Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Schodzę do podziemia

Mój włoski przodek przybył do Galicji budując koleje żelazne w dawnym cesarstwie Habsburgów, do którego należały zarówno północne Włochy jak Małopolska przez Polaków zwana wschodnią. (Termin, którego dzisiaj na Ukrainie lepiej unikać, bo budzi podejrzenie o próbę zmiany granic). Kolej żelazna do Lwowa, zwanego z niemiecka Lemberg, a z włoska Leopoli, była najdalszym przyczółkiem komunikacyjnym wschodniej Europy, jako że Finlandia i Estonia wchodziły wówczas w skład cesarstwa rosyjskiego, a Szwecja i Norwegia kolei nie budowały.

Mój ojciec był inżynierem budowlanym, ale po swoich przodkach odziedziczył skłonność do pojazdów poruszających się po szynach. Przed wojną uczestniczył w budowie Dworca Głównego w Warszawie, a przez całe życie pasjonował się koleją podziemną, czyli metrem. A także — polskim odpowiednikiem
S-Bahnu, czyli szybką koleją miejską (połączyła ona skutecznie Otwock z Żyrardowem i po wojnie zyskała przystanki śródmiejskie, z których do dzisiaj warszawiacy stosunkowo mało korzystają).

Legenda budowy prawdziwego metra błąkała się w moim domu w latach pięćdziesiątych i ojciec opowiadał o kurzawce i szybach na Pradze podczas pierwszych prac. Potem w czasach gomułkowskich wszystko stanęło (z oszczędności) i dopiero na stare lata doczekałem się metra, które wciąż mozolnie przebija się do mnie na Żoliborz i ponoć za dwa lata dotrze do placu Wilsona. W oczekiwaniu na pierwszy pociąg z pasją oglądam wszelkie metra, na które w świecie natrafię, i ostatnio zdarzyło mi się degustować (tak się chyba teraz mówi) wytworne metro w Bilbao. O wytworności świadczą śliczne szklane czapeczki nad wejściami projektu tego samego tytana architektury, który przyozdobił nową kopułą berliński parlament i potężnym biurowcem (w budowie) nasz plac przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Z tych trzech budowli czapeczki w Bilbao są niewątpliwie najwdzięczniejsze. Całe metro w surowym betonie nie ma żadnych graffiti, bo codziennie rano służby je zmywają, a sfrustrowani autorzy malują chętnie tam, gdzie ich dzieła cieszą się dłuższym życiem.

Wytworne metro w Bilbao bije pewien szczególny rekord świata, ponieważ obsługuje miasto o trzystu pięćdziesięciu tysiącach mieszkańców, czyli najmniejsze, jakie kiedykolwiek mogło sobie pozwolić na ten luksus. (Kiedyś uważano, że Bonn dzierży ten rekord, ale tam jedyna linia tramwajowa wchodziła pod ziemię na kilka przystanków, więc to się właściwie nie liczy).

Obok metra bogate Bilbao ma ekscentryczny budynek nowego lotniska, przyciągający turystów swym osobliwym widokiem i wreszcie cel, do którego wiodą najliczniejsze turystyczne szlaki: niebywałe muzeum sztuki nowoczesnej, czyli filię Fundacji Guggenheima, której zbiory poza Nowym Jorkiem i Wenecją można teraz oglądać w kraju Basków.

Guggenheim jest marką. Bez niej nikt nie uwierzy, że w Bilbao jest coś istotnego do zwiedzania, na miejscu natomiast okazuje się, że atrakcją są nie tyle zbiory, co budynek muzeum — położony w środku miasta, nad rzeką, na prestiżowej parceli. Dzieło amerykańskiego architekta, który rozważał kiedyś zaprojektowanie w Warszawie budynku muzeum sztuki nowoczesnej. Pamiętam, że wtedy podniosły się głosy „albośmy to jacy tacy, co to sami nie umiemy projektować”. W wyniku tych głosów rozmowy ucichły, a Warszawa, w przeciwieństwie do Bilbao, turystycznych atrakcji jest mało.

Rozmawiając z przedstawicielami miejscowej junty, czyli władz regionu, dowiedziałem się, że droga inwestycja była przedmiotem ataków, ale zawzięta wiara entuzjastów zwyciężyła i dzisiaj wszyscy są wdzięczni tym, którzy mieli dobry pomysł.

Intuicja mi podpowiada, że gdyby w Polsce doszło do debaty na temat jakiejkolwiek inicjatywy niekonwencjonalnej, przeciętność wzięłaby górę, jak to było w wypadku debaty na temat wilanowskiej Bazyliki Opatrzności Bożej, która zamiast stać się atrakcją dla wszystkich odwiedzających stolicę i wyrazem nowoczesności polskiego Kościoła, stanie się (może zgodnie z rzeczywistością) dowodem myśli wręcz przeciwnej. A skądinąd polskim paradoksem pozostanie to, że kiedyś autor oryginalnego rozwiązania, które najpierw przyjęto, a potem odrzucono, ogłosił na łamach prasy protest przeciw zaproszeniu Amerykanina do Warszawy.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa polityka globalizacja postęp religia rodzina felieton pomoc Unia Europejska Warszawa Hiszpania bazylika metro Zanussi Intergracja Europejska wielkodusznośc samarytanizm Wilanów
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W