Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Zapach różanego olejku

W przeciwieństwie do mojej ojczyzny Hiszpania nie leży na żadnym skrzyżowaniu europejskich szlaków, przeciwnie, od reszty Europy dzieli ją wymarzona naturalna granica — Pireneje. Patrząc na historię Hiszpanii można zazdrościć im i tego położenia, i także wielu innych rzeczy. Choćby sukcesu, który odnieśli wchodząc do Unii Europejskiej, kiedy to gospodarczo zaczął się wielki skok do przodu. Jeśli chodzi o kulturę, to kiedy oglądam Hiszpanię na co dzień, wydaje mi się, że dzisiaj „hiszpańskość”, czyli konglomerat i cnót, i wad, rozwinęła się w kierunku przewagi tych pierwszych.

W relacjach polsko-hiszpańskich ubawiło mnie spostrzeżenie, że nie tylko przez wieki byliśmy granicą chrześcijaństwa (a więc granicą Europy), ale mieliśmy wspólnego sąsiada, którym było imperium Otomanów. Nam z naszych tureckich wojen pozostały rycerskie wspomnienia. W końcu nie daliśmy się pokonać i w przeciwieństwie do Węgrów i dalej całych Bałkanów nie zaznaliśmy okrutnej okupacji. Szkody tureckiego panowania gdzie indziej ciągną się przez pokolenia, ale skoro myśmy tych szkód nie zaznali, to łudzimy się legendą o tym, że nad Bosforem przez lata rozbiorów wspominano corocznie posła z Lechistanu.

Droga przez Hiszpanię do Europy prowadzi przez Pireneje i na tej drodze dawni Arabowie spotkali się z oporem chrześcijan. Później opór ten przerodził się w słynną rekonkwistę i cała wczesna historia Hiszpanii to walka o odzyskanie półwyspu. W czasach politycznej poprawności (która łatwo się przeradza w hipokryzję) nie należałoby mieć sympatii do Hiszpanów, którzy wygnali Arabów. Myślę jednak, że przeciętny Europejczyk czuje pewną satysfakcję z tego, że od Saragossy aż po Kadyks podróżujemy po Europie, a nie po jakże obcym nam Maghrebie. Ten Maghreb kiedyś, przed inwazją Arabów, też był częścią Europy i Augustyn jako biskup Kartaginy był afroeuropejczykiem.

Odwiedzałem w Saragossie zamek, który jest dzisiaj siedzibą parlamentu Aragonii. Jego przebudowa czy budowa to lekcja historii w kapsułce: resztki murów przedarabskich i przepych orientu, na nim nadbudowany jeszcze większy przepych rekonkwisty i wreszcie lata zaniedbania, jakieś marniutkie koszary i dalej w ostatnich latach dobudowana nowoczesność z poszanowaniem historii — parlamentarna sala obrad i podniesiona z ruin gotycka kaplica w roli hallu i sali wystawowej.

Zamieszczam ten opis bez zamiaru oferowania moich usług w roli przewodnika dla turystów. Dobrobyt współczesnej Hiszpanii jest tym, co możemy sobie wyobrazić jako dobrobyt Polaków w kilkanaście lat po tym, jak wreszcie będziemy dopuszczeni do Unii. Pod warunkiem, że wyciągniemy te fundusze, które jakże szczęśliwie wykorzystali Hiszpanie, pokonując skutecznie kompleks izolacji i nadrabiając go niesłychaną aktywnością w unijnych strukturach. Liczba młodych Hiszpanów znających obce języki i działających w Brukseli przekracza statystyczną reprezentację tego kraju. Chciałbym wierzyć, że rzesze naszej młodzieży zdobywają dziś kwalifikacje, dzięki którym ruszą do konkursów na stanowiska pracy i rozprzestrzenią się w unijnych ciałach.

Podziwiając urodę zamku w Saragossie mam jeszcze jedną refleksję idącą wyraźnie na przekór moim przyzwyczajeniom myślowym. Widzę odkopany (czy częściowo zrekonstruowany) przepych pochodzący z czasów panowania Arabów. I odwiedzam pobliskie zamki budowane w ramach rekonkwisty.

Zamki mroczne, ponure, zbudowane do walki i podboju, podczas kiedy arabskie pałace chłodzone systemem wymyślnych kanalików, którymi przepływała woda z różanym zapachem, przeznaczone były dla przyjemnego życia i artystycznych debat. Przy szemrzących fontannach dyskutowano o filozofii, a walczący za murami chrześcijanie mieli prostą wiarę niewykształconych ludzi i dość fanatyczne przekonanie o tym, że muszą odzyskać ziemię przodków, na której pod obcym władaniem wyrosła wysoka kultura, do której mogli zdobyć dojście dopiero po zwycięstwie nad wysoce wysublimowanym przeciwnikiem.

Jeżdżąc dziś po krajach islamu mam wrażenie, że historia ma swoje lustrzane odbicie. W bogatej Europie i w Stanach, gdzie szemrzą cicho klimatyzatory, dyskutujemy o globalizacji, a prości wierni islamu marzą o tym, żeby wreszcie nas zwyciężyć. Czytałem już coś o tym w esejach Huntingtona. W Saragossie przypomniałem sobie o tym wszystkim.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska polityka felieton Unia Europejska Hiszpania integracja europejska Arabowie Zanussi
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W