Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Moralna zbroja

Woody Allen w jednym ze swoich filmów powtarza dowcip o tym, że klub, który przyjął go na członka, nie jest wart, żeby do niego należeć. Często uczestniczę w różnych kongresach i też czasem ciśnie mi się na usta to samo. Skoro mnie zapraszają, to chyba nie warto tam jechać. Nie ulegam jednak na ogół słabości i jeżdżę, gdy mnie ktoś zaprasza.

W zeszłym tygodniu trafiłem w Szwajcarii na spotkanie, które przez lata odbywało się pod hasłem "ponownego moralnego uzbrojenia", po angielsku "moral rearmament", a ostatnio zmieniło nazwę na "inicjatywę dla zmiany". Zmiana ze swej natury nie musi być zawsze na lepsze. Często bywa na gorsze, ale zmiana tytułu okazała się koniecznością, bo w wielu krajach (przede wszystkim w Niemczech) sprzeciw wywoływało nie tylko militarnie brzmiące "uzbrojenie" (i to ponowne), ale również słowo "moralne". Jak usłyszałem od jednego z organizatorów, moralność kojarzy się z zakazami, a zakazy doprowadziły do narodzin narodowego socjalizmu. Nie wydaje mi się, żeby to rozumowanie było bardzo przekonujące, ale okazuje się, że jestem w błędzie.

Kilkuset uczestników kongresu reprezentowało wiele narodowości, a także wiele pokoleń. Spośród najstarszych niektórzy byli świadkami początków pojednania pomiędzy Niemcami a Francją, któremu torował drogę Konrad Adenauer. Z tego pojednania wyrosła dzisiejsza Unia i wspominał to w swoim inauguracyjnym przemówieniu honorowy gość z Polski prof. Bronisław Geremek. Czytając tekst jego wystąpienia pomyślałem o tym, jak często nie doceniamy faktu, że mamy wśród nas ludzi, którzy mogą w podobnych gremiach występować zdobywając punkty dla Polski. Narzekamy za to, że po wszystkich dziejowych stratach nasza warstwa inteligencji czy intelektualistów jest nieliczna, ale winniśmy się raczej cieszyć, że w ogóle kogoś mamy, kim można się pochwalić. Znam kraje niewiele mniejsze od naszego, które nie mają nikogo, kto mógłby wystąpić na podobnym forum.

W gronie znakomitości, które przyszło mi oglądać, byli: wnuk Ghandiego i anglikański biskup pomocniczy Londynu, skądinąd wybitny pianista koncertowy, poza tym grono wielkości dziennikarskich, wreszcie paru artystów. Wśród tych ostatnich grupa Rosjan, którzy pokazali film mego przyjaciela Konstantego Łopuszańskiego. W filmie tym głównym motywem jest protest przeciw temu, że naród rosyjski został oszukany, a przemiany rynkowe nie przyniosły szczęścia rzeszy bezbronnych emerytów. Dyskusja po projekcji iskrzyła, gdyż zachodni, pragmatyczny punkt widzenia kazał stawiać konkretne pytania: kto oszukał naród rosyjski i jak podnieść poziom życia emerytów, skoro pozostawiony przez nich majątek narodowy jest znikomy.

Innym wydarzeniem filmowym była projekcja sfilmowanej przez Australijczyków autobiograficznej historii aktualnej czeskiej senatorki, która niegdyś jako pielęgniarka asystowała przy śmierci Palacha (który podpalił się na znak protestu przeciw rozgromieniu Praskiej Wiosny). Główna postać dzieła podpisała później zgodę na współpracę z czeską bezpieką i choć do tej współpracy nie doszło, to jednak w rachunku moralnym przyszło jej się tłumaczyć, dlaczego w trosce o dzieci i ich szanse na studiach, zastraszona, doszła do rzeczonej zgody. Opowieść sama w sobie przejmująca, ale też prowokująca do refleksji nad przebaczeniem czegoś, co jest tylko potencjalną winą. Czy dobrem jest zapomnienie, wytarcie z pamięci zła, na którym zasadzał się totalitaryzm?

W debacie po filmie niemiecki polityk związany z partią chadecką nawoływał do zapomnienia jako jedynej drogi, która pozwoli przeciąć łańcuch przemocy i bezprawia. Żadnych lustracji, procesów, jedynie zapomnienie, abolicja, amnezja i jeszcze parę innych latynizmów.

Słuchałem tych głosów z głębokim zakłopotaniem. Czy po ponownym moralnym uzbrojeniu zostało tylko przekonanie, że co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr i dla świętego spokoju pożegnajmy się nawet z nadzieją na jakiś zrąb sprawiedliwości na tym świecie, w imię pokojowego współżycia i harmonijnej zgody? Nie miałem odwagi zapytać, czy w imię tej filozofii porwanie i proces Eichmana były błędem i czy w Norymberdze należało postawić na perswazję i cierpliwie resocjalizować przywódców Trzeciej Rzeczy. Adresując pytanie do rosyjskich znajomych przypomniałem rozmowę z Josifem Brodskim na Capri, w trakcie której zagadnąłem go, czemu nie odwiedza Petersburga. Odpowiedział pytaniem, jakby miał się zachować, gdyby na Newskim Prospekcie spotkał powiedzmy tę pielęgniarkę z psychuszki, która robiła mu insulinowe szoki w ramach represji za poglądy, które głosił. I ta siostra, i jej przełożony pracują z pewnością na tym samym oddziale. Chyba że awansowali. Czy Rosja może się podnieść moralnie nie rozliczając swych obywateli z odpowiedzialności za to, co robili w ramach tamtego ustroju, czy też racje ma niemiecki polityk i ci wszyscy, którzy w słowie "moralność" upatrują zagrożenia wolności?


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura pokój polityka ekonomia literatura gospodarka konflikt felieton Izrael Unia Europejska pacyfizm wojsko Zanussi zbrojenia pokolenie spory