Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Albumy | Eseje i felietony | Poezja | Polecamy | Recenzje | Zapowiedzi | Linki | Napisz do nas |


Krzysztof Zanussi

Jeszcze nie wszystko stracone

Zaletą jałowych sporów jest to, że można je ciągnąć w nieskończoność, ponieważ nie dotyczą żadnej prawdy, tylko umownego orzeczenia. Przypuszczam, że do takich właśnie sporów należy ten o początek nowego tysiąclecia. Z jednej strony nie było roku zero, więc dopiero kiedy się skończy bieżący rok dwutysięczny wejdziemy w nowe tysiąclecie. Z drugiej strony, mając na myśli wiek dwudziesty mówimy lata tysiącdziewięćsetne (jeszcze wyraźniej we włoskim novecento), a na intuicję, kiedy pada okrągła data sprzed wieku — na przykład data śmierci Oscara Wilda, odruchowo myślimy, że dożył początku dwudziestego wieku, bo umarł w roku 1900. Myślę, że najrozsądniej jest powiedzieć cytując Szekspira: „Jest tak jak się państwu podoba”. Umówmy się, że mamy znów przełomową datę zupełnie tak samo, jak przed rokiem.

Czy coś mogło się zmienić w rokowaniach na nasze nowe stulecie w trakcie ostatniego roku? Przypuszczam, że raczej nic się nie zmieniło. Rok to zaledwie mgnienie oka w historii, możemy więc pozostać przy myślach sprzed roku. Z tych myśli na pierwszym planie pozostają, oczywiście, zagrożenia. Jako artysta, udzielając wywiadów w co drugim pytaniu słyszę: „Czy nie obawia się pan?...” Trzy kropki są miejscem, w które można wstawić dowolnie przykrą prognozę. W rzadkich chwilach, kiedy mogę pozwolić sobie na szczerość, przerywam pytającemu wołając: „Tak, oczywiście się obawiam”. Brak obaw jest oznaką braku wyobraźni, inteligencji i wiedzy. Człowiek dobrze poinformowany się obawia. Nie obawia się tylko matoł lub irracjonalny optymista.

Zastanawiam się, czy sto lat temu powyższe zdanie byłoby uznane za prawdziwe. Wydaje mi się, że wiek dwudziesty, gdy w atmosferze triumfu zamykało się stulecie określane dumnym mianem „pary i elektryczności”, mógł zaczynać się optymistycznie. Powszechnie wierzono w postęp i technologia dawała nadzieję, że przyjdzie szczęśliwe stulecie, kiedy rozwiązane zostaną podstawowe problemy ludzkości, to znaczy głód, ubóstwo i choroby przenoszone w drodze epidemii (sto lat temu mieliśmy za sobą odkrycie mikrobów). Patrząc w statystyki można przyznać, że wiek dwudziesty sprostał tym oczekiwaniom: żyjemy dłużej i zamożniej, tyle że nasz horyzont rozszerzył się poza bogatą Europę i jeszcze bogatszą Amerykę. Okazało się, że zamożność dotyczy niewielkiej części ludzkości. Dla większości jest ciągle marzeniem zupełnie nierealnym.

Zastanawiam się, czy to właśnie świadomość, że poza nami, mieszkańcami stosunkowo rozwiniętych krajów, jest jeszcze reszta świata żyjąca w powszechnej nędzy, daje nam poczucie zagrożenia i niepewności jutra, czy też nasze zwątpienie pochodzi z utraty wiary w nas samych. Już w połowie dwudziestego wieku rozpowszechniał się pogląd, że nasz gatunek ma w sobie jakiś gen samozniszczenia. Jako student wyczytałem to kiedyś w pismach Artura Koestlera i widząc perspektywę atomowej zagłady nabrałem przekonania, że pogląd ten musi być słuszny. Cała logika historii wskazywała, że jeśli zgromadzono wielkie arsenały groźnej broni, to ona kiedyś zostanie użyta i wobec tego niechybnie zginiemy, a na naszej spalonej planecie pozostaną jedynie owady odporne na promieniowanie. (Optymiści dawali szansę szczurom, rozwijając lepszą perspektywę ewolucji jakichś przyszłych ssaków). Aż dziw, że po połowie wieku nie boimy się już bomby atomowej i widzimy rzecz niewiarygodną — rozbrajanie wyprodukowanych rakiet i niszczenie pewnej części głowic. Niewzruszony aksjomat pesymistów runął, pozostał co najwyżej jako hipoteza. Broń jądrowa domowej roboty może w rękach jakichś desperatów stać się narzędziem szantażu, może zmieść ludzkość w jakiejś części świata, ale raczej nie zniszczy życia na całej planecie.

Nasze lęki poszły w inną stronę. Przed półwieczem jeszcze baliśmy się mocno bomby demograficznej, dziś bomba wybuchła i wiemy, że w ciągu stulecia serce cywilizacji może się przesunąć z niegdyś najludniejszej Europy do innych obszarów świata. Przykro myśleć, że nasze wnuki mogą żyć w jakimś trzecim świecie, nie zmieniając miejsca zamieszkania. Na pytanie: „Czy się pan nie obawia?... odpowiadam: „tak”, ale w myślach liczę, ile lat mi zostało i wygląda na to, że tego nie dożyję, nawet jeśli średnia wieku przedłuży się jeszcze o kilkanaście. Często pada pytanie: „Czy mi nie żal...” i wtedy odpowiadam „żal”, ale prawdę mówiąc, w głębi duszy zachowałem troszeczkę nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone i że ta moja rodzinna Europa poderwie się znowu do lotu. W końcu przez ponad dwa tysiąclecia stąd szły wszelkie impulsy rozwoju dla całej planety.

opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska historia postęp bieda nędza millenium stulecie zwyczaje Zanussi
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W