Można zniszczyć irański program atomowy. Można zaszkodzić Chinom, głównemu sojusznikowi Persów. Tylko co dalej? Już pierwsze godziny po ataku pokazały, że Iran to nie Wenezuela, gdzie Amerykanie natychmiast zrobili to, co chcieli.
„Żadnych głupich zasad walki, żadnego plątania się w »budowanie narodu«, żadnych ćwiczeń z budowania demokracji, żadnych politycznie poprawnych wojen. Walczymy, by wygrać i nie marnujemy czasu ani życia” — taki przebieg wojny w Iranie zapowiada Pete Hegseth, szef Pentagonu i główny strateg geopolityczny Donalda Trumpa.
Na pewno Amerykanie uczą się na błędach z Iraku. Tylko czy właśnie nie wynaleźli nowych?
Deklarowany cel wojny da się osiągnąć – można zniszczyć irański program atomowy. Udaje się też – to cel, którego głośno Waszyngton nie deklaruje – zaszkodzić Chinom, do których osi należy Iran (Państwo Środka kupuje 80 proc. irańskiej ropy naftowej, tuż przed amerykańskim uderzeniem Chińczycy zamierzali sprzedać Irańczykom pociski przeciwokrętowe). A przy okazji Trump po raz kolejny pokazuje, że jest gotów użyć swojej siły. Dla porównania: Unia Europejska w tym czasie „rozważa zastosowanie klauzuli wzajemnej obrony”.
Tylko co dalej? Już pierwsze godziny po ataku pokazały, że Iran to nie Wenezuela.
Zobacz cały komentarz:
Epicka Furia zamiast Pustynnej Burzy. Cios w Iran, cios w Chiny, co dalej?Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.