naśladowcy don Juana, nie zdobędziemy nigdy wszystkich kobiet, które nam się kiedyś spodobały, więc wszelkie działanie skazane jest na klęskę, a w każdym razie na tym świecie nie ma pełnego zwycięstwa, sukces bywa tylko połowiczny. Czy wynika z tego, że pytanie „Jak żyć” nie może mieć żadnej odpowiedzi? W potocznym schemacie dialogu na pytanie „Jak żyć” należy odpowiedzieć pytaniem. A o co właściwie pan (czy pani) pyta? W słowiańskiej tradycji następna odpowiedź będzie nieokreślona: O co pan (czy pani) pyta? O wszystko! W ramach wakacyjnych kursów języka angielskiego proszę spróbować przetłumaczyć poprawnie ten dialog, a następnie wyciągnąć jakiś wniosek przydatny dla nas w przededniu przystąpienia do zachodnioeuropejskiej Unii.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia literatura gospodarka Rosja konflikt felieton książka egzystencja Unia Europejska integracja europejska Zanussi pokolenie spory filzowfi