Odkrywanie na ekranie [GN]

Jak zafascynować dziecko tematami naukowymi? W mediach publicznych brak programów, które mogłyby w tym pomóc

Odkrywanie na ekranie [GN]

Wojciech Mikołuszko, autor bloga „A dlaczego?” z Kacprem. Autor zdjęcia: Jakub Szymczuk

Jak zafascynować dziecko naukowymi tematami? W polskiej telewizji brak programów, które mogą w tym pomóc rodzicom. Są za to w internecie, tylko trzeba dobrze poszukać.

Kacper ma dziewięć lat, a Ida osiem. Zadają tyle oryginalnych pytań, że dorosłemu może się mózg zlasować. Dlaczego klej klei? Co trzaska w ogniu? Dlaczego owady latają wokół lampy? A nawet: dlaczego człowiekowi musi pupa wystawać?

Na szczęście tata Kacpra i Idy Wojciech Mikołuszko żyje z opisywania ludzkim językiem trudnych naukowych problemów. Jest dziennikarzem naukowym, współpracuje z wieloma pismami. Przeszło rok temu pan Wojciech założył w internecie „blog rodzinno-przyrodniczo-naukowy” o nazwie „A dlaczego?” (adlaczego.blogspot.com). Zamieszcza tam pytania dzieci i swoje odpowiedzi. Jedne i drugie są fascynujące. Odpowiada też na pytania nieznajomych dzieci, przysłane pocztą elektroniczną, mimo że na prowadzeniu tego bloga nie zarabia.

Ważki mnie pogryzie

Aby dobrze odpowiedzieć na pytania dzieci, pan Wojciech nieraz dzwoni do kilku znajomych naukowców. I czasem żaden nie zna odpowiedzi. Tak było choćby z pytaniem Kacpra i Idy: „Co trzaska w ogniu?”. Leśnicy odpowiadali, że najbardziej trzaska w ogniu świerk, ale też nie wiedzieli, dlaczego. Wiedział dopiero dr Ryszard Szczygieł z Instytutu Badawczego Leśnictwa. Powiedział, że w komórkach drewna są uwięzione olejki eteryczne, żywica i woda. W ogniu zamieniają się one w parę wodną i w inne gazy, które mają większą objętość niż ciecz. Gazy rozrywają więc komórki drewna, co słyszymy jako trzask.

6-letni Mikołaj ze swoim tatą zapytali przez internet: „Po co mężczyznom sutki? Dlaczego ewolucja zostawiła je u nas?”. Internautka „Pikinini” przysłała pytanie: „Ostatnio moja 6-letnia Zosia zapytała, dlaczego woda w jeziorze nie wsiąka w ziemię, skoro woda z kałuż tak?”. Odpowiedzi są bardzo ciekawe i podane z poczuciem humoru. W tekściku: „Czy ważki mogą nas pogryźć?” Wojciech Mikołuszko opisał, jak kolega z klasy jego syna, mieszkaniec zalanej betonem Warszawy, wystraszył się w czasie wycieczki wielkich czerwonych ważek. „— Przecież to tylko ważki — powiedziałem, chcąc go uspokoić. — Ważki? Ważki mnie pogryzie?! — wołał dalej Michał”.

— Dziecko jest ciekawe świata i otwarte, nie boi się pytać. My nie pytamy, bo my, dorośli, nie możemy przecież wyjść na idiotów — śmieje się Wojciech Mikołuszko.

Pomysłów na zainteresowanie dzieci nauką warto też poszukać na stronie stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa, kierowanej przez szefa działu naukowego „Gościa” Tomasza Rożka. Na stronie kawiarnianaukowa.pl trzeba kliknąć w zakładkę „kawiarnia naukowa dzieciom”. Są tam m.in. filmowe zapisy spotkań z dziećmi, podczas których eksperymenty przeprowadza dr Jerzy Jarosz, fizyk z Uniwersytetu Śląskiego. Rodzic, który chce zainteresować swoje dziecko geografią i astronomią, nie powinien też przeoczyć strony earth.google.com. Jest już wersja w języku polskim. Można tu oglądać z góry Księżyc, Mars i Ziemię, a potem przybliżać sobie ich powierzchnię, aż zobaczymy własny samochód stojący przed domem. Jednym ruchem komputerowej myszy można też pochylić na ekranie satelitarne zdjęcia gór. Urwiska Tatr, Alp i Himalajów są wtedy widoczne... z boku. Podobnych funkcji jest tu wiele.

Prąd z ogórka

Do dzieci, nawet kilkuletnich, jest skierowana strona totylkofizyka.pl. Są tu krótkie filmy z instrukcją przeprowadzania naukowych eksperymentów. Stronę prowadzi za darmo dr Marek Pawłowski, pracujący na co dzień w Instytucie Problemów Jądrowych w Warszawie. Choć jest naukowcem, mówi o nauce w prosty sposób. Wyćwiczył to na pięciorgu swoich dzieciach.

Główną narratorką filmików jest jego najmłodsza córka Ania. Z butelki pełnej wody, plasteliny i plastikowych słomek do napojów konstruuje fontannę, którą można doprowadzić np. do zamku w piaskownicy. Pod koniec filmu jej tata, który dotąd stał za kamerą, pojawia się z przodu i wyjaśnia, dlaczego ta fontanna działa.

W kolejnym krótkim filmie Ania, w kapeluszu z szerokim rondem jak u kowboja, zapowiada: „Niebezpieczny karabin z kartofla i długopisu! Może zaboleć!”. Później rozkręca najprostszy długopis — rurkę i zatyka jego końce korkami wyciętymi z ziemniaka. Wciska wkładem do długopisu jeden z tych korków i nagle... drugi kartoflany korek wystrzeliwuje z wielką szybkością z długopisu, wypchnięty niewidzialną siłą. „Nie pokazujcie tej zabawki znajomym antyterrorystom, bo zabronią wnosić długopisy do samolotu” — mówi Marek Pawłowski, gdy na zakończenie znów wpojawia się na ekranie. I tłumaczy dalej: — „Korpus długopisu z dwoma ziemniaczanymi korkami to najprostszy model karabinka pneumatycznego, czyli wiatrówki. Jeden korek ściska powietrze w środku. Ściśnięte powietrze wypycha drugi korek, który wylatuje z dużą prędkością”. Ania z tatą nakręcili 16 takich filmików latem zeszłego roku. Dziewczynka sprawia wrażenie, jakby świetnie się tym bawiła. Być może w następne wakacje sfilmuje z tatą kolejne doświadczenia.

Filmiki Marka oraz Ani Pawłowskich za pomocą prostych eksperymentów wyjaśniają też, dlaczego ryby i łodzie podwodne mogą zanurzać się i wynurzać; tłumaczą same podstawy elektryczności czy mechaniki, o których często nie mówi się w szkołach. Zdarza się, że nauczyciel mówi: „Elektryczności nie można zobaczyć. Otwórzcie podręcznik i przeczytajcie”. Tymczasem na filmikach Pawłowskich elektryczność właśnie widać! Naelektryzowane plastikowe słomki odpychają się od siebie, a ogórki produkują dość prądu, żeby zapalić podłączoną do nich diodę LED. — Trudno się dziwić, że młodzież nie studiuje przedmiotów ścisłych, skoro w podstawach programowych polskiej szkoły w ogóle nie ma podobnych, prostych eksperymentów. W USA takie naukowe zabawy są zapisane w podstawach programowych już w przedszkolach — mówi Marek Pawłowski.

Kacper robi bimber

Kiedyś przy jedzeniu pizzy dzieci państwa Mikołuszków zapytały, co to takiego te drożdże, dzięki którym rośnie ciasto. Po uzyskaniu odpowiedzi Kacper postanowił sam sprawdzić, jak szybko drożdże rosną. Rozpuścił w wodzie kawałek kostki drożdży, dosypał cukru, żeby drożdże miały co jeść, i postawił nad kaloryferem. — Okazało się, że niechcący zrobił bimber — wspomina Wojciech Mikołuszko. — Naturalna ciekawość świata i skłonność do eksperymentowania niestety z czasem u dzieci trochę zanikają. Nie sprzyja temu szkoła. Za taki eksperyment z drożdżami mój synek nie dostałby piątki. Ale gdyby wykuł na pamięć cykl rozwojowy drożdży, nawet go nie rozumiejąc, to piątkę by dostał... Ciekawość świata zabija też, wprowadzony do szkół, system sprawdzania wiedzy za pomocą testów. Żeby zdać test, trzeba wykuć, a to nie sprzyja myśleniu, to jest równanie do sztampy — uważa.

Według Marka Pawłowskiego, proste eksperymenty naukowe nie tylko budzą w dziecku ciekawość świata, ale też łamią barierę jego lęku. — Czasem dziecko boi się nauki, wiedza je przerasta i nie daje się z niczym skojarzyć. Eksperymentowanie wytłumia jego lęk — mówi.

Co jeszcze, oprócz szkoły, może uśpić naturalną ciekawość świata u dzieci? — Nadmiar gier komputerowych — mówi bez wahania Wojciech Mikołuszko. Podkreśla, że gry mogą też rozwijać u dziecka wiele przydatnych umiejętności. — Jednak jeśli pozwoli się dziecku grać za dużo, to zabija ciekawość świata — dodaje.

Żadne z dzieci fizyka Marka Pawłowskiego, mimo eksperymentowania z fizyką w dzieciństwie, na razie nie wybrało tego kierunku. Najstarszy syn kończy informatykę, właśnie zdobył w Chinach srebrny medal w mistrzostwach świata w programowaniu zespołowym. Ta rodzina jest dobrym przykładem, że naukowa pasja w szeroki sposób rozwija możliwości intelektualne dzieci.

Wojciech Mikołuszko uważa, że w ogóle nie ma sensu wkładanie dzieci do szufladek według schematu: to lubi matematykę, a tamto polski. — Ten nasz wewnętrzny odkrywca jest ciekawy wszystkiego — podkreśla.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama