reklama

„To zależy” zamiast Dekalogu. Relatywizm – coraz częstszy grzech, ostrzega ks. Kostrzewa

Ks. Sławomir Kostrzewa ostrzega przed relatywizmem moralnym, rozumianym jako rozmiękczanie Bożych przykazań i przesuwanie granicy między dobrem a złem. „Ta postawa staje się dziś powszechna także wśród wierzących: zamiast przyjąć Boże przykazania, wielu odpowiada »to zależy«” – tłumaczy.

AS

dodane 28.01.2026 17:40

Relatywizm uderza w trzy kluczowe obszary: w prawdę, w sumienie i w relację z Bogiem. Najpierw rozmywa rozróżnienie dobra i zła, które Objawienie traktuje jako sprawę zasadniczą i nienegocjowalną. 

Dekalog nie do dyskusji

Ks. Kostrzewa podkreśla, że Dekalog nie jest propozycją do dyskusji ani „opinią moralną”, lecz Bożym prawem. Jeśli człowiek zaczyna wybierać, które przykazania go obowiązują, moralność przestaje opierać się na prawdzie, a zaczyna na wygodzie, presji otoczenia albo na usprawiedliwieniach. W takim świecie granice stają się płynne, a gdy nie ma granic, łatwo wytłumaczyć każdą decyzję.

Duchowny  pokazuje mechanizm przesuwania granicy: wielkie zło rzadko przychodzi wprost jako „zróbmy coś potwornego”, częściej zaczyna się od drobnego kroku i z pozoru niewinnego tłumaczenia. Przywołuje przykłady z historii i z codzienności, gdzie usprawiedliwianie małych odstępstw prowadzi do przyzwyczajenia, a potem do akceptacji rzeczy, które kiedyś były nie do przyjęcia. W podobny sposób – jak dowodzi – działa korupcja („to tylko przysługa”), zdrada („to tylko rozmowa”, „tylko raz”), a w skali społecznej szczególnie dramatycznie widać to w sporach o aborcję, gdzie relatywizowanie języka i pojęć ma zamazywać fakt zabijania dziecka.

Być jak Bóg

Kapłan akcentuje, że relatywizm daje pozór wolności, a kończy się zniewoleniem. Człowiek uspokaja się myślą, że „Bóg zrozumie” i że „czasy są inne”, ale faktycznie traci wrażliwość sumienia. Kolejne kompromisy stają się prostsze, rachunek sumienia coraz płytszy, serce twardnieje, a duchowa choroba rozwija się bez bólu, bo została „znieczulona”. Najgroźniejsze jest to, że człowiek może długo żyć w oddaleniu od Boga, będąc przekonanym, że wszystko jest w porządku.

Ks. Kostrzewa nazywa relatywizm grzechem, ponieważ w jego istocie kryje się postawienie siebie ponad Bogiem: człowiek uzurpuje sobie prawo do decydowania, co jest dobrem, a co złem. Autor wiąże to z pokusą z Księgi Rodzaju: pragnieniem „bycia jak Bóg” w rozstrzyganiu dobra i zła. Dodaje, że relatywizm niszczy więź z Bogiem także dlatego, że miłość do Boga nie jest wyłącznie uczuciem, ale wyraża się w wierności Jego przykazaniom; relatywizowanie przykazań oznacza w praktyce: „chcę Boga, ale bez Jego zasad”.

Rozeznanie a relatywizm

Na końcu tekst rozróżnia rozeznawanie od relatywizmu. Rozeznawanie zakłada, że Boże prawo jest prawdziwe i trzeba szukać uczciwego zastosowania go w konkretnej sytuacji, z uwzględnieniem złożoności ludzkiego życia. Relatywizm natomiast próbuje przerobić prawo tak, by pasowało do człowieka. Rozeznawanie nie zmienia definicji dobra i zła, tylko prowadzi do pokory: do modlitwy, spowiedzi, pracy nad sobą i przyjęcia korekty. Relatywizm przeciwnie: zamyka na upomnienie, drażni się nauczaniem Kościoła i przerzuca problem z człowieka na zasady. W tym sensie, jak wynika z wywodu autora, prawdziwe rozeznanie pyta: „Panie, jaka jest Twoja wola?”, a relatywizm w istocie domaga się: „Panie, dopasuj swoją wolę do mnie”.

Źródło: Nasz Dziennik 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

1 / 1

reklama