Słowo Boże zawsze nas oświeca na ścieżkach wiary i wskazuje nam właściwy kierunek. Dokładnie tak jest i dziś. Pierwsze czytanie ukazuje nam niezwykły przykład modlitwy. Młody król Salomon, świadomy ciężaru odpowiedzialności, jaki wziął na siebie po śmierci swojego Ojca, nie prosi Boga ani o długie życie, ani o bogactwo, ani o pokonanie wrogów. Prosi o … mądrość. Prosi o „serce rozumne”, zdolne słuchać i rozeznawać. Myślę, że wszyscy doskonale wiemy, iż w języku biblijnym „serce” nie oznacza sfery uczuć ale centrum osoby, jego najgłębsze, osobowe „ja” – miejsce decyzji, sumienia i spotkania z Bogiem. Salomon prosi więc tak naprawdę o to, aby Bóg pozwolił mu patrzeć na rzeczywistość i rozsądzać różne sprawy tego świata, do czego przecież jako król został wezwany, oczami samego Boga. Nie chce patrzeć na ludzi i wydarzenie czysto po ludzku, lecz po Bożemu. Mądrość, o którą zabiega, nie jest owocem intelektu ale darem łaski. To Bóg jest źródłem prawdziwego poznania dobra i zła. Właśnie dlatego modlitwa Salomona tak bardzo podoba się Bogu: nie jest skoncentrowana na sobie, lecz na misji powierzonej przez Boga i na dobru powierzonych mu ludzi. Odpowiedź Boga pokazuje jasno: kto szuka najpierw tego, co Boże, otrzymuje także to, czego nie żądał. Jak piękny byłby świat, gdybyśmy wszyscy o tym pamiętali, prawda?
Spójrzmy jeszcze na dzisiejszą Ewangelia. Ukazuje ona w sposób wyraźny, że ta prawdziwa, Boża Mądrość, pisana właśnie przez duże „M” ma swoje uosobienie w Jezusie Chrystusie. Marek opisuje sytuację, kiedy to Apostołowie wracają z misji zmęczeni, a Jezus – Dobry Pasterz – zaprasza ich na miejsce pustynne, by odpoczęli. Odpoczynek nie jest dla Apostołów jakimś zasłużonym luksusem ale koniecznością, przestrzenią odbudowy ich relacji z Bogiem i ze sobą nawzajem. To budowanie relacji z Bogiem i z braćmi jest tak ważne, że Jezus, który widzi tłum, będący „jak owce niemające pasterza”, sam zaczyna go nauczać. Pokazuje to, z jednej strony, że Bóg nigdy nie pozostaje obojętny na potrzeby ludzi, a z drugiej strony, że doskonale także rozumie zmęczenie i potrzeby swoich wybranych. Czasami zdarza się, że bardzo wiele oczekujemy od naszych kapłanów. Muszą być oni bardzo pobożni i rozmodleni a jednocześnie niezywkle aktywni, organizując życie duchowe, i nie tylko, Jezusowej Owczarni. Wierni mogą spędzać wolny czas, jak chcą, podróżować gdzie chcą, mieć ferie czy wakacje, i nikt nie może ich pytać co wtedy robią. Kapłani natomiast, kiedy tylko pozwolą sobie na chwilę urlopu, wytchnienia w czasie ferii i wakacji, natychmiast są rozliczani z każdej godziny spędzonej, np. poza parafią. Może to dzisiejsze słowo i postawa samego Jezusa pozwoli nam zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie jesteśmy zbyt wymagający i nie stosujemy podwójnych standardów: innych dla samych siebie a innych dla drugich.
Dzisiejsza Liturgia Słowa to, dla nas, ludzi wierzących, jasne wezwanie do modlitwy o „serce rozumne”, czyli takie, które jest zdolne słuchać Boga, rozeznawać Jego wolę, ale także jest czułe na potrzeby innych i dalekie od osądzania. Jeśli będziemy posiadali takie właśnie serca, będziemy rzeczywiście ludźmi mądrymi w oczach Bożych. A ponadto, taka mądrość uchroni nas przed aktywizmem pozbawionym ducha oraz przed obojętnością, która zabija miłość.