Nikt nie opuszcza domu

Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca… Zbiegiem okoliczności w tym roku czytamy tę Ewangelię w Dzień Matki. Pan Jezus utwierdza swoich uczniów w wyborze, którego dokonali idąc za Jego wezwaniem. Zostawili swe domy, swe rodziny. Również matki. Czy to wezwanie nie jest sprzeczne z czwartym przykazaniem. A mówiąc jeszcze mocniej – czy nie jest sprzeczne z miłością? Nie może być sprzeczne, bo Bóg jest Miłością. Jak więc rozumieć te słowa?

Po pierwsze, spośród apostołów tylko Szymon był ojcem rodziny, to jest miał pod opieką inne osoby. Nie wiadomo czy miał dzieci i czy jego żona żyła. W jednym z listów św. Pawła (1 Kor 9,5) o „niewiastach-siostrach”, które towarzyszą niektórym apostołom, w tym Kefasowi. Być może chodziło właśnie o jego żonę. Dla pozostałych młodych nieżonatych uczniów rodzina była nie tyle zobowiązaniem, co gwarancją bezpieczeństwa materialnego, społecznego i emocjonalnego. Dziś trudniej nam to zrozumieć, żyjemy w społeczeństwie indywidualistycznym, w którym więzi rodzinne mają mniejsze znaczenie z tego punktu widzenia. Zostawić rodzinę czy możliwość założenia rodziny oznaczało wówczas ryzyko. Pan Jezus chce, aby to ryzyko podjęli.

O wiele ważniejsze dla zrozumienia tego fragmentu jest dalsza część zdania wypowiedzianego przez Nauczyciela:  z powodu Mnie i z powodu Ewangelii. Uczniowie zostawiają wszystko nie dlatego, że chcą prowadzić wygodne życie z jak najmniejszą ilością zobowiązań. Oni podejmują misję, która tworzy zobowiązanie miłości jeszcze mocniejsze niż rodzina. Ich wyrzeczenie ma na celu niesienie Ewangelii wszystkim, czego owocem jest umocnienie małżeństwa i rodziny. Wszak Ewangelia oznacza nadanie naturalnej instytucji małżeństwa nowego, nadprzyrodzonego wymiaru, zaś wymogi, które stawia Chrystus małżonkom, idą dalej niż prawo mojżeszowe. Pan Jezus przypomina, że ta więź jest nierozerwalna z ustanowienia Bożego, taki charakter ma Boża miłość.

Rezygnacja z założenia własnej rodziny czy poluzowanie więzi z tą, z której się pochodzi, jeśli jest wyborem z miłości do Boga i ludzi, przynosi owoce. Kto odpowie na wyzwanie Chrystusa, otrzyma stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życie wieczne w czasie przyszłym. Kim jest ta wielka rodzina? To wszyscy, którzy zbliżą się do Chrystusa w wyniku misji apostołów, czyli ostatecznie Kościół. Często jednak osoby, które podjęły drogę służby Kościołowi w celibacie, zakonnym, kapłańskim czy apostolskim, po początkowym oporze ze strony rodziny, budują nową głębszą więź. Pewna znana w mediach społecznościowych siostra zakonna opowiadała, że gdy przyjechała odwiedzić rodzinę po pierwszym roku nowicjatu, jeden z wujków powiedział do jej rodziców: „Ona już nie jest wasza, ona jest nasza”. Precyzyjnie należałoby powiedzieć: „nie jest już tylko wasza”. Więź z rodzicami na zewnątrz ulega poluźnieniu (zresztą podobnie być powinno w powołaniu małżeńskim), ale w tym, co najgłębsze staje się mocniejsza, szczególnie gdy rodzice rozumieją, że wychowując swoje dziecko, przyczynili się do wzrostu całego Kościoła. Pan Jezus parokrotnie daje do zrozumienia swej Matce, że Jego posłannictwo wymaga wzięcia pewnego dystansu nawet wobec Niej. Na koniec, włącza ją w swoją misja w sposób absolutnie wyjątkowy, czyniąc Ją Matką Kościoła.

Dzisiejsze słowa Jezusa na pierwszym miejscu poruszają tych, co otrzymali powołanie do życia konsekrowanego lub inne formy oddania, zakładającego całkowite poświęcenie jakiejś drodze w Kościele. Jednak każdy chrześcijanin jest wezwany w jakiś sposób, aby zostawić wszystko. Chodzi o to, aby obowiązki wynikające z małżeństwa, rodzicielstwa, bycia czyimś dzieckiem czy bratem, nie zasłoniły najważniejszego obowiązku wobec samego Boga. Dopiero gdy jesteśmy całkowicie oddani Jemu, możemy odkryć pełny sens więzi rodzinnych i je uświęcić. 

 

« 1 »