Józefitka z Ukrainy: gotujemy zupę dla uchodźców i modlimy się o pokój

„Wojna wymusza nowe zaangażowania. Patrzymy na potrzeby ludzi i staramy się na nie reagować” – mówi siostra Tobiasza Siemek, która od 30 lat pracuje w Ukrainie.

W ogarniętym wojną kraju prężnie działa dziesięć wspólnot prowadzonych przez józefitki. „Zbieramy lekarstwa i prowiant dla żołnierzy, gotujemy zupę dla uchodźców i cały czas modlimy się o pokój” – mówi misjonarka, która jest odpowiedzialna za delegaturę Zgromadzenia Sióstr św. Józefa na Ukrainie.

Gdy próbujemy się z nią skontaktować właśnie jest w drodze. Do granicy z Polską wiezie kolejną matkę z dziećmi. „Ta posługa jest teraz bardzo potrzebna, na drogach jest wiele kontroli, przemieszczanie między województwami a nawet miastami jest ograniczone” – mówi siostra Tobiasza.

„Pierwsze, najważniejsze, to jest być z ludźmi, patrzeć jaka jest potrzeba i na nią reagować. Mamy z małymi dziećmi wyjeżdżały do Polski, więc pomagałyśmy w tym przemieszaniu się. Siostry kupowały lekarstwa, też angażują się w zbieranie różnych rzeczy, które są potrzebne dla żołnierzy. Prawie wszyscy mężczyźni, chłopcy od osiemnastego roku życia, a nawet i młodsi, są zaangażowani w obronę kraju. Zbierałyśmy materiały potrzebne, żeby można było pleść siatki maskujące dla wojska – mówi papieskiej rozgłośni siostra Tobiasza. – Do tej pory ataki na Lwów, gdzie jestem, zostały udaremnione, ale bywa już niebezpiecznie. Każdego dnia kilkakrotnie włączają się syreny, są ogłoszenia, że trzeba się gdzieś ukryć. My mamy takie miejsce w piwnicy. Cały czas we wszystkich kościołach jest Msza święta i ludzie przychodzą. Po Mszy jest wystawienie Najświętszego Sakramentu i adoracja w intencji pokoju. Śpiewamy suplikacje. I tak samo w domu. Sama mogę przyznać, że kładę się spać z różańcem w ręku i ten różaniec jest w moich rękach aż do rana, gdy się budzę. Każdą chwilę wykorzystujemy na modlitwę w intencji pokoju.“

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama