Jak Maryja stała się naszą Matką

Dzień po święcie Podwyższenia Krzyża, obchodzimy wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Niektórzy krytycy chrześcijaństwa zarzucają nam, że wysławiamy cierpienie, co jest sprzeczne z naturą człowieka. Na ogół wynika to z nieznajomości wiary chrześcijańskiej, co nie jest dobrym usprawiedliwieniem, bo uczciwość wymaga poznania jakiejś rzeczy, zanim się ją skrytykuje. Jednak uroczyste upamiętnienie męki Pana Jezusa (i to nie jedyne, bo jeszcze uroczyściej obchodzimy Wielki Piątek) oraz cierpienia Jego Matki wydaje się być argumentem dla rzeczonych krytyków naszej wiary. Dlatego warto przypomnieć sobie, co naprawdę świętujemy. Wczoraj nie cieszyliśmy się z faktu, że ludzie wynaleźli okrutny sposób na zabijanie innych ludzi, jakim jest śmierć krzyżowa. Kontemplowaliśmy miłość Boga do człowieka, który przez swe cierpienie w ludzkiej naturze, daje nam życie i szczęście wieczne. Dziś przypominamy sobie o udziale Maryi w Jego zwycięstwie, które oznaczało udział w Jego cierpieniu. Jednak to nie cierpienie jest w centrum, ale Jego owoce. Jaki jest owoc bólu Matki stojącej pod krzyżem, na którym konał Jej Syn? Mówi o nim Ewangelia św. Jana, jedna z dwóch możliwych do odczytania na dzisiejszej Mszy Świętej.

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja».

Maryja otrzymała misję bycia matką naszego Zbawiciela. Tradycja Kościoła mówi, że nie doświadczyła Ona dolegliwości i bólu, który zwykle towarzyszy porodowi. Jednak już same okoliczności tych narodzin i pierwszych dni jej macierzyństwa przynoszą cierpienie – poczucie odrzucenia w rodzinnym mieście Józefa, przepowiednia Symeona, prześladowanie ze strony Heroda, okupione krwią niewinnych dzieci. Maryja doświadczyła więc bólu rodzenia w inny sposób. Zarazem doświadczyła szczęścia bycia matką i to matką Syna Bożego. Pod krzyżem, z woli samego Chrystusa, staje się Matką rodzącego się Kościoła. A Kościół rodzi się w zbawczym bólu Chrystusa. Pan Jezus przez cały okres swej publicznej działalności buduje zręby Kościoła, czyli wspólnoty wszystkich wierzący w Niego. Dopiero jednak Jego ofiara na krzyżu otworzyła drogę do tego, abyśmy stali się przybranymi dziećmi Boga Ojca. Chrystus wprowadza nas do swej rodziny. Dla każdego z nas momentem wejścia do niej jest chrzest, który św. Paweł wprost wiąże z męką i zmartwychwstaniem Chrystusa Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani, po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie (Rz 6, 4) Dla każdego z nas w chwili chrztu, Matka Pana Jezusa staje się naszą matką. Tym samym zaś Matką całego Kościoła. Święty Jan bowiem, jedyny apostoł stojący pod krzyżem, reprezentuje cały Kościół.

Nie świętujemy więc cierpienia Maryi, choć nie chcemy o nim zapomnieć, bo zapomnielibyśmy wtedy o Jej miłości. Świętujemy fakt, że uczestnicząc w bólu swego Syna, stała się naszą Matką, Matką Kościoła. I chcemy ją przyjąć jako Matkę. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie

 

« 1 »