reklama

Rekiny atakują w Australii. Plaże w Sydney zamknięte

Niezwykłe szczęście miał 10-letni chłopiec zaatakowany przez rekina. Drapieżnik zrzucił go z deski surfingowej, ale ugryzł deskę, a nie jego. Kilka innych osób walczy jednak o życie. W okolicach Sydney doszło do bezprecedensowej serii trzech ataków rekinów w ciągu 48 godzin. Władze miasta zamknęły plaże.

JJ

dodane 20.01.2026 07:30

Po ulewach w Sydney do morza dostały się ścieki, więc wody przybrzeżne stały się żerowiskiem dla żarłaczy. Służby ratunkowe mówią o „idealnej burzy”, która wabi wielkie drapieżniki. Rekordowe opady, sięgające 127 mm wody na dobę – najwięcej od 1988 r. – spowodowały masowy spływ ścieków i brudnej, słonawej wody do oceanu.

„Ten poziom fekaliów i ścieków przyciąga drobnicę, a za nią podążają rekiny”

– ocenił bez ogródek Chris Pepin-Neff z Uniwersytetu w Sydney, nazywając kąpiel w obecnych warunkach „okropnym pomysłem”. Ekspert zaleca, by nie wchodzić do oceanu przez co najmniej 72 godziny po ulewach.

Czarna seria

Krwawa seria rozpoczęła się w niedzielę atakiem na 12-latka, który w stanie krytycznym trafił na oddział intensywnej terapii. W poniedziałek wieczorem na plaży Manly rekin zmasakrował nogi 20-letniego mężczyzny. Tego samego dnia drapieżnik zrzucił 10-latka z deski surfingowej, po czym odgryzł jej fragment. Chłopiec nie doznał jednak obrażeń. Do kolejnego ataku doszło we wtorek w regionie Wybrzeża Środkowo-Północnego, na północ od Sydney, gdzie kolejny surfer został ugryziony przez rekina.

Władze Sydney rozmieściły 34 inteligentne liny z przynętami i drony, a plaże Northern Beaches pozostają zamknięte.

Choć Australia notuje średnio 20 ataków rocznie, z których rzadko więcej niż trzy są śmiertelne, obecna kumulacja zdarzeń w Sydney jest wyjątkowa.

Kraj wciąż pamięta tragiczne sezony, gdy obecność drapieżników paraliżowała turystykę, choć statystyki niezmiennie wskazują, że groźniejsze od samych rekinów pozostają zdradliwe prądy i fale. (PAP)

Źródło: Logo PAP

1 / 1
oceń artykuł Pobieranie..

reklama