reklama

Polski franciszkanin z Ziemi Świętej: judaizm współczesny różni się od judaizmu epoki Chrystusa

„Teza ks. prof. Chrostowskiego, że współczesny judaizm różni się zasadniczo od judaizmu czasów Jezusa oraz że jego późniejsza postać zawierała treści o charakterze antychrześcijańskim, znajduje mocne uzasadnienie historyczne” – podkreśla o dr Jakub Waszkowiak OFM.

JJ

dodane 16.02.2026 14:47

Nie milkną echa słów ks. prof. Waldemara Chrostowskiego. Kończący 75 lat biblista w długiej rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną mówił nie tylko o studiowaniu Pisma Świętego i o własnym życiu, ale też w krytyczny sposób przedstawił sytuację dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. O. Waszkowiak, franciszkanin pracujący w Kustodii Ziemi Świętej w Izraelu, adiunkt jerozolimskiego Studium Biblicum Franciscanum odpowiada na zarzuty, jakie postawił ks. Chrostowskiemu ks. prof. Andrzej Perzyński. Ks. prof. Perzyński stwierdził, że słowa ks. prof. Chrostowskiego są tworzeniem „alternatywnego magisterium” Kościoła w kwestii judaizmu.

„Twierdzenia ks. Perzyńskiego nie mogą pozostać bez reakcji, zwłaszcza, że brak im naukowej rzetelności” – pisze o. dr Jakub Waszkowiak OFM. Franciszkanin przypomina, że judaizm współczesny w istotny sposób różni się od judaizmu epoki Jezusa Chrystusa.

„Po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej w 70 r. po Chr. judaizm stanął wobec konieczności głębokiej reorganizacji, gdyż unicestwione zostało jedyne miejsce sprawowania kultu ofiarniczego, który do dnia dzisiejszego nie został wznowiony. W tej sytuacji, począwszy od II wieku, rozwija się tzw. judaizm rabiniczny, wywodzący się przede wszystkim z tradycji faryzejskiej. Około VI wieku zakończono redakcję Talmudu Babilońskiego, stanowiącego rozwinięcie wcześniejszych tradycji ustnych judaizmu rabinicznego. W wielu jego partiach odnaleźć można krytyczne wypowiedzi na temat chrześcijaństwa oraz samego Jezusa” – zaznacza o. Waszkowiak. Jak dodaje, także późniejsze pisma żydowskie, takie jak Toledot Jeszu, przedstawiają postać Jezusa „w sposób skrajnie negatywny i zniekształcony”.

Różne kanony

Jak zatem zaznacza o. Jakub Waszkowiak, „teza ks. prof. Chrostowskiego, że współczesny judaizm różni się zasadniczo od judaizmu czasów Jezusa oraz że jego późniejsza postać zawierała treści o charakterze antychrześcijańskim, znajduje mocne uzasadnienie historyczne”.

I dalej:

„Ks. prof. Chrostowski stwierdza: «Nie otrzymaliśmy Starego Testamentu od Żydów. Otrzymaliśmy go od Jezusa Chrystusa i od Kościoła apostolskiego». Ksiądz Perzyński kontestuje tę wypowiedź słowami: «Z punktu widzenia egzegezy katolickiej i historii zbawienia twierdzenie to balansuje na granicy anachronizmu. Jezus, św. Piotr czy św. Paweł nie posługiwali się ‘Starym Testamentem’ jako zbiorem odrębnym od Pism Żydowskich – oni czytali Tanach jako swoją jedyną, świętą księgę». Stanowisko ks. Perzyńskiego wydaje się w tym miejscu nie uwzględniać istotnych ustaleń historycznych dotyczących procesu kształtowania się kanonu biblijnego. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że w czasach Jezusa wewnątrz judaizmu nie istniał jeszcze zamknięty kanon ksiąg świętych. Ostateczne ukształtowanie kanonu Pisma Świętego (Tanach) dokonało się w środowisku rabinicznym dopiero w II wieku po Chr., kiedy chrześcijaństwo już istniało. W czasach Jezusa nie istniał bowiem jednolity, powszechnie uznany kanon poza Torą, której autorytet był bezsporny. Istniały natomiast znaczące rozbieżności co do statusu pozostałych ksiąg. Przykładowo trójdzielny układ Pism – Tora, Newiim i Ketuwim (Tora, Prorocy i Pisma), czyli późniejszy Tanach – był charakterystyczny dla nurtu faryzejskiego. Saduceusze uznawali wyłącznie Torę (Pięcioksiąg). Z kolei esseńczycy, oprócz ksiąg znanych później z Tanachu, posługiwali się również innymi pismami, które dziś określamy mianem apokryficznych, jak np. Księga Henocha czy Księga Jubileuszów. W związku z tym twierdzenie, że Jezus i Jego uczniowie korzystali z Tanachu jako ustalonego, zamkniętego zbioru tekstów, jest historycznie nieścisłe”.

Różna hermeneutyka

Franciszkanin pracujący w Ziemi Świętej pisze, że „w odniesieniu do pism, które dziś składają się na Stary Testament, chrześcijaństwo w swych początkach nie koncentrowało się na tekście hebrajskim, lecz korzystało przede wszystkim z Septuaginty – greckiego przekładu powstałego w Aleksandrii”.

„Nie oznaczało to jednak bezrefleksyjnego przyjęcia całego zbioru ksiąg funkcjonujących w tradycji Septuaginty – tłumaczy dalej o. Waszkowiak. – Pierwotny Kościół dokonał własnego rozeznania kanonicznego, przyjmując zbiór 46 ksiąg Starego Testamentu, a odrzucając niektóre pisma obecne w tradycji greckiej (Psalm 151, 3 i 4 Księgę Machabejską, 1 Księgę Ezdrasza, Modlitwę Manassesa). W odpowiedzi na przejęcie Septuaginty przez chrześcijan judaizm rabiniczny stopniowo odszedł od jej używania i podjął nowe przekłady greckie (m.in. Teodocjona, Symmacha i Akwili). Nie mniej istotna pozostaje kwestia interpretacji. Chrześcijaństwo odczytuje Stary Testament w świetle Nowego Testamentu, co prowadzi do odmiennego rozumienia tych samych tekstów. Różnica dotyczy zatem nie tylko zakresu kanonu, lecz przede wszystkim hermeneutyki”.

Powołanie można odrzucić

Odnośnie powołania Narodu Wybranego o. Waszkowiak przypomina: „Boże powołanie nie eliminuje ludzkiej wolności; człowiek może na nie odpowiedzieć pozytywnie, ale może je również zaniedbać, a nawet odrzucić. Jak powszechnie wiadomo, większość przedstawicieli judaizmu I wieku nie uznała Jezusa za Mesjasza. W konsekwencji tego wyboru św. Paweł stwierdza, że Izrael dostąpi zbawienia i rozpozna w Jezusie Mesjasza, jednak dopiero wówczas, gdy «pełnia pogan wejdzie do Kościoła» (Rz 11,25–26). Oznacza to, że wybranie Izraela zachowuje swoją trwałość, ponieważ Bóg nie cofa danego słowa, jednak odrzucenie Chrystusa sprawia, że to powołanie nie znajduje swojej pełnej realizacji. W konsekwencji głoszenie prawdy o zmartwychwstaniu zostało powierzone Kościołowi, choć w pierwotnym zamyśle to Izrael – naród, z którego wyszedł Mesjasz – miał stać się pierwszym i zasadniczym świadkiem tego wydarzenia”.

O. Waszkowiak sprzeciwia się też stwierdzeniu, że ks. prof. Chrostowski „unieważnia dorobek dialogu ostatnich dekad”. Podkreśla, że należałoby określić, „na czym ów dorobek miałby polegać w sensie ściśle teologicznym”.

„Dialog chrześcijańsko-żydowski niewątpliwie przyniósł istotne owoce na płaszczyźnie kulturowej i społecznej, przyczyniając się do przezwyciężania uprzedzeń oraz do budowania wzajemnego szacunku – przyznaje. – Należy jednak postawić pytanie: jakie konkretne rezultaty osiągnięto na poziomie dogmatycznym? Czy w ramach dialogu judeochrześcijańskiego udało się doprowadzić choćby do zasadniczej rewizji teologicznego spojrzenia na osobę Jezusa Chrystusa? W środowiskach żydowskich Jezus jest nadal określany pejoratywnym akronimem «Jeszu», interpretowanym jako skrót od formuły jimmaḥ šəmô wəzikrô («niech jego imię i pamięć zaginą»), podczas gdy Jego historyczne imię w języku hebrajskim brzmiało Jeszua. Fakt ten pokazuje, że zasadnicze różnice chrystologiczne pozostają nadal nierozwiązane, a dialog – choć owocny w wielu wymiarach – nie doprowadził do przezwyciężenia fundamentalnych rozbieżności teologicznych. Wśród wyznawców judaizmu trudno znaleźć osoby, które uznawałyby chrześcijaństwo za religię prawdziwą. Przy bliższym przyjrzeniu się temu «dorobkowi» okazuje się on stosunkowo skromny nawet w kwestiach najbardziej fundamentalnych”.

 

Źródło: KAI

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

1 / 1

reklama