Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Głęboko się ze sobą nie zgadzam

W opiniach salonów dziewiętnastego stulecia pojawia się bardzo szczególna zabawa polegająca na tym, że zaproszonemu artyście goście zadają tematy, a on improwizuje. Zabawa ta dotyczyła artystów dwóch dyscyplin: poezji i muzyki. Poeci i wirtuozi na życzenie gości improwizowali wiersze albo też wykonania wariacji na temat, który często losowano, by zwiększyć siłę zaskoczenia. O ile mnie pamięć nie zawodzi, w jakimś liście Słowackiego do matki jest często cytowane i bardzo zabawne zdanie o tym, jak poeta uczestniczył w takim spotkaniu, na którym Mickiewicz oraz Chopin improwizowali i — jak pisze autor listu — było nudno.

Coraz częściej w moim życiu konferencjonisty czuję się podobnie jak artyści przed blisko dwoma wiekami. Zgadzam się publicznie improwizować na temat, który jest mi zadany i wprawdzie czynię to prozą, a nie wierszem, ale mam wrażenie, że przeżywam emocje, które nie mogły im być obce, kiedy brnęli w kierunku zamierzonego zakończenia niepewni, czy utwór się zgrabnie poskłada, czy też popęka przed końcem. W wypadku myśli, która wolno się toczy, niebezpieczeństwo jest takie, że pod koniec sam sobie zaprzeczę albo też, że dojdę do wniosku, z którym całkowicie się nie zgadzam, co w wypadku wystąpień czynionych w pierwszej osobie jest nieszczęściem, podczas kiedy w strukturze dramatycznego utworu bardzo często postaci, dla których piszę dialogi, mówią rzeczy, z którymi głęboko się nie zgadzam. (Mam właśnie za sobą taki utwór napisany dla teatru telewizji, w którym z masochistyczną satysfakcją wkładam w usta niewidocznych na ekranie reżyserów myśli zaczerpnięte z najgłupszych recenzji, jakie ostatnio zdarzyło mi się czytać).

Ten wstęp ma posłużyć jako usprawiedliwienie mych wywodów na temat, o którym wiem niewiele, ale nie tak dawno na jednym z polskich uniwersytetów wygłosiłem improwizowane wystąpienie dochodząc do wniosków, z którymi wprawdzie się zgadzam, ale które były dla mnie zaskoczeniem. Temat dotyczył dojrzałości. Jako człowiek po sześćdziesiątce jestem naturalnie upoważniony do tego, by go poruszać. Wprawdzie wiek wcale nie zapewnia automatycznie dojrzałości, ale można zaryzykować twierdzenie, że kto się o nią nie otarł wchodząc w drugą połowę żywota, ten ma duże szanse umrzeć jako ten przysłowiowy stary, a głupi. Dojrzałość bowiem wiąże się z mądrością, podczas kiedy niedojrzałość (jakże pięknie wyrażana w sztuce chociażby przez Gombrowicza) mądrością nie jest. Można natomiast powiedzieć, że świadomość własnej niedojrzałości jest tu zaczątkiem mądrości, która czasami przychodzi z wiekiem (a czasem tego nie robi).

Pływając w grząskim temacie uświadomiłem sobie, że niedojrzałość zwykle się objawia tym, że cząstkę prawdy bierzemy za całość i jest w tym w jakiś sposób podobna do sekciarstwa, które jest znanym zjawiskiem nie tylko w różnych religiach, ale także w życiu politycznym, a więc także na gruncie idei. Kto czepia się jednej sprawy, która mu wszystko przesłania, ten jest z definicji niedojrzały, podobnie jak ten, kto wierzy, że wszystkie zło świata rodzi się z jednego powodu (którym mogą być wymiennie: masoni, Żydzi lub jezuici, globaliści lub ekolodzy, liberałowie lub katokomuna). W świecie wiele się zmienia za sprawą ludzi niedojrzałych; są nimi często przywódcy i ideolodzy, możemy więc przyznać niedojrzałości zasługi, ale nikomu nie życzę, by długo był niedojrzałym.

Myśląc nieco poważniej spostrzegam, że w naszym życiu są zawsze jakieś doraźne bliskie cele — zazwyczaj chcemy osiągnąć jakieś stanowiska, majątek, status społeczny i rodzinny. Dla wielu, którzy dzisiaj odkrywają uroki robienia kariery, tym celem jest miejsce w hierarchii gospodarczej czy też w hierarchii władzy, albo też w równoważnej z pieniędzmi i władzą hierarchii rozgłosu (który zawsze daje się sprzedać) i podejrzewam, że dojrzałość najczęściej osiągają właśnie ci, którym cel pośredni nie zasłania horyzontu, a więc ci, którzy już go osiągnęli. Kto, kto całe życie marzył o tym, żeby być naczelnym redaktorem, ministrem, ambasadorem, prezydentem (choćby jakiejś firmy) i nie osiągnął tego celu, nie może zrozumieć, że na tym świat się nie kończy (a nawet nie zaczyna). Natomiast kto osiągnął choć cząstkę tego, o czym marzył, ma szanse bez frustracji zrozumieć co jest marnością, a co w życiu naprawdę nią nie jest.

Muszę wyznać, że wezwany na katedrę improwizowałem przez godzinę, więc wysnułem jeszcze kilka myśli zadając sobie i zebranym pytanie, czy odwieczne napięcie między klasycyzmem a romantyzmem nie odbija konfliktu dojrzałości i niedojrzałości. Zadałem też sobie pytanie, czy żyjemy u schyłku którejś z tych epok, ale ponieważ zadaniem artysty w salonie jest bawić gości, a nie przepytywać zebranych, więc zamknąłem tym relację pełen obawy, że ktoś z moich słuchaczy napisze w liście do matki, że nie było Mickiewicza i Chopina, a mimo to było nudno.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa polityka globalizacja postęp religia rodzina felieton pomoc Unia Europejska Warszawa Hiszpania bazylika metro Zanussi Intergracja Europejska wielkodusznośc samarytanizm Wilanów
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W