Niewiele, bo zaledwie dwa razy w życiu, było mi dane towarzyszyć osobom bezpośrednio w chwili ich odchodzenia z tego świata. Obydwa razy zdarzyło się to w szpitalu, w czasie, gdy siedziałem przy łóżku każdego z nich, w czasie, gdy odmawiałem brewiarz. Dziś w święto Ofiarowania Pańskiego wspominam umieranie pewnej starszej kobiety. Była to babcia mojego znajomego. W szpitalu panowała wieczorna cisza. Kobieta była ciężko chora, nieprzytomna. Już wcześniej udzieliłem jej namaszczenia. Odmawiałem kompletę, czyli brewiarzową modlitwę na zakończenie dnia. W trakcie modlitwy psalmem zauważyłem, że jej oddech mocno spowolnił. Kontynuowałem modlitwę. Nastąpiła antyfona, a w niej słowa Jezusa przed śmiercią na krzyżu: „W ręce Twoje, Panie, Powierzam ducha mojego”. Jej oddech stawał się coraz słabszy i płytszy. W czasie, gdy odmawiałem Pieśń Symeona, tę z dzisiejszej Ewangelii, przestała oddychać: „Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju, według słowa Twojego, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. To hymn z dzisiejszej Ewangelii, starca Symeona, któremu „Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego”. Kompleta jest tak zbudowana, że przygotowując człowieka do snu, przygotowuje równocześnie na godzinę śmierci. Dlatego to odmawiana jest wtedy Pieśń Symeona.
Chciałem od razu wstać, by powiadomić lekarza, że pacjentka zmarła. Ale pomyślałem sobie: po co się śpieszyć? Modliłem się dalej: „Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty”. I na koniec modlitwa do Matki Najświętszej: „Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!”. Ufałem, że tymi słowami ta, która przed chwilą odeszła z tego świata, przywitała się właśnie z Maryją. Wstałem, podszedłem do dyżurki lekarskiej. Lekarz przyszedł i stwierdził zgon. Zadzwoniłem do rodziny zmarłej: „Wasza babcia zmarła, a właściwie zasnęła prowadzona modlitwą Komplety.
W święto Ofiarowania Pańskiego światło świecy nabiera podwójnego znaczenia. Jest to przede wszystkim Światło Chrystusa, które zapłonęło w dniu naszego chrztu „Światło na oświecenie pogan”. Ufamy, że będzie też świecić przy naszej śmierci, a potem w wieczności jako „Światłość wiekuista”. W dzień Ofiarowania światło świecy obrazuje też Maryję, która jako pełna łaski, najjaśniej świeci światłem Chrystusa. Jest to światło Matki Bożej Gromnicznej. Gromy szatańskich pokus mogą pojawić się w chwili umierania. Dlatego na godzinę śmierci potrzebujemy wstawiennictwa Maryi, o które prosimy przez całe życie: „módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”. Dobrze, że powraca zwyczaj zapalenia świecy przy umierającym. W szpitalu, ze względów bezpieczeństwa tego zwykle się nie robi, ale w hospicjach, często. Oby i w naszych domach ten zwyczaj powracał. A jeśli tylko mamy możliwość, czuwajmy przy ludziach odchodzących. Przy nich wyraźniej brzmią psalmy, koronka do miłosierdzia Bożego i różaniec, a szczególnie słowa o naszej godzinie śmierci.