reklama

Przełom w obronie powietrznej. Polska kupuje 18 baterii systemu antydronowego San

W piątek Agencja Uzbrojenia i specjalnie powołane konsorcjum w składzie PGZ, APS i norweski Kongsberg podpisały umowę na dostawę dla Wojska Polskiego 18 baterii systemu antydronowego San. To przełom w budowie efektywnej obrony powietrznej – stwierdził premier Donald Tusk.

AA

dodane 30.01.2026 15:01

Umowa została podpisana w piątek przez pełnomocnika szefa MON ds. budowy systemu obrony powietrznej gen. Michała Marciniaka oraz przedstawicieli Polskiej Grupy Zbrojeniowej, APS i Kongsberga, w obecności m.in. premiera Tuska i wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. Uroczystość odbyła się w zakładach wchodzącej w skład PGZ spółki PIR-Radwar w podwarszawskiej Kobyłce.

System San, którego dostawy dotyczy umowa – to przeciwlotniczy system przystosowany przede wszystkim do zwalczania wrogich dronów. Jak mówił podczas uroczystości Kosiniak-Kamysz, na system złoży się 18 baterii, w których skład wejdzie łącznie 700 pojazdów – w tym ok. 400 ciężarówek Jelcza oraz 300 Legwanów – opancerzonych samochodów konstruowanych w zakładach Rosomaka na bazie koreańskiej konstrukcji Kia KLTV.

W skład systemu wejść ma również cała gama sensorów – czyli różnego rodzaju radarów i innych czujników wykrywających zagrożenia, urządzeń przetwarzających zebrane dane i efektorów.

Cały program ma zostać zrealizowany w dwa lata, a jego koszt, według nieoficjalnych informacji, ma wynieść blisko 15 mld zł. Kosiniak-Kamysz pytany w piątek, czy koszt będzie właśnie taki, odpowiedział, że „suma jest bliska temu”.

„Finansowanie jest to kilkanaście miliardów, to są koszty programu San. Będą finansowane w dużej części z europejskich pieniędzy w ramach programu SAFE” – dodał szef MON. Zapewnił, że większość tych środków trafi do polskiego przemysłu zbrojeniowego, a ponadto firma Kongsberg mówiła, że „będzie inwestować w Polsce”.

Kosiniak-Kamysz powiedział też, że wierzy, iż produkty pokroju systemu San staną się marką polskiego przemysłu. Szef MON dodał, że podczas rozmów z najważniejszymi dowódcami państw sojuszniczych w niemieckim Ramstein zauważył zainteresowanie polskim sprzętem. „Zainteresowanie – (...) mogę to z pewnością powiedzieć – będzie ze strony wielu państw” – stwierdził.

Premier Tusk powiedział, że „mamy do czynienia z absolutnym przełomem, jeśli chodzi o efektywną, skuteczną obronę polskiej, europejskiej, NATO-wskiej granicy wschodniej, i to w tym najbardziej wrażliwym elemencie, jakim jest obrona powietrzna, przede wszystkim obrona przed nowoczesnymi technikami agresji”. Dodał, że jeszcze w piątek w Zagrzebiu, gdzie uda się na spotkanie liderów Europejskiej Partii Ludowej, będzie rozmawiał europejskimi przywódcami o „europejskim wymiarze” programu Tarczy Wschód i programu San.

Szef rządu zwrócił uwagę, że program San realizowany będzie przede wszystkim przez polskie firmy, w tym spółki PGZ i prywatną APS, we współpracy z norweskim Kongsbergiem; zapewnił jednocześnie, że zagraniczni partnerzy odpowiedzialni są tylko za dostawę tej technologii, którą nie dysponują polskie firmy. Podkreślił, że kluczowe jest, by wydatkowane na system pieniądze pracowały na rzecz „polskiej obrony, gospodarki, firm i naszej myśli technicznej”.

„Nie tylko doceniamy w ten sposób niezwykłe kompetencje naszych norweskich partnerów, ale jest to także elementem nowej architektury bezpieczeństwa, jaką Polska zainicjowała niespełna dwa lata temu koncentrując swoje wysiłki w zapewnieniu koordynacji pomiędzy państwami, które dźwigają na sobie bezpośrednią odpowiedzialność za bezpieczeństwo na granicy z Rosją i Białorusią. Dlatego tak bardzo pielęgnujemy te relacje, jakie powstały między państwami bałtyckimi, skandynawskimi i Polską” – powiedział Tusk.

„Tworzymy dzisiaj ten bezprecedensowy system jako najnowocześniejszy. Nie ma takiego drugiego przykładu dzisiaj w Europie, jakim będzie ten zintegrowany, inteligentny system obrony przede wszystkim przeciwdronowej” – powiedział szef rządu.

Przypomniał wydarzenia z jesieni ubiegłego roku, kiedy rosyjskie drony wleciały w polską przestrzeń powietrzną i zaznaczył, że „te pierwsze doświadczenia z agresją dronową pokazały, jak nieadekwatne są środki typu myśliwiec czy rakieta”.

Jak działa system San? 

Jedna bateria systemu San będzie się składać z trzech plutonów ogniowych i plutonu wsparcia. MON podało, że „każdy z plutonów ogniowych będzie posiadał pełne zdolności do samodzielnego wykrywania, śledzenia, identyfikacji celów powietrznych oraz ich zwalczania”.

Jak wskazuje Agencja Uzbrojenia, każdy z plutonów ogniowych zostanie wyposażony w stanowisko dowodzenia i kierowania – SanView firmy APS – oraz efektory, zarówno kinetyczne – jak pociski rakietowe kal. 70 mm (APKWS), oraz artyleryjskie – w tym: armatę kal. 35 mm (oferowaną przez PIT-Radwar), armatę kal. 30 mm (firmy Kongsberg) czy wielolufowy karabin maszynowy kal. 12,7 mm (produkcji ZM Tarnów

W skład systemu wejdą też tzw. niekinetyczne środki rażenia – np. urządzenia do zakłócania pracy dronów – a także stacje radiolokacyjne (FIELDctrl Ultra i Follow produkcji firmy APS). Dodatkowo na wyposażeniu plutonu ogniowego będzie system zwalczania bezzałogowców, oparty na platformach bezzałogowych MEROPS (tzw. antydronach), a także wóz amunicyjny.

Pluton wsparcia będzie posiadał bateryjne stanowisko dowodzenia (bazujące na rozwiązaniach wykorzystanych w systemie PILICA), integrujące trzy plutony i zapewniające łączność z wyższym szczeblem, oraz zostanie wyposażony w dodatkowe sensory radiolokacyjne (Xenta-M) do wykrywania zagrożeń powietrznych oraz system rozpoznawania swój-obcy. Ponadto, na wyposażeniu plutonu wsparcia będą także warsztaty radiolokacyjne, artyleryjskie, cysterny, pojazdy transportowe i rozpoznawcze, dostarczone przez spółki polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Cały program San będzie stanowić uzupełnienie powstającego w Siłach Zbrojnych RP wielowarstwowego systemu obrony powietrznej, w skład którego wchodzą: program Wisła z amerykańskimi systemami średniego zasięgu Patriot, program Narew oparty na brytyjskich pociskach przeciwlotniczych krótkiego zasięgu (ok. 20 km) z rodziny CAMM, oraz program tzw. bardzo krótkiego zasięgu Pilica i Pilica+, oparty o polskie działka przeciwlotnicze, rakiety Grom i Piorun, a w przyszłości także pociski CAMM.

Szybka realizacja programu San została zapowiedziana przez rząd po tym, jak w nocy z 9 na 10 września ub.r. w polską przestrzeń powietrzną wtargnęły rosyjskie drony bojowe. W ramach programu wojsko ma otrzymać zestaw narzędzi, które pozwolą mu skutecznie wykrywać i zwalczać tego typu zagrożenia; system ten ma też charakteryzować się względnie niskimi kosztami użycia, by móc efektywnie chronić przed możliwymi atakami dużą liczbą tanich i masowo produkowanych dronów.

Jak wskazują eksperci, wyzwaniem przy tworzeniu systemów dronowych jest szybka ewolucja dronów stosowanych na polu walki i potrzeba szybkiego reagowania na nowe wyzwania. Kluczowe jest także zapewnienie odpowiedniej gamy sensorów – w tym radarów, kamer, ale także np. czujników nasłuchujących głośnego dźwięku silnika nadlatującego drona.

Rozwijane systemy dronowe stosują też różne rozwiązania, jeśli chodzi o zwalczanie dronów – oprócz „twardych środków”, jak zestrzelenie drona rakietą czy pociskiem z działka przeciwlotniczego, stosowane są także metody takie jak zakłócanie łączności drona, zwalczanie ich laserem czy nawet – w przypadku mniejszych dronów – łapanie ich w wystrzeloną sieć.

Podczas wtargnięcia rosyjskich dronów nad Polskę do ich zwalczania zostało zaangażowane polskie i sojusznicze lotnictwo bojowe; wojskowi i przedstawiciele MON zwracali później jednak uwagę, że zestrzeliwanie tanich dronów kosztującymi miliony dolarów rakietami zaprojektowanymi do zwalczania np. wrogich samolotów jest nieekonomiczne i nieefektywne, a do potencjalnej walki z dziesiątkami czy setkami dronów konieczne są tańsze środki.

Źródło: Logo PAP

1 / 1

reklama