reklama

Faryzeusze poszli na łatwiznę

ks. Michał Kwitliński ks. Michał Kwitliński

dodane 09.02.2026 08:26

Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. Całkiem rozsądny zwyczaj, który zmniejszał ryzyko rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych. Niektórzy historycy uważają, że takie jest źródło wielu zwyczajów religijnych. Doświadczenie pokazywało, że ci co myją ręce rzadziej chorują, więc myciu rąk nadano znaczenie nadprzyrodzone. Być może nawet w tym przypadku tak było. Tylko że w dyskusji między faryzeuszami a Panem Jezusem zdrowotne walory mycia nie miały znaczenia. Było to jedno więcej oczyszczenie rytualne, mające podkreślić pragnienie człowieka, aby usunąć to wszystko, co przeszkadza nam w relacji z Bogiem. Chodziło o brud moralny, a nie bakterie, o których zresztą nic nie wiedziano. Pan Jezus nie neguje tej potrzeby, wręcz przeciwnie. Chce jednak uświadomić nam, że różne rytuały mają znaczenie symboliczne. Tym samym nabierają sens tylko wtedy, jeśli idą w parze z tym, co się dzieje w naszym sercu. Prawo mojżeszowe zawierało wiele takich gestów, Faryzeusze chcieli być wierni Bogu, skupili się jednak na samych symbolach. Pozornie wymagali od siebie wiele, „poszerzając” prawo objawione Mojżeszowi. W rzeczywistości była to droga łatwiejsza od tej, którą wskazywali prorocy, podkreślający konieczność nawrócenia serca. Pierwotne założenia były słuszne, trzeba być wiernym prawu Bożemu w najmniejszych szczegółach. Z czasem jednak doszło do wypaczenia. Żydzi przestali widzieć właściwy sens prawa i znaczenie symboli

Pan Jezus wskazuje wąską drogę i poleca wchodzić przez ciasną bramę. Wymaga od swoich uczniów o wiele więcej niż faryzeusze. Nie chce, żeby rozpraszali się na przestrzeganie tradycji, które zostały oderwane od pierwotnego sensu prawa mojżeszowego.

Ciekawe, że tylko niektórzy spośród uczniów przestali przestrzegać tradycji obmywania rąk. Pan Jezus ich broni, a przecież to On ustanowił prawo Starego Przymierza. Z pewnością nie pochwalałby lekceważenia wobec tego, co naród wybrany otrzymał od Boga. Raczej chodziło o to, że owi „kontestatorzy tradycji” czuli, że będąc blisko Jezusa, słuchając Go, patrząc na Niego, są nieustannie „oczyszczani”, nie symbolicznie, lecz realne. Może uznali, że w tej sytuacji lepiej jest symbolicznie nie obmyć rąk, podkreślając wiarę w Chrystusa i oczyszczającą moc Jego łaski?

Co ta scena oznacza dla nas? Istnieje pokusa, i niestety wielu jej ulega, aby uznać za nieważne wszelkie formy zwracania się do Boga, wypracowane w ciągu wieków istnienia Kościoła. Wystarczy, że kocham Pana Jezusa, zaś sakramenty, liturgia, wspólne nabożeństwa, odprawiane według określonego rytuału, są zbędne. Byłaby to postawa odległa od tego, co uważali apostołowie. Zarówno oni, jak i ich następcy również tworzyli nowe tradycje, w dużej mierze w oparciu o to co istniało. I czynili to z posłuszeństwa Panu Jezusowi. Najważniejszym przykładem jest Msza święta, której zręby opierają się na liturgii Paschy żydowskiej. To czyńcie na moja pamiątkę. Chrześcijanie stworzyli jednak nowe formy, aby lepiej wyrażały prawdę o Eucharystii, aby wiernie wypełnić nakaz naszego Zbawiciela. Sakramenty nie pochodzą od ludzi, ale od samego Pana Jezusa. Kościół nadaje im określona formę, bo tego potrzebujemy. Może ona ulegać zmianie, pod warunkiem, że dzieje się to w obrębie wspólnoty Kościoła. Nota bene w czasie liturgii Mszy, kapłan obmywa ręce mówiąc „obmyj mnie Panie z mojej winy”. To symbol i można go zmienić, zastąpić innym. Nie można jednak tego robić na własną rękę w oderwaniu od wspólnoty Kościoła. Przede wszystkim zaś nie wolno zmieniać tego, co ustanowił sam Chrystus, czyli znaków sakramentalnych. On sam jest w nich obecny, usuwając znak, usuwamy Jego samego. Jeśli zaś pojawia się rutyna, np. kapłan wypowiada wspomniane słowa bezmyślnie, nie trzeba rezygnować symbolu, ale starać się go zrozumieć, pragnąć aby odzwierciedlał to co mam w sercu.   

1 / 1

reklama