Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Debata drugoligowa

Wróciłem po paru tygodniach z Australii, a tu świat się głęboko przemienił. Nasz kraj stał się trudny do poznania. Napaść na Amerykę obserwowałem na żywo, to znaczy w realnym czasie, co oznaczało w Australii środek nocy. Noc dodaje grozy i te chwile spędzone przed telewizorem w Canberze, w domu ambasadora nieopodal ambasad Stanów i Izraela, zapamiętam jako chwile horroru. Nie było wiadomo, kiedy się ten atak zatrzyma, czy padną dwie wieże i część Pentagonu, czy także Kongres i Biały Dom, czy spłonie pałac Buckingham w Londynie i zawali się kopuła Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie. Patrząc wstecz mam wrażenie, że to, co być mogło niespodziewanym początkiem trzeciej wojny światowej, było tylko jej uwerturą. Wystarczy, żeby przypomnieć sobie znowu, jak kruche jest nasze złudzenie, że świat jest miejscem bezpiecznym.

Australia sprawia wrażenie ciotecznej siostry Stanów — należy do nowego świata, jest krajem płytkich korzeni. Od czasów, kiedy Anglicy urządzali tam swoją Syberię, czyli miejsce zsyłki dla przestępców, minęły zaledwie dwa wieki. Dlatego też cały ten kontynent (równy obszarem Stanom Zjednoczonym bez Alaski) jest mało zaludniony (w przybliżeniu pół ludności Polski) i gościnnie przyjmuje imigrantów.

Trafiłem do Australii w momencie kryzysu związanego ze statkiem uciekinierów, którzy chcieli się dostać na kontynent. Prasa polska, w tym i „Polityka” informowały o całym zdarzeniu wybierając fakty tak, by obraz odpowiadał pewnym powszechnym stereotypom o niegodziwości bogatych, egoizmie społeczeństw rozwiniętych i podłości centroprawicowych rządów. To samo zdarzenie oglądane z bliska wyglądało inaczej. Atak na Amerykę, rozumiany jako wyzwanie dla cywilizacji Atlantyckiej (niezbyt trafnie zwanej zachodnią), zabrał wigor łatwej retoryce tolerancji, otwarcia i dialogu. Australia szczyci się swoją ideologią wielokulturowości, ale perspektywa poważnego naruszenia proporcji etnicznych stwarza probierz dla wielkoduszności: czy biała europejska ludność (a więc nie tylko anglosasi czy też angloceltowie) zgodzi się dobrowolnie być mniejszością w kraju, który wydawał im się ich krajem, a nie wiadomo, czy nim będzie, gdy jakaś inna liczniejsza kultura oprze się na innej doktrynie i nie będzie już popierać tolerancji w postaci łagodnego racjonalnego dialogu (racjonalność jest także elementem kultury atlantyckiej).

Nikt dzisiaj nie wie, jaki zasięg będą miały w przyszłości reperkusje ataku na Stany Zjednoczone, ale nie ulega wątpliwości, że nie uda nam się zorientować w meandrach myśli, które napędzają działania ludzi gotowych poświęcić swoje życie w imię ideału, który w naszym rozumieniu jest wątpliwy. Wróciwszy nad Wisłę czytam jednym tchem teksty jednego z moich australijskich gospodarzy, profesora Martina Krügera (przedrukowane w „Gazecie Wyborczej”), obok polemikę w „Rzeczpospolitej” pani Kołakowskiej z profesorem Baumanem. Chciało by się, żeby cała stawka naszych intelektualistów, myślicieli i ideologów włączyła się poważnie w debatę, która dotyczy dziś przyszłości świata. Odnotowuję w tej debacie głos Ryszarda Kapuścińskiego w wywiadzie dla „Gazety”. Niestety, odnoszę wrażenie, że to, co Andrzej Wajda określa w wyniku wyborów jako polską zemstę na elitach, odbiera impet debacie i spycha nas do drugiej ligi, która czeka, aż inni rozstrzygną, czy ma trochę racji Oriana Falacci czy nawet Sylvio Berlusconi, czy też europejski humanizm ma pomysł na lepszą obronę tego, do czego bez wątpienia jesteśmy wszyscy przywiązani. Lepszy niż myśli Noama Chomskiego, bo one na równi z refleksją Baumana wydają się świadectwem tego, że czas stanął.

Czy polski potencjał myślowy jest w stanie wnieść coś oryginalnego do debaty o stanie dzisiejszego świata? Czy trudne doświadczenia zawarte w naszej historii przydadzą się dzisiaj w myśleniu wybiegającym w przyszłość?


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Europa Ameryka terroryzm Australia USA Nowy Jork bin Laden zamachy