Hakuna matata, robaczki. Długofalowe skutki plajty fermy owadów

I bambizm, i simbizm bazują na niepoukładanych emocjach. Logicznie rzecz biorąc, zabicie i zjedzenie larwy mącznika nie jest ani lepsze, ani gorsze od zabicia i zjedzenia świni. Śmierć robaka mniej przemawia do wyobraźni, bo nie spojrzy on na nikogo smutnymi oczkami, to cała różnica.

We Francji zbankrutowała niedawno firma będąca właścicielem wielkiej fermy mączników przeznaczonych do spożycia. Reklamowana na potęgę, między innymi przez aktora Roberta Downeya Juniora, finansowana z prywatnych i publicznych źródeł kwotą 600 mln euro, wykazała wielomilionowe straty. Mam nadzieję, że ta plajta okaże się początkiem końca sposobu myślenia, który nazwałbym simbizmem.

Miłość w futerku

Z pewnością zetknęli się Państwo z określeniem „bambizm”. To naiwne podejście do przyrody; takie, jakby świat zwierząt wyglądał jak w disneyowskim filmie o jelonku Bambi, gdzie zwierzęta są niewinne i mają urocze dziecięce oczka. Co ważne, w tej wizji świata zwierzęta są dobre, a ludzie stanowią dla nich zagrożenie. Przykładów takiego sposobu myślenia znajdzie się sporo na pierwszym lepszym forum o zwierzętach, ale rekord pobił moim zdaniem spot emitowany niecałe 10 lat temu, kiedy próbowano zakazać hodowli zwierząt futerkowych. Padało tam stwierdzenie, że zwierząt nie wolno krzywdzić, bo każde z nich to „miłość w futerku”.

Aż strach tłumaczyć, że takie miłości w futerku wypruwają flaczki innym miłościom w futerkach, piórkach, albo skorupkach, bo są drapieżniczkami. Dotyczy to takich zwierząt hodowanych dla futer, jak jenoty, norki czy lisy. Króliki oczywiście mięsa nie jedzą, za to bywają agresywne wobec pobratymców. Zdarza się np., że samce biją samice odrzucające ich zaloty. Szynszyle też potrafią brutalnie walczyć między sobą.

To nie byle bzik

Ideologia przyświecająca produkcji mięsa z robaków, pokrewna bambizmowi, kojarzy się raczej z „Królem lwem”. W filmie Disneya lew Simba słyszy od Timona i Pumby, że nie dostanie do jedzenia antylopy, ani hipcia (w domyśle: my tu nikogo nie zagryzamy), za to robaki – owszem. Robak to jakby mniej niż zwierzę. Można go zjeść i nie ma w tym niczego złego. A na pewno jest to lepsze niż jedzenie krowy. Nikt nie uzna, że scena zagryzania larwy przez Simbę jest brutalna.

Promowaniu owadziego mięsa towarzyszy podobny przekaz: jedzenie larw mącznika nie jest może zupełnie wege, ale bardziej niż wsuwanie kebabów; jeśli ludzie przerzucą się ze hot wingsów i prosciutto na białko z owadów, nie będzie hodowli klatkowej i innych bezeceństw. Unia Europejska, przypomnijmy, tak ekologiczna, wegańska i dbająca o klimat planety, oficjalnie promuje żywność z robaków, jako „zrównoważoną”.

I bambizm, i simbizm bazują na niepoukładanych emocjach. Logicznie rzecz biorąc, zabicie i zjedzenie larwy mącznika nie jest ani lepsze, ani gorsze od zabicia i zjedzenia świni. Śmierć robaka mniej przemawia do wyobraźni, bo nie spojrzy on na nikogo smutnymi oczkami, to cała różnica. Mało tego, w przypadku większych stworzeń o dobrostan i możliwie bezbolesny ubój, o co walczą  ekolodzy, można jakoś zadbać. Tymczasem na temat dobrostanu mączników współczesna nauka niewiele wie. Stosowane w hodowlach metody uboju to zaś m.in. śmiertelne chłodzenie, szybkie blendowanie i gotowanie żywcem. Wcześniej larwy trzeba przesiać przez sito, żeby oddzielić mniejsze od większych.

Na fizykę nic nie poradzisz

O klapie francuskiego przedsięwzięcia zadecydowało to, że mięso z owadów Europejczyków po prostu zbrzydza, ale drugim (a może raczej pierwszym) powodem było zderzenie z prawami fizyki. O co chodzi? Otóż hodowane mączniki miały służyć nie tylko jako pokarm dla ludzi, ale też jako pasza dla zwierząt. To miała być nawet większość produkcji. Okazało się jednak, że owady trzeba karmić odpadami zbożowymi, które nie są nieprzydatnym śmieciem, ale materiałem, z którego robi się paszę dla zwierząt. I tutaj zgrzyta fizyka, bo zgodnie z jej prawami więcej energii uzyska się z odpadów niż z robaków, które zjadły te odpady i część energii zużyły na własne funkcjonowanie. Zatem cała zabawa z hodowlą mączników nie ma sensu.

Skoro produkcja owadziego białka się nie opłaca, to nie ma sensu promowanie tego produktu i nie będzie komu o taką promocję walczyć. Kreskówki Disneya oczywiście zostaną, ale na celowym przekonywaniu ludzi, że warto jeść owady nikomu nie będzie zależało. A bez systemowego zasilania simbizm padnie. Na to w każdym razie liczę.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama