Drodzy moi, pozdrawiam Was w ten piękny sobotni dzień i zachęcam, abyśmy wspólnie pochylili się nad dzisiejszą Liturgia Słowa, gdyż kieruje ona nasz wzrok na tematykę bardzo dzisiaj aktualną. Prowadzi nas bowiem ku pytaniu o źródło prawdziwego autorytetu oraz o postawę człowieka wobec Boga, który objawia prawdę. Zarówno fragment z Listu św. Judy Apostoła, jak i Ewangelia według św. Marka pokazują nam bardzo wyraźnie, że człowiek może albo otworzyć się na Boże działanie, albo zamknąć się w pysze i lęku przed prawdą.
Św. Juda Apostoł kończy swój list niezwykle piękną doksologią: „Temu zaś, który ma moc ustrzec was od upadku i postawić nieskalanych wobec swej chwały…”. To krótkie zdanie przypomina nam bardzo ważną prawdę: sami z siebie nie jesteśmy w stanie wytrwać w dobru. Dzisiejszy świat bardzo często głosi kult samowystarczalności człowieka. Człowiek ma być silny, niezależny, sam decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Tymczasem Kościół katolicki przypomina, że bez Boga człowiek szybko gubi drogę. To Bóg daje siłę do wytrwania w wierze, do walki z grzechem i do życia w prawdzie.
Św. Juda mówi również o radości i chwale, do której Bóg chce nas doprowadzić. Wiara katolicka nie jest religią smutku czy ograniczeń. Jest drogą ku pełni życia. Problem polega jednak na tym, że wielu ludzi odrzuca Boga, ponieważ nie chce uznać nad sobą żadnego autorytetu. I właśnie do tego nawiązuje dzisiejsza Ewangelia.
Arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi pytają Jezusa: „Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę?” Nie pytają dlatego, że szukają prawdy. Oni chcą Jezusa pochwycić na słowie, podważyć Jego autorytet i znaleźć pretekst do oskarżenia. Problem nie polegał na braku dowodów. Przecież oni widzieli cuda Jezusa, słyszeli Jego naukę, byli świadkami uzdrowień. Problem tkwił w zatwardziałości serca.
Tak jak powiedziałem na początku, to bardzo aktualna Ewangelia. Także i dzisiaj wielu ludzi nie odrzuca Chrystusa dlatego, że nie zna prawdy, ale dlatego, że prawda jest dla nich niewygodna. Łatwiej jest stworzyć sobie „własną wersję chrześcijaństwa”, dostosowaną do współczesnych mód i ideologii, niż przyjąć Ewangelię w całej jej radykalności. Dzisiejszy świat chętnie akceptuje Jezusa jako „dobrego człowieka”, nauczyciela tolerancji czy symbol pokoju, ale odrzuca Go jako Pana i Zbawiciela, który ma prawo wymagać, upominać i wskazywać człowiekowi drogę.
Jezus odpowiada swoim przeciwnikom pytaniem o chrzest Jana. I nagle okazuje się, że ci, którzy uważali się za autorytety religijne, bardziej boją się opinii tłumu niż Boga. Nie szukają prawdy, lecz kalkulują, co im się opłaca powiedzieć. Jakże często podobna postawa pojawia się także dziś. Człowiek boi się przyznać do wiary, bo obawia się wyśmiania. Milczy wobec zła, bo nie chce narazić się światu. Rezygnuje z prawdy, aby zyskać chwilowy spokój i akceptację otoczenia.
Dzisiejsze czytania zachęcają nas więc do odwagi wiary. Chrystus nie potrzebuje naszej „zgody”, aby być Panem świata. Ale od naszej odpowiedzi zależy nasze zbawienie. Prośmy Boga, aby zachował nas od duchowej ślepoty i zatwardziałości serca. Niech da nam łaskę pokornego uznania, że tylko On „ma moc ustrzec nas od upadku” i doprowadzić do życia wiecznego.