• Świadectwo

Przy wsparciu teściów opuściłam niesakramentalny związek, by pojednać się z mężem i Bogiem

Bożena po 12 latach małżeństwa została porzucona przez męża, który odszedł do innej kobiety. Z czasem sama związała się z innym mężczyzną, z którym miała dziecko i tworzyła rodzinę. Jak przyznaje, długo nie dostrzegała duchowych konsekwencji tej decyzji, jednak po nawróceniu zrozumiała, że nie może usprawiedliwiać własnego wyboru, krzywdą, której sama doświadczyła.

Kiedy po 12 latach małżeństwa mąż oświadczył mi, że odchodzi do innej kobiety, zostawiając mnie i naszego pięcioletniego synka, serce rozpadło mi się na milion kawałków.

Przez pewien czas mieszkałam z synkiem u teściów. Byli dla mnie ogromnym wsparciem. Jako ludzie wierzący poważnie traktowali nierozerwalność małżeństwa i nie akceptowali decyzji swojego syna.

Z czasem jednak sama zaczęłam spotykać się z innym mężczyzną. Byłam wtedy daleko od Boga, dlatego taka decyzja przyszła mi stosunkowo łatwo. Zakochaliśmy się w sobie z wzajemnością. Zawarliśmy związek cywilny, a po roku urodził się nasz syn. Wspólnie wychowywaliśmy obydwu chłopców, wyjeżdżaliśmy na wakacje i tworzyliśmy rodzinę. Z zewnątrz wszystko wyglądało pięknie.

Mimo to z biegiem czasu zaczęłam odczuwać niepokój i poczucie, że czegoś mi brakuje. Zaczęłam oglądać filmy religijne i słuchać pieśni o Bogu. Pewnego dnia poszłam na Mszę Świętą. Wtedy, ze łzami w oczach, uświadomiłam sobie, że nie mogę przystąpić do Komunii Świętej, ponieważ żyję w związku, który stoi w sprzeczności z moim sakramentalnym małżeństwem.

To doświadczenie pomogło mi dostrzec prawdę o moim życiu. Po powrocie do domu podzieliłam się swoimi rozterkami z partnerem. On jednak próbował mnie przekonywać, że wiele osób żyje w podobny sposób i że czasy się zmieniły.

Ja natomiast coraz mocniej czułam, że potrzebuję Boga. Modliłam się, prosząc Go o pomoc.

Słowo, które pomogło mi podjąć decyzję

Bóg zaczął stawiać na mojej drodze ludzi, którzy pomogli mi odnaleźć właściwą drogę. Najpierw była to znajoma, Jadwiga, która sama żyje w związku niesakramentalnym. Zaprosiła mnie na rekolekcje dla osób znajdujących się w podobnej sytuacji. Po ich zakończeniu zapisałam się na kurs Alfa w Rychwałdzie.

Podczas modlitwy wstawienniczej zapytałam Boga, co mam dalej robić. Otrzymałam słowo z Księgi Ozeasza:

„Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską” (Oz 3, 1).

Te słowa stały się dla mnie ważnym drogowskazem. Postanowiłam zerwać z grzechem i pójść za Jezusem. Zaczęłam także uczęszczać na spotkania Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR.

Nie była to łatwa decyzja. Bałam się kolejnego rozstania, wychowywania następnego dziecka bez ojca i ponownego doświadczenia rozbitej rodziny. Wiedziałam jednak, że nie mogę kierować się wyłącznie lękiem. Ufałam, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i że jeśli Mu zawierzę, On wskaże mi drogę.

Odeszłam od partnera i zamieszkałam z dziećmi u teściów, czyli rodziców mojego sakramentalnego męża. Przez cały ten czas modlili się oni o mój powrót. Przyjęli mnie i obydwu chłopców z wielką miłością. Młodszego synka, który urodził się w moim drugim związku, od początku traktowali jak własnego wnuka. Jeszcze zanim ponownie z nimi zamieszkałam, za każdym razem, gdy przychodzili odwiedzić starszego wnuka, przynosili upominek również dla młodszego.

Ich postawa była dla mnie ogromnym wsparciem. W trudnym momencie nie zostałam sama.

„Czekam nie czekając”

Od tamtych wydarzeń minęło już trochę czasu. Nie mam częstego kontaktu z moim sakramentalnym mężem, który nadal żyje z inną kobietą. Pozostaję jednak otwarta na jego powrót, pojednanie i uzdrowienie naszego małżeństwa.

Czekam nie czekając. Nie oznacza to bezczynności ani uzależniania całego życia od decyzji męża. Staram się pracować nad sobą i rozwijać duchowo. Ogromną pomocą jest dla mnie wspólnota Sychar, a przede wszystkim Eucharystia. Dzięki temu odzyskuję pokój serca i radość.

Decyzja o odejściu od partnera pozwoliła mi zerwać z tym, co uznawałam za grzech. Uwolniłam także jego od życia w związku, który nie był zgodny z moją wiernością sakramentalnemu mężowi. Przestałam go zdradzać, a tym samym krzywdzić również naszego syna.

Ważne stało się dla mnie nauczanie Kościoła o nierozerwalności małżeństwa. Słowa Pana Jezusa: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (Mt 19, 6), przypominają mi, że sakramentalne małżeństwo nie przestaje istnieć tylko dlatego, że jedna ze stron odchodzi.

Wierzę, że pojawienie się dziecka w kolejnym związku nie musi oznaczać zamknięcia drogi do pojednania małżonków. Dziecko jest niewinne i zasługuje na miłość oraz troskę. Mój młodszy syn otrzymał tę miłość również od swoich dziadków, którzy przyjęli nas pod swój dach.

Droga do pojednania z Bogiem i człowiekiem

Mimo sprzeciwu wielu osób, które odradzały mi rozstanie z partnerem, zdecydowałam się na ten krok. Wierzę, że w ten sposób weszłam na drogę pojednania z moim sakramentalnym mężem, a przede wszystkim z Bogiem.

Przypominają mi się słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane podczas Apelu Jasnogórskiego w Częstochowie 19 czerwca 1983 roku: „(…) droga do pojednania z Bogiem prowadzi poprzez pojednanie z ludźmi”.

Podobne wezwanie znajduję w Ewangelii według św. Mateusza: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (Mt 5, 23-24).

Nie wiem, jak potoczą się dalsze losy mojego małżeństwa. Mąż nadal jest z inną kobietą, ale ja modlę się o jego nawrócenie i pozostaję otwarta na jego powrót. To, że sam odszedł do innej osoby, nie usprawiedliwia mnie, abym postąpiła tak samo.

Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian pisze:

„Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem” (1 Kor 7, 10-11).

Te słowa pomagają mi trwać w podjętej decyzji, nawet gdy nie widzę jeszcze jej owoców.

Jestem bardzo wdzięczna Wspólnocie Trudnych Małżeństw SYCHAR za wsparcie, towarzyszenie mi w tej drodze oraz obronę świętości i nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa.

Szczególne podziękowania kieruję do moich teściów. Ich modlitwa, otwartość i miłość okazały się dla mnie bezcenne. Przyjęli mnie razem z dziećmi i pokazali, że nawet w bardzo trudnej sytuacji można pozostać wiernym swoim przekonaniom, a jednocześnie okazywać miłość i troskę.

Bożena

« ‹ 1 › »